Ponad 12 milionów złotych - tyle w 2025 roku kosztowały podatników przejazdy polskich posłów związane z wykonywaniem mandatu. Sejmowe sprawozdania pokazują, że niektórzy parlamentarzyści pokonali w ciągu roku dystans większy niż długość równika Ziemi. Wydatki na tzw. kilometrówki ponownie wywołały dyskusję o granicach politycznych przywilejów i kontroli publicznych pieniędzy.
Miliony na kilometrówki
Z danych opublikowanych w sprawozdaniach biur poselskich wynika, że średnio każdy poseł przeznaczył na przejazdy około 36,5 tysiąca złotych. Łączny koszt dla budżetu państwa przekroczył 12,3 mln zł.
Najwięcej wydał poseł niezrzeszony Łukasz Mejza, który jeszcze niedawno związany był z PiS. Na przejazdy rozliczył ponad 49 tys. zł. Tuż za nim znaleźli się Piotr Kandyba z Koalicji Obywatelskiej oraz Maria Koc z PiS – oboje z wydatkami przekraczającymi 48 tys. zł.
Szczególne emocje budzi przypadek Piotra Kandyby, którego biuro poselskie znajduje się w Piasecznie – zaledwie kilkanaście kilometrów od Sejmu. Dla wielu obywateli takie kwoty wydają się trudne do uzasadnienia.
„To normalna praca posła”
Politycy przekonują jednak, że wysokie wydatki są naturalnym elementem wykonywania mandatu. Poseł PiS Marcin Horała podkreśla, że parlamentarzysta musi być stale w ruchu, uczestniczyć w spotkaniach i wydarzeniach w całym kraju.
Podobnie tłumaczy się Adam Gomoła z Polski 2050. Jak zaznacza, sam dojazd z Opola do Warszawy oznacza około 700 kilometrów w obie strony. Do tego dochodzą konferencje, spotkania z wyborcami i wyjazdy służbowe.
Z kolei Mariusz Witczak z KO zwraca uwagę na rozległość swojego okręgu wyborczego. Jak mówi, odległość pomiędzy skrajnymi powiatami przekracza 170 kilometrów, co wymaga częstych podróży.
Posłowie „okrążyli Ziemię”
Choć pojedyncze wydatki mogą wydawać się niewielkie w skali państwa, suma wszystkich przejazdów robi ogromne wrażenie. Analizy pokazują, że rekordziści przejechali w ciągu roku dystans porównywalny z długością równika Ziemi, czyli ponad 40 tysięcy kilometrów.
To właśnie takie liczby najmocniej działają na wyobraźnię opinii publicznej. Krytycy systemu pytają, czy obecne zasady rozliczania nie są zbyt liberalne i czy podatnicy mają realną możliwość kontroli tych wydatków.
Koniec z „wolną amerykanką”?
W odpowiedzi na narastające kontrowersje Kancelaria Sejmu wprowadziła nowe zasady rozliczania kilometrówek. Od tego roku posłowie mają obowiązek prowadzenia szczegółowego rejestru przejazdów poza okręgiem wyborczym. Dokumentacja musi zawierać daty, trasy oraz liczbę przejechanych kilometrów.
Zmieniły się także zasady dotyczące najmu samochodów oraz rozliczania podróży w obrębie okręgu wyborczego. Wprowadzono ryczałt do limitu 1500 kilometrów miesięcznie. W zależności od rodzaju pojazdu stawka wynosi 0,89 zł lub 1,15 zł za kilometr.
Według Kancelarii Sejmu nowe przepisy mają zwiększyć przejrzystość wydatków i ograniczyć możliwość nadużyć.
Publiczne pieniądze pod lupą
Sprawa kilometrówek po raz kolejny pokazuje, jak dużą uwagę społeczeństwo przywiązuje do wydatków polityków. Dla jednych są one niezbędnym kosztem wykonywania mandatu, dla innych symbolem oderwania klasy politycznej od codziennych problemów obywateli.
Jedno jest pewne – wraz z rosnącą presją na transparentność życia publicznego poselskie rozliczenia będą coraz dokładniej analizowane przez media i wyborców.

Komentarze (0)