16.01.2026

Od „będzie taniej” do „to nie my”. Krótka historia odpowiedzialności za drogie śmieci

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

W 2024 roku na antenie Radia ZET minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska uspokajała słuchaczy: celem rządu jest ograniczenie ilości odpadów, a skoro śmieci będzie mniej, to i rachunki powinny być niższe. Recepta była jasna i nowoczesna - gospodarka o obiegu zamkniętym oraz system kaucyjny. Logika była prosta, wręcz intuicyjna: mniej odpadów to mniejsze koszty dla mieszkańców.

Dwa lata później, w styczniu 2026 roku, w RMF FM słyszymy już zupełnie inną narrację. Śmieci drożeją „drastycznie”, mieszkańcy alarmują o rekordowych podwyżkach, a ta sama minister rozkłada ręce i mówi krótko: to decyzja samorządów. Rząd? Ministerstwo? System kaucyjny? Tego w odpowiedzi już nie słychać.

System kaucyjny

System kaucyjny, wprowadzony w październiku 2025 roku, był przedstawiany jako jedno z kluczowych narzędzi porządkowania rynku odpadów. Miał zmniejszyć ilość śmieci, poprawić recykling i w efekcie – obniżyć koszty. Tymczasem kilka miesięcy po jego uruchomieniu słyszymy, że opłaty rosną, a winni są wyłącznie samorządowcy.

Oczywiście, formalnie to gminy ustalają stawki za wywóz odpadów. Ale udawanie, że samorządy działają w próżni, jest nieuczciwe. To państwo tworzy ramy prawne, narzuca obowiązki, wdraża nowe systemy i przerzuca koszty ich obsługi na dół. Samorządy nie wymyśliły ani systemu kaucyjnego, ani nowych wymogów środowiskowych, ani coraz droższych procedur przetwarzania odpadów. One jedynie muszą je sfinansować.

W 2024 roku obywatele słyszeli: „robimy wszystko, żeby było taniej”. W 2026 słyszą: „to nie my”. Problem polega na tym, że rachunek przychodzi do tego samego adresata – mieszkańca.

Komentarze (0)