27.01.2026

Facebook, Instagram i biznes oszustw. Dlaczego platformy nie nadążają (albo nie chcą)?

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyTech
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Fałszywe reklamy z udziałem znanych twarzy stały się w polskim internecie codziennością. Lekarze „polecający” cudowne leki, przedsiębiorcy „zapraszający” do inwestycji życia, dziennikarze i influencerzy firmujący kryptowalutowe piramidy - wszystko to można dziś zobaczyć na Facebooku i Instagramie. Problem w tym, że to nie są prawdziwe reklamy. To oszustwa. A platformy, mimo tysięcy zgłoszeń, wciąż nie radzą sobie z ich eliminacją.

Skala zjawiska jest ogromna. W samym 2025 roku Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK przekazał Mecie ponad 9 tysięcy zgłoszeń dotyczących reklam naruszających prawo lub regulamin platform. Ponad połowa z nich została odrzucona albo pozostała bez jakiejkolwiek reakcji. Tymczasem tylko w jednym miesiącu eksperci NASK zidentyfikowali ponad 12 tysięcy przypadków wykorzystania wizerunków znanych osób w fałszywych kampaniach.

„Zapłać, a problem zniknie”

Dla ofiar oszustów to nie tylko statystyka, ale realny koszt – finansowy i wizerunkowy. Coraz częściej słyszymy relacje osób publicznych, które przyznają wprost: dopiero wykupienie płatnych usług na platformie, takich jak weryfikacja profilu, przynosi ulgę. Gdy przestają płacić – fałszywe konta i reklamy wracają niemal natychmiast.

Ten mechanizm budzi szczególne kontrowersje. W praktyce wygląda to jak system „opłaty za ochronę”, w którym platforma nie potrafi (lub nie chce) skutecznie reagować, dopóki użytkownik nie stanie się klientem premium. To rodzi pytanie, czy bezpieczeństwo w mediach społecznościowych jest dziś usługą, a nie standardem.

Automaty kontra rzeczywistość

Meta deklaruje, że walczy z oszustwami, inwestuje w sztuczną inteligencję i usuwa setki milionów fałszywych reklam globalnie. Problem polega na tym, że są to dane zbiorcze, nieuwzględniające specyfiki poszczególnych krajów. Z perspektywy Polski sytuacja wygląda znacznie gorzej.

Eksperci wskazują, że moderacja treści ma wciąż charakter reaktywny. Reklamy-scamy są publikowane masowo, krążą w systemie reklamowym przez kilka godzin lub dni, po czym znikają – tylko po to, by wrócić w lekko zmienionej wersji. Często w tysiącach kopii. Automaty nie nadążają za tempem i kreatywnością oszustów, zwłaszcza w epoce deepfake’ów i klonowania głosu.

Co więcej, algorytmy nie rozumieją lokalnego kontekstu kulturowego ani realiów językowych. To sprawia, że ewidentne oszustwa bywają uznawane za „zgodne ze standardami”, podczas gdy legalnie działające firmy tracą konta reklamowe za drobne formalne błędy.

Model biznesowy, który sprzyja patologiom

Nie sposób pominąć kwestii pieniędzy. Platformy społecznościowe zarabiają na reklamach – także tych, które okazują się oszustwami. Dopóki reklama jest aktywna, generuje przychód. Dopiero później, często po setkach zgłoszeń, bywa usuwana. To tworzy strukturalny konflikt interesów: szybkie i rygorystyczne blokowanie kampanii oznaczałoby realne straty finansowe.

Eksperci coraz częściej mówią wprost: bez presji regulacyjnej big techy nie mają wystarczającej motywacji, by wprowadzić realne zmiany. Przykładem są postulaty CERT Polska – od zatrudnienia polskojęzycznych moderatorów po blokowanie kont recydywistów. Większość z nich do dziś nie została wdrożona.

Cyfrowa pandemia

Najgroźniejsza jest jednak zmiana jakościowa. Dzisiejsze oszustwa nie przypominają już prymitywnych maili z „nigeryjskim księciem”. Dzięki generatywnej AI są dopracowane, wiarygodne i precyzyjnie targetowane. Platformy gromadzą ogromne ilości danych o użytkownikach – te same mechanizmy, które umożliwiają skuteczne reklamy, pozwalają też oszustom tworzyć przekonujące, spersonalizowane ataki.

Efekt? Ponad jedna trzecia Polaków deklaruje, że w ostatnim roku padła ofiarą cyberoszustwa lub ataku. To już nie incydenty, ale zjawisko masowe.

Coraz więcej ekspertów podkreśla, że samoregulacja platform nie działa. Potrzebne są twardsze regulacje, realna weryfikacja reklamodawców – zwłaszcza w obszarze finansów – oraz większa odpowiedzialność za sprzedawanie zasięgów. Bez tego Facebook i Instagram pozostaną nie tylko narzędziem komunikacji, ale także jednym z największych kanałów dystrybucji oszustw w Polsce.

A użytkownicy? Wciąż będą musieli być czujni. I coraz częściej płacić – nie za reklamę, lecz za iluzję bezpieczeństwa.

Komentarze (0)