W cieniu wyborów lokalnych w Nadrenii Północnej-Westfalii, które odbyły się dwa tygodnie temu, Niemcy wstrząsnęła afera wyborcza w biednej, imigranckiej dzielnicy Marxloh w Duisburgu. Kandydat centroprawicowej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) jest podejrzany o kupowanie głosów od romskich imigrantów po 25 euro za sztukę.
To nie fikcja politycznego thrillera, ale realne zarzuty, które wstrząsnęły lokalną demokracją i podważyły wiarygodność niemieckiego systemu wyborczego.
Marxloh to jedna z najbardziej zróżnicowanych etnicznie dzielnic w Zagłębiu Ruhry – przemysłowym sercu Niemiec. Mieszka tu około 22 tysięcy osób, w tym tysiące migrantów z Rumunii i Bułgarii, głównie Romów. Jako obywatele Unii Europejskiej, mają oni prawo głosu w wyborach samorządowych. W praktyce jednak dzielnica zmaga się z wysoką bezrobotnością, przestępczością i niską frekwencją wyborczą – poniżej 30 proc. Wybory 14 września dotyczyły rady dzielnicy Hamborn (w tym Marxloh), gdzie stawką była reprezentacja w 17-osobowym gremium decydującym o lokalnych sprawach.
Wąski wyścig i zaskakujące wyniki
Wyniki wyborów były dramatycznie wyrównane. Socjaldemokraci z SPD triumfowali z 30,37 proc. głosów, zdobywając 5 mandatów. Tuż za nimi, z 30,07 proc., uplasowała się skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), która również zgarnęła 5 miejsc. CDU, mimo wysiłków, nie przekroczyła progu i nie weszła do rady – jej kandydat na czwartym miejscu listy, który miał największe szanse, pozostał poza progiem. To porażka dla partii, która na poziomie landu wygrała z 33,3 proc.
Największe zaskoczenie? Zgrupowanie wyborcze „Sozial Gerecht Unabhängig” (SGU), które wystawiło trzech romskich kandydatów, zdobyło zaledwie ok. 2 proc. głosów. Liderzy SGU, uważający się za głos romskiej społeczności, byli zszokowani:
Myśleliśmy, że jesteśmy najaktywniejszą siłę w tej grupie
– przyznali w piśmie do władz wyborczych. Niskie poparcie rodaków sugeruje, że część głosów „przepadła” gdzie indziej – i tu wchodzą zarzuty o manipulacje.
Kupowanie głosów
Według doniesień lokalnych mediów, takich jak „Westdeutsche Allgemeine Zeitung” (WAZ) i „Rheinische Post”, kandydat CDU nie działał sam. Zatrudnił pośrednika, który od miesięcy budował kontakty w romskiej społeczności. Oferował 25 euro za głos na CDU, a w dniu wyborów towarzyszył wyborcom nawet do lokali wyborczych. Udając „tłumacza” (bez oficjalnego upoważnienia), „pomagał” przy oddawaniu głosów – co w społeczności romskiej miało być kodem dla łapówki. Świadkowie, w tym sami Romowie, potwierdzili te praktyki.
To nie wszystko. Pojawiły się też wątpliwości co do wniosków o głosowanie korespondencyjne: Z fikcyjnego adresu e-mail rzekomego stowarzyszenia alevickiego (turecka mniejszość muzułmańska) zażądano nawet 200 kart pocztowych. Dane osobowe nie zgadzały się z rejestrami, co doprowadziło do odrzucenia wniosków przez urząd wyborczy. Nie jest jasne, czy to bezpośrednio łączy się z CDU, ale całość pachnie zorganizowaną manipulacją.
W reakcji SGU złożyło formalny protest wyborczy, wymieniając świadków i domagając się unieważnienia wyników. Prokuratura w Duisburgu wszczęła śledztwo w sprawie oszustwa wyborczego (Wahlbetrug) już 26 września. Miasto potwierdziło: „Otrzymaliśmy doniesienia o możliwym oszustwie i natychmiast powiadomiliśmy policję”.
Kandydat CDU, przez swojego prawnika, odrzucił zarzuty jako „kampanię nienawiści” i odmówił komentarzy. Lokalny radny CDU Frank Heidenreich zapowiedział: „Jeśli się potwierdzi, rozważymy wyrzucenie go z partii”.
Migracja i polityczna polaryzacja
Afera w Marxloh nie jest odosobniona. Dzielnica od lat jest symbolem nieudanej integracji: Romowie często lądują w gettach z wysoką przestępczością. Nic więc dziwnego, ze spore poparcie zyskała tu AfD – potroiła wynik z 2020 r. na poziomie landu do 14,5 proc. CDU, tradycyjnie centrowa, desperacko szuka głosów migrantów, ale takie praktyki podważają jej wizerunek.

Komentarze (0)