23.01.2026

Australia testuje granice państwa prawa. Walka z nienawiścią czy koniec wolności słowa?

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Australijski parlament przyjął pakiet ustaw pod zbiorczą nazwą Combatting Antisemitism, Hate and Extremism (Criminal and Migration Laws) Bill 2026. Rząd przedstawia je jako konieczną odpowiedź na rosnące zagrożenie przemocą motywowaną ideologią nienawiści. Krytycy widzą w nich jednak coś więcej: fundamentalną zmianę relacji między państwem a obywatelem oraz bezprecedensowe ograniczenie swobody wypowiedzi.

Nowe prawo zostało uchwalone w ekspresowym tempie i z wyraźnym poparciem większości parlamentarnej. Władze argumentowały, że po krwawym zamachu na plaży Bondi państwo nie może sobie pozwolić na bezczynność. W tle tej narracji pojawia się jednak pytanie, czy walka z ekstremizmem nie stała się wygodnym pretekstem do radykalnego poszerzenia kompetencji władzy wykonawczej.

Prawo stanowione w trybie alarmowym

Skala poparcia dla ustaw była znacząca: Izba Reprezentantów przyjęła je stosunkiem 116 do 7 głosów, a Senat zatwierdził większością 38 do 22. Rząd podkreślał potrzebę „spójności społecznej” i „prewencji przemocy”, zaznaczając, że dotychczasowe instrumenty prawne były niewystarczające.

Australijski system prawny ma jednak istotną cechę odróżniającą go od wielu demokracji zachodnich – brak konstytucyjnie zagwarantowanej wolności słowa. Ochrona wypowiedzi politycznej opiera się głównie na orzecznictwie sądowym, co sprawia, że ustawodawca dysponuje znacznie większą swobodą w jej ograniczaniu.

Zakazane organizacje bez wyroku sądu

Najbardziej kontrowersyjnym elementem nowego prawa jest mechanizm uznawania organizacji za grupy szerzące nienawiść. Decyzja ta należy do ministra odpowiedzialnego za Australijską Policję Federalną i ma charakter administracyjny. Nie wymaga wyroku sądu, nie przewiduje obowiązku ujawnienia materiału dowodowego ani zachowania klasycznych zasad uczciwej procedury.

Co więcej, organizacja może zostać uznana za zakazaną niezależnie od kraju działania, a nawet wtedy, gdy zarzucane jej aktywności miały miejsce przed wejściem ustawy w życie. Sam fakt wpisania na listę wystarcza, by członkostwo, wsparcie finansowe czy nawet pomoc organizacyjna stały się przestępstwami zagrożonymi karą do 15 lat więzienia.

To rozwiązanie oznacza istotne odejście od zasady, że odpowiedzialność karna powinna wynikać z indywidualnej winy potwierdzonej przez niezależny sąd.

Nienawiść jako kategoria subiektywna

Nowa definicja przestępstw motywowanych nienawiścią jeszcze bardziej przesuwa granice odpowiedzialności. Karalne mogą być publiczne wypowiedzi lub zachowania, które hipotetyczna „rozsądna osoba” z danej grupy uznałaby za obraźliwe, upokarzające lub zastraszające. Przemoc ani wezwanie do niej nie są konieczne.

Taki standard opiera się nie na obiektywnych kryteriach, lecz na emocjonalnym odbiorze treści. Krytycy zwracają uwagę, że debaty dotyczące migracji, religii, tożsamości narodowej czy ideologii politycznych z definicji budzą silne reakcje. W efekcie spory światopoglądowe mogą zostać przeniesione z przestrzeni publicznej wprost na salę sądową.

Symbole zakazane i ciężar dowodu po stronie obywatela

Ustawy rozszerzają również katalog zakazanych symboli nienawiści. Ich publiczne użycie staje się przestępstwem, chyba że osoba oskarżona udowodni, iż działała w jasno określonym celu edukacyjnym, dziennikarskim, artystycznym lub religijnym oraz w interesie publicznym.

To zasadnicza zmiana filozofii prawa. Dotąd to państwo musiało wykazać bezprawność czynu; teraz to obywatel musi dowodzić swojej niewinności. Dla dziennikarzy, naukowców i twórców oznacza to realne ryzyko prawne i konieczność samoograniczania się w obawie przed konsekwencjami karnymi.

Migracja jako narzędzie prewencji ideologicznej

Nowe przepisy obejmują także prawo migracyjne. Minister spraw wewnętrznych otrzymuje szerokie kompetencje do odmowy wjazdu lub cofania wiz cudzoziemcom uznanym za powiązanych z ekstremizmem lub działalnością szerzącą nienawiść. Decyzje te mogą opierać się na ocenach ryzyka, a nie na prawomocnych wyrokach.

W praktyce oznacza to, że granice Australii stają się kolejnym instrumentem prewencji ideologicznej, a nie wyłącznie kontroli bezpieczeństwa.

Cena bezpieczeństwa

Organizacje broniące wolności słowa ostrzegają, że połączenie nieostrych definicji, niskich progów odpowiedzialności i szerokich uprawnień administracyjnych sprzyja autocenzurze. W ich ocenie nowe prawo nie tylko uderza w ekstremistów, lecz także chłodzi debatę publiczną, osłabia dziennikarstwo śledcze i ogranicza swobodę badań akademickich.

Australia zdecydowała się na radykalny eksperyment legislacyjny. Pytanie, które pozostaje otwarte, brzmi: czy państwo, które w imię walki z nienawiścią ogranicza przestrzeń wolnej debaty, nie ryzykuje utraty jednego z fundamentów demokratycznego społeczeństwa.

Komentarze (0)