72-letni pan Ryszard z niewielkiej miejscowości na Dolnym Śląsku chciał tylko dorobić do skromnej emerytury. Wykształcony filozof, pasjonat podróży, zdecydował się wynająć swój dom rodzinie z dziećmi i przenieść do altany na sąsiedniej działce. Wierzył, że dzięki temu będzie miał pieniądze na leki i codzienne życie. Dziś sam pozostaje bez domu, bez dochodu i - co najgorsze - bez prawa wejścia na własną posesję. Rodzina, która miała być najemcami, odmówiła wyprowadzki, przejęła obie jego działki i sprowadziła zwierzęta.
Znajomi mężczyzny nie mają wątpliwości: „To nie przypadek. Oni zrobili to już wcześniej innym ludziom”.
„Najpierw było miło”. A potem odcięli mu prąd
Początkowo wszystko wyglądało idealnie. Rodzina z sześciorgiem dzieci sprawiała wrażenie sympatycznych i bardzo potrzebujących. Pan Ryszard chciał pomóc – oddał im dom, a sam zamieszkał w altanie obok.
Po kilku miesiącach najemcy odłączyli prąd właścicielowi, a kiedy próbował wejść do piwnicy, by włączyć bezpieczniki, gospodarz został – jak opowiada – siłą wyrzucony z terenu przez najemcę.
Pozbawiony ogrzewania i światła, 72-latek wyjechał na kilka miesięcy. W tym czasie rodzina przestała płacić czynsz. Po powrocie pan Ryszard odkrył, że dom jest zajęty, a sąsiednia działka – ta, na której mieszkał – została ogrodzona elektrycznym pastuchem i zajęta przez konie.
Gdy próbował wejść na własny teren, to najemcy wezwali policję, oskarżając go o naruszenie miru domowego.
„Wiedzą, że kłamią – i robią to bez wstydu”
Sąsiedzi, którzy od początku wspierają pana Ryszarda, opowiadają o bezradności i bezczelności, z jaką najemcy odmawiają opuszczenia domu.
Oni kłamią patrząc prosto w oczy. Wszyscy wiedzą, że kłamią – oni też to wiedzą. I nic ich to nie obchodzi
– mówi znajomy pana Ryszarda.
Najemcy twierdzą, że mogą zostać, bo właściciel musi zapewnić im lokal o podobnym standardzie. Tymczasem nie płacą ani złotówki.
W pewnym momencie odcięli mężczyźnie również wodę, pozbawiając go jakichkolwiek warunków do życia w altanie.
Załamanie emeryta. „To już nie ten sam człowiek”
Sytuacja doprowadziła pana Ryszarda do depresji. Sąsiedzi mówią, że w kilka miesięcy postarzał się o dekadę. Obecnie wynajmuje mieszkanie, bo nie ma gdzie mieszkać – i czeka na sprawę sądową, którą podjęła jedna z kancelarii pro bono.
Właściciel w Polsce bywa bezradny. Najemca może wszystko, właściciel nic. A przecież to oni go nękają
– dodaje przyjaciel mężczyzny.
„Zło nie wygląda tak, jak sobie wyobrażamy”
Po nagłośnieniu sprawy okazało się, że rodzina najemców ma za sobą podobne przypadki. W 2018 r. zdewastowali dom w Wielkopolsce – straty oszacowano na 120 tys. zł. Później wylądowali pod Gnieznem, gdzie prowadzili płatny dom tymczasowy dla zwierząt.
Interweniowały tam organizacje prozwierzęce. Znaleziono zaniedbane psy i koty, a także truchła zwierząt na poddaszu. Piotr G., głowa rodziny, został skazany za znęcanie się nad zwierzętami – pół roku więzienia w zawieszeniu oraz zakaz posiadania zwierząt (nieprawomocny).
Teraz ta sama rodzina, już na posesji pana Ryszarda, znów trzyma kilkanaście psów, koty i konie – i zbiera pieniądze w internecie, oferując w zamian… ezoteryczne usługi.
Sąsiedzi alarmują, że dzieci praktycznie się nie pokazują i nie chodzą do szkoły. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego. Gmina potwierdza, że monitoruje rodzinę i czeka na decyzje sądu.
A pan Ryszard?
Nie ma domu.
Nie ma swojej ziemi.
Nie ma możliwości wejścia na własną posesję.
Nie ma pieniędzy na walkę prawną.
Jest tylko nadzieja, że tym razem system zadziała – i przerwie „schemat”, który rodzina G. miała powtarzać latami.
To perfidne. Ktoś wchodzi do twojego domu, mówi: to jest moje, i zostaje. A ty nie masz nic do powiedzenia
– podsumowuje pan Ryszard.

Komentarze (0)