Podpisanie w 2018 roku przez prezydenta USA ustawy S.447, znanej jako JUST Act, uruchomiło w Polsce jedną z najbardziej emocjonalnych debat ostatnich lat. Dla jednych była to „ustawa grożąca Polsce bankructwem”, dla innych - dokument całkowicie pozbawiony znaczenia prawnego. Prawda leży gdzie indziej: Ustawa 447 nie jest aktem prawnym wiążącym Polskę, lecz narzędziem nacisku politycznego, osadzonym w głębszym sporze o historię, odpowiedzialność i pieniądze.
Ten spór nie dotyczy wyłącznie własności sprzed 80 lat. Dotyczy pytania fundamentalnego: czy ofiara może zostać zmuszona do zapłaty za zbrodnie swojego oprawcy?
Czym Ustawa 447 jest – i czym nie jest
Ustawa JUST to wewnętrzny akt prawny Stanów Zjednoczonych. Zobowiązuje Departament Stanu do przygotowywania raportów na temat realizacji Deklaracji Terezińskiej z 2009 roku, dotyczącej restytucji mienia ofiar Holokaustu.
Nie jest:
- umową międzynarodową,
- traktatem,
- źródłem prawa w Polsce,
- podstawą do egzekwowania jakichkolwiek roszczeń finansowych.
Nie istnieje mechanizm prawny, który pozwalałby sądom w Polsce orzekać na podstawie ustawy Kongresu USA. Jej realna siła leży wyłącznie w presji dyplomatycznej i wizerunkowej, a nie w prawie.
Mienie bezspadkowe i granice prawa
Sednem sporu jest kwestia mienia bezspadkowego – własności osób, które zginęły w czasie wojny i nie pozostawiły prawnych spadkobierców.
W polskim (i europejskim) systemie prawnym obowiązuje zasada jasna:
majątek bezdziedziczny przechodzi na Skarb Państwa. Tak samo w Polsce, Niemczech, Francji czy USA.
Prawo cywilne nie zna pojęcia „spadkobiercy zbiorowego” opartego na kryterium etnicznym lub religijnym. Uznanie roszczeń organizacji do mienia bezspadkowego wymagałoby:
- zmiany fundamentalnych zasad prawa spadkowego,
- wprowadzenia precedensu dziedziczenia „plemiennego”,
- odejścia od zasady równości wobec prawa.
To nie jest problem moralny – to problem ustrojowy.
Obywatelstwo: zapomniany fakt debaty
Żydzi zamordowani w czasie II wojny światowej na ziemiach polskich byli obywatelami II Rzeczypospolitej.
Płacili podatki, podlegali poborowi wojskowemu, walczyli w 1939 roku w Wojsku Polskim.
Państwo polskie nie było „zewnętrznym obserwatorem” Holokaustu – było państwem, którego obywatele zostali wymordowani przez okupanta. Próby wyłączania tej grupy ze wspólnoty obywatelskiej pośmiertnie są ahistoryczne i prowadzą do fałszywych wniosków prawnych.
Zniszczenie jako argument pomijany
Debata o „zwrocie kamienic” często ignoruje fakt zasadniczy:
większość przedwojennego mienia w miastach została fizycznie unicestwiona.
Warszawa została zniszczona w ponad 80%, a zabudowa prywatna nawet w 90%. Dzisiejsze budynki:
- nie są tymi samymi obiektami,
- powstały po wojnie,
- zostały odbudowane wysiłkiem całego społeczeństwa.
Oddawanie w całości efektu powojennej odbudowy rodzi pytanie o bezpodstawne wzbogacenie, a nie o elementarną sprawiedliwość.
Kluczowy problem: niemieckie reparacje
Tu leży rdzeń całego sporu.
Niemcy:
- wypłaciły miliardy marek Izraelowi i organizacjom żydowskim,
- do 2018 roku przekazały ok. 86,8 mld dolarów zadośćuczynień,
- nie wypłaciły Polsce reparacji za zniszczenie państwa, miast i życia 6 milionów obywateli.
Powstała sytuacja paradoksalna:
- sprawca częściowo zapłacił,
- ale nie głównej ofierze państwowej,
- a presja kierowana jest nie do Berlina, lecz do Warszawy.
To odwrócenie logiki odpowiedzialności.
Jeśli Niemcy zniszczyli dom – to Niemcy powinni za niego zapłacić.
Nie państwo, które samo było okupowane i które ten dom odbudowało.
Izrael jako reprezentant – problem niezamknięty
Izrael powstał w 1948 roku. Ofiary Holokaustu w Polsce były obywatelami Rzeczypospolitej, nie Izraela. Umowa Luksemburska z 1952 roku była konstrukcją polityczną, nie klasycznym rozliczeniem prawnym.
Z perspektywy Polski oznacza to jedno:
niemieckie pieniądze zostały wypłacone „za polskich obywateli” bez udziału Polski.
Jeśli środki te zostały przyjęte jako globalne zadośćuczynienie, to domaganie się kolejnych świadczeń od Polski nosi cechy podwójnego rozliczenia.
Synteza: sprawiedliwość bez selekcji
Spór o Ustawę 447 nie dotyczy tylko przeszłości. Dotyczy tego, czy prawo i moralność mają być uniwersalne, czy selektywne.
- Sprawca powinien płacić ofierze.
- Ofiara nie powinna płacić za sprawcę.
- Trauma nie daje immunitetu na przyszłość.
Polska – państwo zniszczone, ograbione i pozbawione reparacji – nie ma ani prawnego, ani moralnego obowiązku finansowania skutków niemieckiej zbrodni. Jej najsilniejszym argumentem jest fakt, że była ofiarą, a nie beneficjentem wojny.
I tego argumentu nie wolno rozmywać pod presją polityki, emocji ani cudzych rachunków historii.

Komentarze (0)