Po emisji materiału TVN Turbo, w którym w trakcie testu z Omoda 5 w rękach dziennikarza została „wyrwana” kolumna kierownicza, internet zawrzał. Zamiast merytorycznej dyskusji, pojawiły się oskarżenia, że akcja była ustawiona, a dziennikarze mieli rzekomo „sprzedać się niemieckim koncernom”, by oczernić chińską markę.
Tymczasem nagranie pokazuje jedno – jak łatwo w Polsce o medialny lincz, zanim ktokolwiek sprawdzi fakty.
Producent – OMODA & JAECOO – wydał oficjalne oświadczenie, w którym przyznał, że nie kwestionuje nagrania, ale tłumaczy, że test był ekstremalny i nieodzwierciedlający normalnych warunków użytkowania. Co więcej, firma jasno wskazała, że kolumna kierownicza zadziałała dokładnie tak, jak powinna – mechanizm bezpieczeństwa celowo ustępuje, gdy siła przekroczy określony próg, by w razie wypadku nie zagrozić kierowcy.
OMODA podkreśla, że konstrukcja modelu 5 spełnia rygorystyczne normy ECE R12, a samo rozwiązanie zostało zaprojektowane po to, by ułatwić służbom ratunkowym dostęp do kierowcy po kolizji. W praktyce – to nie wada, lecz przemyślane zabezpieczenie, które w teście zostało po prostu brutalnie wymuszone.
Pamiętacie, jak Łukasz Bąk wyrwał kierownicę w teście na TVN Turbo?
— Szymon (@jakzawszedobrze) October 22, 2025
Omoda w oświadczeniu napisała: "Dzięki celowo elastycznym zabezpieczeniom, służby ratunkowe nie muszą używać ciężkiego sprzętu, by uwolnić kierowcę zakleszczonego przez kolumnę, zwiększając szanse na przeżycie" pic.twitter.com/hXcqE0QEl1
Mimo to w sieci pojawiła się fala teorii spiskowych. Niektórzy użytkownicy i „konkurencyjne serwisy” zarzucili redakcji TVN Turbo, że materiał był ustawką mającą zdyskredytować markę z Chin. Pojawiły się nawet głosy, że „dziennikarze pracują dla Niemców” – absurd, który mówi więcej o komentujących niż o samym aucie.
Trzeba przyznać, że Omoda zareagowała z klasą: zamiast ataku na media, zaprosiła do dialogu, przypominając, że jej samochody zdobyły 5 gwiazdek w testach Euro NCAP. Wartość takiego oświadczenia jest większa niż setki emocjonalnych postów w internecie.
Cała sytuacja pokazuje, jak łatwo dziś przekształcić test motoryzacyjny w aferę narodową. Dziennikarze, którzy zrobili to, co do nich należy – sprawdzili auto w praktyce – zostali obrzuceni błotem.

Ciekawe czy Ci którzy krytykują dziennikarzy TVN pracują dla Chińczyków ?