01.12.2025

Polacy opuszczają tonący okręt? Wyspy przestają kusić, a trend powrotów rośnie

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Najświeższe dane brytyjskiego urzędu statystycznego ONS malują obraz, który jeszcze kilka lat temu wydawał się niemożliwy. Zjednoczone Królestwo - niegdyś jeden z największych magnesów migracyjnych Europy - traci impet. Saldo migracji, choć wciąż dodatnie, skurczyło się o ponad dwie trzecie. Winowajców jest wielu: od chłodnej koniunktury gospodarczej, przez rosnące koszty życia, aż po restrykcyjne przepisy wizowe będące pokłosiem polityki pobrexitowej. Zjawisko to uderza szczególnie wyraźnie w jedną grupę, która przez dwie dekady stanowiła fundament brytyjskiego rynku pracy: Polaków.

Koniec migracyjnego Eldorado

Brytyjskie statystyki nie pozostawiają złudzeń: migracyjny boom, który zaczął się po rozszerzeniu UE w 2004 roku, definitywnie dobiegł końca.

W okresie od połowy 2024 do połowy 2025 roku granice Zjednoczonego Królestwa przekroczyło ok. 898 tys. osób, ale równocześnie ponad 693 tys. zdecydowało się na wyjazd. To gwałtowne wyhamowanie – jeszcze rok wcześniej liczba nowych imigrantów sięgała 1,3 mln.

ONS otwarcie wskazuje na przyczyny: surowsze przepisy wizowe i ograniczenia w łączeniu rodzin. Najwięcej stracili ci, którzy dotychczas najliczniej migrowali – studenci oraz pracownicy z krajów spoza UE.

Zmiany legislacyjne odcisnęły swoje piętno: mniej wiz pracowniczych, mniej wiz studenckich, mniej możliwości sprowadzenia bliskich.

W efekcie saldo migracji wróciło do poziomu z czasów sprzed Brexitu – tyle że wtedy nie mieliśmy jeszcze globalnej inflacji, kryzysu kosztów życia ani problemów kadrowych w brytyjskich usługach publicznych.

Polacy mówią „dość”

Najbardziej symbolicznym wskaźnikiem zmian jest migracja z Polski i do Polski. Przez lata trwał tam nieprzerwany exodus zarobkowy – teraz kierunek się odwraca.

Między połową 2024 a połową 2025 roku:

  • tylko 7 tys. Polaków wyemigrowało do Wielkiej Brytanii,
  • aż 25 tys. zdecydowało się wyjechać z Wysp.

To ponad trzykrotna przewaga powrotów nad nową emigracją.

Na przestrzeni dwóch dekad to prawdziwy zwrot akcji. Po 2004 roku Polacy byli jedną z głównych sił napędowych brytyjskiego rynku pracy. Rząd Tony’ego Blaira zakładał, że przyjedzie kilkanaście tysięcy nowych pracowników rocznie – przyjechały setki tysięcy.

Teraz role się odwracają. Obywatele UE stanowią zaledwie 9% nowej imigracji, a ich udział w odpływie to już ponad 22%.

Migracyjny krajobraz po Brexicie

Struktura napływającej do Wielkiej Brytanii siły roboczej zmieniła się nieodwracalnie. Wśród niemal 900 tys. nowych imigrantów aż 75% to osoby spoza Unii Europejskiej. To już zupełnie inny profil migracji niż ten, który ukształtował brytyjską gospodarkę w latach 2004-2016.

Jednocześnie coraz więcej Brytyjczyków… również opuszcza swój kraj. Stanowią oni aż 36% wszystkich wyjeżdżających. To sygnał, że kryzys kosztów życia i spadająca jakość usług publicznych nie są jedynie problemem obcokrajowców.

Zamknięcie historycznego rozdziału

Patrząc wstecz, widać wyraźnie, że era masowej emigracji zarobkowej Polaków na Wyspy właśnie przechodzi do historii. To nie tylko wynik zmian przepisów, ale także rosnącej atrakcyjności polskiego rynku pracy, poprawy płac w kraju i globalnej destabilizacji, która czyni migrację mniej opłacalną i bardziej ryzykowną niż kiedyś.

Wielka Brytania – niegdyś obietnica stabilizacji i szybkiego awansu – dziś coraz częściej jawi się jako tonący okręt, z którego kolejni pasażerowie opuszczają pokład.

A Polacy? Po raz pierwszy od dwóch dekad to nie rząd w Londynie zastanawia się, jak przyciągnąć pracowników z Polski, lecz polski rynek pracy musi odpowiedzieć na to, jak wykorzystać powracający kapitał ludzki.

Komentarze (0)