23.02.2026

Zrobiliśmy z Polaków śmieciarzy. Test systemu kaucyjnego w praktyce

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Postanowiliśmy sprawdzić, jak działa to w praktyce. Z kilkoma pustymi butelkami po wodzie ruszyliśmy do sklepów w najbliższej okolicy. Wyrzucenie śmieci w sklepie „za rogiem” szybko zamieniło się w małą wyprawę przez kilka przecznic. Sześć sklepów i trzy złote Pierwszy sklep – automat przepełniony. Urządzenie nie przyjmuje ani jednej butelki. Próba kończy się, zanim na […]

Postanowiliśmy sprawdzić, jak działa to w praktyce. Z kilkoma pustymi butelkami po wodzie ruszyliśmy do sklepów w najbliższej okolicy. Wyrzucenie śmieci w sklepie „za rogiem” szybko zamieniło się w małą wyprawę przez kilka przecznic.

Sześć sklepów i trzy złote

Pierwszy sklep – automat przepełniony. Urządzenie nie przyjmuje ani jednej butelki. Próba kończy się, zanim na dobre się zacznie.

Drugi sklep daje nadzieję. Jedna butelka zostaje przyjęta bez problemu. Druga, identyczna, już nie. Automat jej nie rejestruje. Kasjerka sugeruje, że etykieta mogła się lekko zagiąć albo opakowanie jest „bezzwrotne”. Aby to sprawdzić, otwiera kosz i ręcznie przeszukuje worek z odpadami. Udaje się wyciągnąć właściwą sztukę. Kolejna próba – sytuacja się powtarza. Jedna butelka wchodzi, druga nie. Trzecia próba kończy się tak samo. Pada sugestia, że problemem może być połączenie z Internetem. Połowa zgrzewki nadal zostaje w naszych rękach.

W trzecim sklepie automat jest zepsuty. Kasjerka tłumaczy, że w takich sytuacjach opakowania teoretycznie mogą być przyjmowane ręcznie na kasie, ale od dłuższego czasu brakuje specjalnych worków do ich magazynowania. Zamówienia są składane, dostawy nie docierają.

Czwarty punkt – awaria trwa od dwóch–trzech tygodni. Nie wiadomo, kiedy urządzenie znów zacznie działać. W piątym sklepie automat wygląda na sprawny, ale kasjerka nie ma kodu potrzebnego do zamknięcia pełnego butelkomatu i uruchomienia nowego worka. Procedura wymaga autoryzacji w systemie, bez której urządzenie nie przyjmie kolejnych opakowań.

Dopiero w szóstym sklepie udaje się oddać resztę butelek. Słyszymy komentarz, że mamy szczęście. Zdarza się, że klienci przynoszą po kilka pełnych worków, a kosz błyskawicznie się zapełnia. Każda wymiana worka to dodatkowe czynności – plombowanie i zatwierdzanie operacji w systemie komputerowym – które zabierają czas pracownikom. „To nie jest skup butelek” – podkreślają kasjerki.

Detale, które decydują o sukcesie

Na powodzenie całej operacji wpływa nawet tak prozaiczna kwestia jak dostępność drobnych w kasie. Sklepy nie zawsze dysponują gotówką, bo większość klientów płaci kartą. W naszym przypadku udało się odzyskać zawrotną kwotę 3 zł. Koszt? Około 30 minut tułaczki między sześcioma sklepami i torba pustych butelek w ręku.

Idea kontra rzeczywistość

System kaucyjny ma zwiększyć poziom recyklingu i ograniczyć ilość odpadów trafiających do środowiska. Cel jest słuszny i potrzebny. Jednak pierwsze doświadczenia pokazują, że między założeniami a codzienną praktyką wciąż istnieje spora luka. Przepełnione lub zepsute automaty, problemy techniczne, braki logistyczne czy organizacyjne sprawiają, że odzyskanie kilku złotych wymaga determinacji większej, niż można by się spodziewać.

Jeśli zwrot butelki zaczyna przypominać wędrówkę od sklepu do sklepu, część klientów może po prostu zrezygnować. A wtedy cały proekologiczny mechanizm traci sens.

Komentarze (0)