Ponad 4,8 tysiąca godzin pracy w ciągu jednego roku. Taki wynik - jeśli wierzyć dokumentom ze Szpitala Miejskiego w Sosnowcu - osiągnął lekarz kontraktowy pracujący na oddziale chirurgii ogólnej. To średnio blisko 14 godzin dziennie, bez wolnych weekendów, świąt i urlopu. Sprawa, która początkowo była jedynie tabelą w zestawieniu dla radnych, szybko stała się symbolem systemowego problemu polskiej ochrony zdrowia.
Dane, które zaniepokoiły radnych
Zestawienie czasu pracy lekarzy za 2023 rok trafiło do sosnowieckich radnych jako element kontroli funkcjonowania miejskiego szpitala. Wynikało z niego, że kadra medyczna opiera się w dużej mierze na lekarzach kontraktowych, a jeden z nich przepracował więcej godzin niż pięciu etatowych lekarzy tego samego oddziału łącznie.
To nie jest zwykła statystyka. To sygnał alarmowy
– podkreślała radna Koalicji Obywatelskiej Ewa Szota, wskazując, że lekarz kontraktowy wykonał o ponad dwieście procent więcej pracy niż jego etatowy kolega.
Szpital: „tak działa system”
Władze szpitala odpierały zarzuty, tłumacząc, że kontrakt daje lekarzom swobodę w deklarowaniu liczby dyżurów. – To rozwiązanie dalekie od ideału, ale zgodne z obowiązującymi przepisami – argumentowała prezeska placówki Aneta Kawka. Jak zapewniała, po ujawnieniu danych wprowadzono limit 350 godzin miesięcznie dla jednego lekarza.
Problem w tym, że – jak przyznało samo Ministerstwo Zdrowia – państwo nie prowadzi żadnych prac nad systemowym uregulowaniem czasu pracy lekarzy kontraktowych. Apel radnych pozostał więc bez realnej odpowiedzi.
Grafik pod kluczem
Radna Szota postanowiła pójść krok dalej i poprosiła prezydenta Sosnowca o ewidencję czasu pracy rekordzisty. Dokument otrzymała, jednak ku jej zaskoczeniu – nie został on opublikowany w Biuletynie Informacji Publicznej. Urząd Miasta uznał, że nawet pozbawiony nazwiska grafik może prowadzić do identyfikacji konkretnej osoby i naruszać przepisy o ochronie danych osobowych.
Mam w ręku dokument, który pokazuje patologię systemu, ale nie mogę go nikomu ujawnić Nie chodzi o jednego lekarza, tylko o brak granic, które powinny chronić pacjentów i samych medyków.
– mówi radna.
Gdzie kończy się anonimizacja?
Podobne wątpliwości podnosi Urząd Ochrony Danych Osobowych. Jego przedstawiciel zwraca uwagę, że daty i godziny dyżurów mogą wystarczyć do identyfikacji lekarza, zwłaszcza jeśli w danym czasie był jedynym dyżurnym.
W praktyce oznacza to, że kluczowy dokument – pokazujący rzeczywisty rozkład pracy – pozostaje poza społeczną kontrolą.
Rekord ogólnopolski
Sprawą zainteresował się Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. Jego przewodnicząca Grażyna Cebula‑Kubat przyznaje, że zna inne przypadki skrajnie długiej pracy lekarzy, jednak wynik z Sosnowca nie ma sobie równych.
To najprawdopodobniej rekord w skali kraju. Bez norm dla kontraktów takie sytuacje będą się powtarzać
– ostrzega.
Systemowy problem
Historia z Sosnowca pokazuje napięcie między trzema wartościami: dostępnością lekarzy, prawem do informacji publicznej i ochroną danych osobowych. Bez jasnych regulacji wygrywa chaos, w którym jeden lekarz może pracować ponad ludzkie siły, a opinia publiczna nie ma narzędzi, by rzetelnie ocenić ryzyko.
Dopóki czas pracy lekarzy kontraktowych pozostaje poza realną kontrolą państwa, podobne „rekordy” mogą być tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Komentarze (0)