We wtorek w centrum Częstochowy rozegrała się dramatyczna scena, która mogła zakończyć się tragedią – gdyby nie odwaga i profesjonalizm farmaceutek z apteki Gemini przy Alei Najświętszej Maryi Panny. Mężczyzna, który chwilę wcześniej opuścił aptekę, nagle osunął się na ziemię na przystanku autobusowym.
Doszło do zatrzymania krążenia. Mimo obecności przechodniów nikt nie ruszył na pomoc – oprócz bezdomnego mężczyzny, który wbiegł do apteki i poprosił o interwencję.
Bez chwili wahania farmaceutki z Gemini porzuciły swoje stanowiska i ruszyły na miejsce. Nie miały defibrylatora, nie były w karetce – miały tylko własną wiedzę, ręce i zimną krew. Przez około pół godziny prowadziły resuscytację krążeniowo-oddechową, walcząc o życie nieznajomego człowieka.
– Wszystko działo się bardzo szybko. Wiedziałyśmy, że liczy się każda sekunda. Dzięki szkoleniom z pierwszej pomocy czułyśmy się gotowe do działania – relacjonuje jedna z uczestniczek akcji ratunkowej.
– Czułam ogromne emocje, ale jednocześnie spokój – wiedziałyśmy, co robić. Najważniejsze, że pacjent przeżył – dodaje jej koleżanka.
Ich determinacja i opanowanie przyniosły skutek. Udało się przywrócić akcję serca, a poszkodowany został przetransportowany do szpitala. Żyje – właśnie dzięki szybkiej interwencji farmaceutek, które nie czekały, aż ktoś zrobi „coś”, tylko same zrobiły wszystko.
Farmaceuci w aptekach działających pod marką Gemini regularnie uczestniczą w szkoleniach z zakresu pierwszej pomocy – i jak pokazuje ten przypadek, nie są to puste formalności. To realna umiejętność ratowania życia.
Ten incydent w centrum Częstochowy przypomina, jak ważną rolę społeczną pełnią farmaceuci – nie tylko jako eksperci w zakresie farmakoterapii, ale również jako osoby pierwszego kontaktu w sytuacjach kryzysowych.

Komentarze (0)