05.12.2025

System kaucyjny w Polsce miał być ekologiczny. Na razie generuje chaos, koszty i groźbę upadłości małych sklepów

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Wprowadzany od października system kaucyjny miał być prostym, intuicyjnym rozwiązaniem: klient kupuje produkt, płaci kaucję, a po zwrocie pustego opakowania odzyskuje pieniądze. Tyle teoria. W praktyce polski handel - zwłaszcza ten najmniejszy - balansuje dziś na krawędzi, a producenci zaczynają tworzyć własne, równoległe systemy, podważając sens ogólnokrajowej reformy.

Małe sklepy między młotem a kowadłem

Choć obowiązek uczestnictwa w systemie dotyczy tylko sklepów powyżej 200 m², mniejsze placówki również odczuwają presję. Klienci chętniej wybierają duże markety, gdzie mogą od razu odzyskać kaucję. To prosty mechanizm: brak możliwości zwrotu opakowań oznacza ryzyko odpływu kupujących.

Problem w tym, że wiele małych sklepów nie stać na wdrożenie systemu – zakup oprogramowania, dostosowanie zaplecza czy organizacja punktu zbiórki to wydatek trudny do udźwignięcia. A sytuacja finansowa branży już jest dramatyczna. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że łączne zadłużenie małych sklepów przekracza 681 mln zł, a średnie zaległości oscylują wokół 30 tys. zł. Rekordziści mają trzy miliony długu.

Dodatkowe obciążenia mogą być dla nich ciosem przesądzającym o być albo nie być. Polska Izba Handlu przywołuje przykłady innych państw, gdzie po wdrożeniu systemów kaucyjnych przychody małych sklepów spadały nawet o 30 procent. Dla wielu polskich przedsiębiorców taki scenariusz oznaczałby konieczność zamknięcia działalności.

Browary idą własną drogą

Podczas gdy małe sklepy walczą o przetrwanie, największe koncerny piwowarskie wykorzystują luki w systemie. Carlsberg, po uzyskaniu zgody z Urzędu Marszałkowskiego, wyłączył swoje butelki zwrotne z ogólnopolskiego systemu. Grupa Żywiec czeka na podobną decyzję.

Argument jest prosty: browary twierdzą, że ich dotychczasowe, wewnętrzne systemy zbiórki działają lepiej. Carlsberg chwali się odzyskiem na poziomie 92–94 procent – więcej niż wymagane przez przepisy 90 procent. W ich modelu butelki wracają do browaru przy kolejnych dostawach, bez udziału pośredników, bez nowych opłat i, jak podkreślają producenci, z mniejszą emisją CO₂.

Rozwiązanie opłacalne dla koncernów prowadzi jednak do powstania dwóch równoległych systemów kaucyjnych. A to grozi bałaganem: różne zasady zwrotu, różne rodzaje butelek, różne miejsca ich odbioru. Z punktu widzenia konsumenta – komplikacja. Z punktu widzenia małych sklepów – kolejne wyzwanie logistyczne.

Ekologia kontra realia rynku

Twórcy systemu kaucyjnego zapewniali, że chodzi o troskę o środowisko. Tymczasem coraz częściej widać, że w praktyce staje się on poligonem dla sprzecznych interesów: sklepów, producentów, operatorów i samorządów. Duże firmy bronią własnych rozwiązań w imię efektywności, a małe sklepy stoją przed widmem bankructwa.

Konsumenci natomiast dopiero próbują odnaleźć się w gąszczu nowych zasad. Wielu przyznaje, że nie wie, gdzie oddać opakowania, które sklepy przyjmują jakie butelki i dlaczego część z nich nie jest objęta jednym systemem.

Idea, która miała być prosta i ekologiczna, w zderzeniu z polską rzeczywistością okazuje się skomplikowana, kosztowna i wywołująca ogromne napięcia na rynku handlowym. Jeśli chaos nie zostanie uporządkowany, system kaucyjny zamiast pomóc środowisku – może poważnie zaszkodzić setkom małych przedsiębiorców.

Komentarze (0)