Jeszcze do niedawna „szon patrol” był dla wielu młodych dorosłych po prostu slangowym żartem. Tak mówiło się o nocnych przejażdżkach samochodem, podczas których ekipa znajomych krążyła po mieście w poszukiwaniu łatwej przygody na jedną noc. Miało to swoje kontrowersje, ale raczej mieściło się w kategorii imprezowego folkloru – czegoś, co opowiadało się potem znajomym z przymrużeniem oka.
Dziś to samo określenie nabrało zupełnie innego, znacznie mroczniejszego znaczenia. Jak podaje portal Fakt, „szon patrole” stały się trendem na TikToku – grupy młodzieży chodzą po galeriach handlowych i ulicach, robiąc zdjęcia dziewczynom, które uznają za „wyzywająco ubrane”. Potem takie zdjęcia czy nagrania trafiają do sieci, często z prześmiewczymi opisami.
Z kolei 4Fun.tv zwraca uwagę, że całe zjawisko ma swoje korzenie w tzw. manosferze – środowisku internetowym, które buduje swoją tożsamość na mizoginii i toksycznej narracji wobec kobiet. Problem polega na tym, że w internecie publikowane są nawet fotografie nieletnich, co rodzi poważne zagrożenia prawne i psychiczne dla ofiar.
Od żartu do internetowej przemocy
To ciekawe, jak jedno słowo może przejść taką ewolucję. Wersja „szon patrolu”, którą pamiętają starsi młodzi dorośli, była kontrowersyjna, ale w gruncie rzeczy sprowadzała się do hedonistycznej jazdy po mieście i polowania na przygodne znajomości. Dzisiejszy trend TikTokowy to coś zupełnie innego – forma publicznego piętnowania i internetowego hejtu, który potrafi wyrządzić realną krzywdę.
Dlaczego warto o tym mówić?
Po pierwsze, by uświadamiać, że nie każde modne słowo w sieci znaczy to samo, co dawniej. Po drugie, by zrozumieć, że za niewinnym z pozoru nagraniem kryją się emocje i dramaty prawdziwych osób.

Komentarze (0)