Oskar Pietuszewski jeszcze nie skończył 18 lat, a już stoi u progu transferu, który może zapisać się w historii Ekstraklasy. Wychowanek Jagiellonii Białystok jest o krok od przeprowadzki do FC Porto za kwotę sięgającą 10 milionów euro. Dla jednych to ryzykowny krok, dla innych – naturalny etap w rozwoju największego dziś talentu młodego pokolenia w polskiej piłce.
Talent z rocznika 2008
Pietuszewski urodził się 20 maja 2008 roku. Gdy reprezentacja Polski szykowała się do pierwszego w historii występu na mistrzostwach Europy, on dopiero przychodził na świat. Dziś sam puka do seniorskiej piłki drzwiami i oknami, będąc jedną z najjaśniejszych postaci młodzieżowych kadr narodowych.
Choć metryka wskazuje 17 lat, na boisku wygląda jak piłkarz znacznie bardziej dojrzały. To właśnie ta fizyczno-mentalna gotowość sprawia, że bywa porównywany do Lamine’a Yamala. Selekcjoner Jan Urban nieprzypadkowo użył tego przydomka – Pietuszewski nie boi się odpowiedzialności, chętnie bierze grę na siebie i potrafi przesądzać o losach spotkań.
Droga przez Jagiellonię
Jest produktem akademii Jagiellonii Białystok, gdzie jego talent szlifowano od najmłodszych lat. Pracował m.in. pod okiem Marka Wasiluka, a po mistrzowskim sezonie trafił do zespołu prowadzonego przez Adriana Siemieńca. Jego rozwój nie był jednak prostą drogą na szczyt – pod koniec 2022 roku zerwał więzadła krzyżowe, co wykluczyło go z gry na blisko pół roku i postawiło przyszłość pod znakiem zapytania.
Powrót po kontuzji okazał się jednak imponujący. Pietuszewski nie tylko odzyskał dynamikę, ale też szybko wywalczył miejsce w rotacji pierwszego zespołu. Łącznie rozegrał już ponad 50 spotkań w seniorskim futbolu, co w tym wieku jest rzadkością.
Skrzydłowy, który robi różnicę
Najczęściej występuje jako ofensywny pomocnik lub skrzydłowy, swobodnie operując po obu stronach boiska. Ma około 180 cm wzrostu, świetne przyspieszenie i naturalną lekkość w dryblingu. Statystyki Ekstraklasy pokazują, że potrafi rozpędzić się do blisko 35 km/h, a liczba sprintów na mecz plasuje go w ligowej czołówce.
Sam zawodnik otwarcie przyznaje, że wciąż musi poprawić podejmowanie decyzji. Trenerzy podkreślają jego ogromny potencjał, ale też typową dla wieku emocjonalną niestabilność. To piłkarz, który jednego dnia potrafi wygrać mecz, a innego – zniknąć z gry. Właśnie nad tą regularnością ma pracować w kolejnych latach.
Debiut z wielkiej sceny
Symboliczne było jego wejście do dorosłej piłki. Debiut w Jagiellonii zaliczył w europejskich pucharach przeciwko Ajaksowi Amsterdam. Jako 16-latek wszedł na boisko przy pełnych trybunach i bez kompleksów rywalizował z renomowanym przeciwnikiem. Trenerem Ajaksu był wówczas Francesco Farioli – dziś szkoleniowiec FC Porto, z którym los znów ma skrzyżować drogi Pietuszewskiego.
Obserwowany przez gigantów
Jego talent nie umknął skautom największych klubów. Na trybunach podczas meczów Jagiellonii pojawiali się wysłannicy Arsenalu, Bayernu, Barcelony czy Manchesteru City. Transfermarkt wycenia go na 12 milionów euro, co czyni go najdroższym piłkarzem Ekstraklasy.
Ostatecznie najbliżej konkretów jest FC Porto. Jagiellonia, świadoma skali talentu, twardo negocjuje i oczekuje kwoty w granicach 10–11 milionów euro. Byłby to jeden z najwyższych transferów wychodzących w historii ligi.
Charakter i ambicje
Pietuszewski sprawia wrażenie zawodnika poukładanego. Unika medialnych afer, regularnie chodzi do szkoły i ostrożnie prowadzi swoje media społecznościowe. Gdy pojawiały się głosy, że powinien już dostać powołanie do pierwszej reprezentacji, sam podchodził do tego z dystansem, podkreślając, że wszystko przyjdzie w swoim czasie.
Kibicuje Barcelonie i marzy o grze w Anglii lub Hiszpanii. Niedawno z trybun Santiago Bernabéu oglądał mecz Realu Madryt z Betisem – nie jako gwiazdor, lecz zwykły nastolatek chłonący wielki futbol.
Co dalej?
Transfer do Porto może okazać się idealnym pomostem między Ekstraklasą a topowymi ligami. Portugalczycy słyną z umiejętnego rozwijania młodych talentów i sprzedawania ich dalej za wielkie pieniądze. Jeśli Pietuszewski utrzyma tempo rozwoju i poradzi sobie z presją, „polski Yamal” może wkrótce stać się jednym z najgłośniejszych nazwisk polskiej piłki.
Jedno jest pewne – to dopiero początek jego historii.

Komentarze (0)