30.01.2026

5,5 godziny dramatu w Melbourne. Alcaraz pokonał Zvereva i po raz pierwszy zagra w finale Australian Open

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsySport
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

To był mecz, który idealnie oddaje sens Wielkiego Szlema. Carlos Alcaraz i Alexander Zverev stworzyli w Melbourne tenisowy spektakl trwający niemal pięć i pół godziny, pełen zwrotów akcji, fizycznych kryzysów i psychologicznej walki. Ostatecznie to Hiszpan wyszedł zwycięsko z tej próby charakteru, wygrywając 4:6, 6:7(5), 7:6(3), 7:6(4), 7:5 i po raz pierwszy w karierze awansując do finału Australian Open.

Dla lidera rankingu ATP ten turniej ma szczególne znaczenie. Australian Open pozostawał dotąd jedynym wielkoszlemowym trofeum, którego brakowało w jego dorobku. Na drodze do finału stanął jednak rywal wyjątkowo niewygodny – ubiegłoroczny finalista i zawodnik, który już wcześniej potrafił zatrzymać Hiszpana na kortach w Melbourne.

Mocny początek i walka o każdy gem

Pierwsze dwie partie były pokazem cierpliwego tenisa i skutecznej gry serwisowej. Obaj pilnowali własnych podań, a break pointy pojawiały się rzadko. W pierwszym secie jedno przełamanie wystarczyło, by Alcaraz przechylił szalę na swoją stronę. W drugiej odsłonie to Zverev uzyskał przewagę, ale Hiszpan pokazał ogromną determinację, odrabiając straty i doprowadzając do tie-breaka, który rozstrzygnął się dosłownie kilkoma piłkami.

Kryzys zdrowotny i moment zwątpienia

Prawdziwy dramat rozpoczął się w trzecim secie. Alcaraz zaczął mieć wyraźne problemy zdrowotne, które mocno ograniczały jego poruszanie się po korcie. Mimo to doprowadził do tie-breaka, jednak w decydujących momentach brakowało mu dynamiki. Zverev wykorzystał słabszą dyspozycję rywala i przejął inicjatywę, wygrywając trzecią oraz czwartą partię.

Wydawało się, że losy meczu są przesądzone. Hiszpan poruszał się coraz ostrożniej, często skracał wymiany i szukał szybkich rozwiązań. Jego sztab apelował jednak o cierpliwość – i miał rację.

Powrót z daleka i tenisowa odyseja

W czwartej partii Alcaraz stopniowo odzyskiwał rytm i pewność ruchu. Choć Zverev był blisko zamknięcia spotkania, Hiszpan bronił się w kluczowych gemach, wygrywał najważniejsze punkty i ponownie doprowadził do tie-breaka. To był moment przełomowy – sygnał, że lider rankingu wraca do życia.

Decydujący set zamienił się w prawdziwy rollercoaster. Alcaraz szybko stracił podanie i przegrywał już 3:5, balansując na granicy porażki. Wtedy jednak pokazał klasę mistrza. Najpierw utrzymał serwis, potem przełamał rywala, a w końcówce zachował zimną krew, wykorzystując presję, która tym razem ciążyła na Zverevie.

Pierwszy finał w Melbourne

Po 5 godzinach i 27 minutach gry Alcaraz padł na kort, a trybuny nagrodziły obu tenisistów owacją na stojąco. Hiszpan po raz pierwszy w karierze zagra w finale Australian Open i stanie przed szansą skompletowania pełnej kolekcji wielkoszlemowych tytułów.

To był mecz, który na długo zostanie w pamięci kibiców – nie tylko ze względu na wynik, ale przede wszystkim na siłę charakteru, jaką zaprezentował Carlos Alcaraz. W Melbourne pokazał, że nawet w najtrudniejszych chwilach potrafi znaleźć drogę do zwycięstwa.

Komentarze (0)