Kariera Juan Mata po odejściu z Manchester United w 2022 roku nie przypominała bajki z happy endem. Hiszpan podpisał roczny kontrakt z Galatasaray, ale w Turcji pełnił głównie rolę rezerwowego. Klub nie zdecydował się na przedłużenie umowy, a Mata - jak zawsze - rozstał się z kibicami z klasą, dziękując za atmosferę i wsparcie.
Potem przyszedł krótki epizod w Vissel Kobe. Czteromiesięczny kontrakt, zaledwie jeden występ i 10 minut na boisku. Dla wielu był to symboliczny upadek piłkarza tej klasy. On jednak mówił o „unikalnym doświadczeniu” i kolejnej lekcji.
Kolejny przystanek? Western Sydney Wanderers. W Australii nie potrafił porozumieć się z trenerem i przez cały sezon uzbierał tylko 599 minut gry. Gdy odchodził, znów zrobił to w swoim stylu – z pokorą i wdzięcznością wobec klubu.
„To decyzja należy do mnie”
Wielu ekspertów sugerowało wtedy, że to moment, by zakończyć karierę. Mata miał jednak inne zdanie. W rozmowie z ESPN podkreślał, że wciąż czuje pasję i nie chce pozwolić, by inni decydowali za niego. Powtarza młodszym zawodnikom, by nie pozwalali opiniom z zewnątrz zabijać miłości do futbolu.
I znów dał sobie szansę.
Nowy rozdział w Melbourne
We wrześniu ubiegłego roku Hiszpan trafił do Melbourne Victory. Dla wielu był to kolejny egzotyczny kierunek w karierze mistrza świata i Europy. Tymczasem właśnie tam przeżywa najlepszy okres od kilku lat.
W ostatni weekend w derbowym starciu z Melbourne City Mata zdobył dwie bramki – w tym jedną z około 40 metrów – i dołożył asystę. Jego występ odbił się szerokim echem, a gwiazdor Manchester United, Bruno Fernandes, skomentował go krótko: „Wyjątkowy zawodnik”.
Wiek to tylko liczba
W kwietniu Juan Mata skończy 38 lat. W tym sezonie wystąpił we wszystkich meczach swojego zespołu, niemal zawsze w podstawowym składzie. Nie musi już niczego udowadniać – ani kibicom, ani ekspertom. A jednak wciąż chce.
Jego historia z ostatnich lat to opowieść o konsekwencji i wierności własnym przekonaniom. O piłkarzu, który zamiast słuchać głosów o końcu kariery, wolał słuchać siebie.
Chyba dobrze, że dał sobie tyle szans.

Komentarze (0)