Po trzynastu latach kierowania Lucasfilm Kathleen Kennedy ustępuje ze stanowiska dyrektorki kreatywnej studia. To decyzja, która natychmiast wywołała lawinę komentarzy wśród fanów „Gwiezdnych wojen”, bo jej nazwisko od dawna budziło skrajne emocje. Dla jednych była ikoną Hollywood i gwarancją wysokiego poziomu produkcyjnego, dla innych - symbolem kryzysu jednej z najważniejszych marek popkultury.
Kennedy objęła stery Lucasfilm w 2012 roku, gdy studio zostało przejęte przez Disneya. Nie była postacią z przypadku. Wcześniej pracowała przy takich klasykach jak „E.T.”, „Powrót do przyszłości”, „Park Jurajski”, „Indiana Jones” czy „Gremliny”. Jej dorobek i relacje z George’em Lucasem oraz Stevenem Spielbergiem sprawiały, że wydawała się idealną osobą do poprowadzenia „Star Wars” w nową erę.
Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana.
Sukcesy przeplatane porażkami
Za kadencji Kennedy powstały projekty, które zyskały uznanie zarówno krytyków, jak i widzów. „The Mandalorian” przywrócił fanom wiarę w serialowe „Gwiezdne wojny”, a „Andor” udowodnił, że w tym uniwersum można opowiadać dojrzałe, polityczne historie bez Jedi i mieczy świetlnych na pierwszym planie.
Z drugiej strony pojawiły się produkcje, które stały się symbolem chaosu i niespełnionych oczekiwań. „Skywalker. Odrodzenie” było krytykowane za niespójną fabułę i nerwowe decyzje kreatywne, a serial „The Acolyte” wzbudził ogromne kontrowersje, oskarżany o ideologiczne nachalstwo i lekceważenie kanonu sagi. Dodatkowo anulowane projekty – jak film o Benie Solo z Adamem Driverem czy wielokrotnie przekładany powrót Rey granej przez Daisy Ridley – tylko potęgowały frustrację fanów.
Wizerunkowo Kennedy stała się twarzą wszystkiego, co część widowni uznawała za „oderwanie się” Disneya od ducha oryginalnej trylogii. Jej krytycy zarzucali jej nadmierne podporządkowanie sagi aktualnym trendom ideologicznym kosztem spójnej narracji. Symbolicznym podsumowaniem tej krytyki była satyra w „South Park: Joining the Panderverse”, gdzie postać inspirowana Kennedy została obsadzona w roli czarnego charakteru.
Dave Filoni przejmuje stery
Nowym rozdaniem w Lucasfilm ma kierować duet Dave Filoni i Lywen Brennan. Brennan obejmie przede wszystkim funkcje administracyjne i wykonawcze, natomiast Filoni stanie się kreatywną twarzą studia. To nazwisko, które w fandomie „Star Wars” wywołuje znacznie więcej entuzjazmu niż obaw.
Filoni jest związany z uniwersum od 2008 roku, gdy odpowiadał za „Star Wars: The Clone Wars”. Później współtworzył „Rebels”, „The Bad Batch”, „The Mandalorian”, „The Book of Boba Fett” i „Ahsokę”. Co istotne, był bezpośrednim uczniem George’a Lucasa, co dla wielu fanów jest gwarancją wierności duchowi sagi.
Nie brakuje jednak sceptyków. Krytycy wskazują, że Filoni może zbyt mocno skupiać się na postaciach i wątkach, które sam stworzył – zwłaszcza na Ahsokce – zamiast otworzyć „Gwiezdne wojny” na zupełnie nowe historie. Pojawia się też pytanie, na ile realną władzę kreatywną będzie miał Filoni w strukturach Disneya, znanego z silnej kontroli nad swoimi markami.
Nowa nadzieja czy kolejny rozdział sporów?
Odejście Kathleen Kennedy zamyka jeden z najbardziej burzliwych rozdziałów w historii „Star Wars”. Dla części fanów to moment ulgi i nadziei na powrót do spójnego, epickiego opowiadania historii. Dla innych – jedynie zmiana personalna, która nie musi oznaczać realnej zmiany kierunku.
Jedno jest pewne: przyszłość „Gwiezdnych wojen” znów stoi na rozdrożu. Dave Filoni ma szansę odbudować zaufanie fanów i nadać sadze nową energię. Czy mu się to uda, czy też zderzy się z tymi samymi ograniczeniami, które ciążyły nad jego poprzedniczką? Odpowiedź poznamy dopiero wtedy, gdy nowe projekty trafią na ekrany.

Komentarze (0)