39-latek ma trzy dożywotnie zakazy prowadzenia pojazdów. Znów wsiadł pijany za kierownicę. Miał 1,3 promila. Prokuratura go wypuściła. Jak to możliwe?
Trzy dożywotnie zakazy prowadzenia pojazdów, 1,3 promila alkoholu we krwi i… policyjny dozór zamiast aresztu. Historia 39-latka, który znów wsiadł za kierownicę mimo sądowych zakazów, zelektryzowała opinię publiczną i wywołała pytania o to, jak działa polski system. Prokuratura tłumaczy, że nie wnioskuje o areszt wtedy, kiedy chce.
Sprawa wyszła na jaw po tym, jak polsatnews.pl opisał szczegóły zatrzymania mężczyzny. 39-latek miał za sobą już trzy wyroki sądowe skutkujące dożywotnimi zakazami prowadzenia pojazdów mechanicznych – to oznacza, że sądy aż trzykrotnie uznały go za osobę, która absolutnie nie powinna siadać za kierownicą. I mimo to wsiadł. Znowu. Po alkoholu.
Badanie alkomatem wykazało 1,3 promila – to ponad sześć razy więcej niż dozwolone 0,2 promila dla kierowców. Przy takim wyniku refleks jest wyraźnie upośledzony, pole widzenia zwężone, a czas reakcji dramatycznie wydłużony. Człowiek z takim stężeniem alkoholu za kółkiem to bomba zegarowa na drodze.
Prokuratura: to nie jest tak, że wnioskujemy o areszt, kiedy chcemy
Decyzja o wypuszczeniu mężczyzny zaskoczyła wielu. Zamiast aresztu tymczasowego zastosowano jedynie policyjny dozór – co w praktyce oznacza obowiązek meldowania się na posterunku, ale poza tym wolność osobistą. Prokuratura w rozmowie z polsatnews.pl wyjaśniła, że nie ma pełnej swobody w decydowaniu o areszcie. Kodeks postępowania karnego precyzyjnie określa przesłanki, które muszą być spełnione, żeby sąd mógł w ogóle rozważyć zastosowanie tymczasowego aresztowania – a prokuratura musi te przesłanki wykazać. Chodzi m.in. o ryzyko ucieczki, mataczenia w sprawie lub – co tu szczególnie istotne – popełnienia kolejnego przestępstwa.
Problem polega na tym, że samo złamanie zakazu sądowego i jazda po pijanemu, choć jest przestępstwem (nie wykroczeniem!), nie automatycznie kwalifikuje się do aresztu według obowiązujących przepisów. Sąd musi być przekonany, że inne środki zapobiegawcze są niewystarczające. Policyjny dozór to właśnie jeden z takich środków – łagodniejszy niż areszt, ale jednak ograniczający swobodę.
Co grozi za złamanie dożywotniego zakazu?
Za prowadzenie pojazdu wbrew sądowemu zakazowi grozi do 3 lat pozbawienia wolności – i to niezależnie od tego, czy kierowca był trzeźwy, czy nie. Gdy dochodzi do tego alkohol, sprawa się komplikuje i kary się kumulują. 39-latek odpowie więc za kilka przestępstw jednocześnie. Teoretycznie może trafić za kratki na kilka lat.
Praktyka pokazuje jednak, że recydywiści drogowi – nawet z wieloma wyrokami na koncie – nierzadko otrzymują kary w zawieszeniu lub stosunkowo łagodne wyroki. To zjawisko, które od lat krytykują organizacje zajmujące się bezpieczeństwem ruchu drogowego. Argument jest prosty: jeśli ktoś trzykrotnie dostał dożywotni zakaz i trzykrotnie go złamał, żaden środek wolnościowy nie działa.
Sprawa 39-latka to niestety nie jednostkowy przypadek. Policja regularnie zatrzymuje kierowców jeżdżących mimo obowiązujących zakazów sądowych – część z nich robi to wielokrotnie, bo wie, że system reaguje wolno i niekoniecznie boleśnie. Dozór policyjny to dla kogoś takiego w zasadzie formalność.
Pytanie, które teraz zadają sobie prawnicy i komentatorzy, brzmi: co trzeba zrobić, żeby system przestał dawać kolejne szanse tym, którzy ewidentnie z nich nie korzystają? Na razie odpowiedzi brak – a 39-latek czeka na wyrok na wolności.

Komentarze (0)