17.11.2025

Julka walczy o życie. Ojciec sprzedaje warzywa, by zebrać pieniądze na operację

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyZdrowie
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Siedemnastoletnia Julka ze Sławna od lat zmaga się z ciężką, lekooporną padaczką. Choroba pojawiła się nagle, gdy była małym dzieckiem - bez ostrzeżenia, bez znanej przyczyny. Dziś dziewczyna wymaga całodobowej opieki, a jedyną realną szansą na poprawę jej stanu jest specjalistyczna operacja w niemieckiej klinice. Koszt? Co najmniej pół miliona złotych, wliczając leczenie i późniejszą rehabilitację.

Choroba, która zabiera codzienność

Julka była zdrowym dzieckiem. Wszystko zmieniło się dwanaście lat temu.

Zaczęło się od setek napadów dziennie, momentów „wyłączenia”, z różnym nasileniem

– wspomina jej mama, Katarzyna Speiser.

Diagnoza była bezlitosna: padaczka lekooporna z napadami polimorficznymi i szeregiem powikłań. Wieloletnie leczenie nie przyniosło rezultatów. Stan dziewczynki powoli się pogarszał, a rodzice coraz bardziej tracili nadzieję – aż pojawiła się szansa na operację za granicą.

Ojciec nie czeka na cud – pracuje ile sił

250 tysięcy złotych na operację i kolejne tyle na rehabilitację to kwota niewyobrażalna dla przeciętnej rodziny. Ale Sebastian Speiser, ojciec Julki, nie zamierza się poddać. Bierze każdą dodatkową pracę, by zdobyć choć kilka złotych więcej. I sam stworzył też sposób, który pozwala mu codziennie walczyć o zdrowie córki.

Jak? Dzięki życzliwości okolicznych rolników dostaje warzywa – cebulę, ziemniaki, sezonowe zbiory. Sam je zbiera, sortuje i sprzedaje na sławieńskim rynku.

Grosz do grosza… Każda złotówka to szansa na wyzdrowienie mojego dziecka

– mówi pan Sebastian.

Każdego dnia można spotkać go przy stoisku. Cierpliwy, skromny, pracowity. Czasem sam dowozi zakupy seniorom i osobom, które nie mogą przyjść na rynek.

Mieszkańcy i rolnicy nie zawiedli

Historia pana Sebastiana poruszyła wielu ludzi. Rolnicy z okolic Sławna nie wahali się ani chwili.

Serce podpowiadało, że musimy pomóc

– mówią Jacek i Beata Wrotniak z Nosalina, którzy udostępnili mu swoje pola.

Klienci również okazują wsparcie – nie tylko kupując warzywa, ale też dobrym słowem. Wielu podkreśla, że podziwia determinację ojca.

Wspaniałe, że nie czeka z założonymi rękami. Walczy

– mówi jedna z kupujących.

Każdy może dorzucić swoją cegiełkę

Historia Julki i jej rodziców to opowieść o chorobie, bezradności, ale przede wszystkim o niezwykłej sile. O ojcu, który zamiast prosić – pracuje ponad swoje możliwości, by ratować córkę.

W pomoc można włączyć się nie tylko kupując warzywa na rynku w Sławnie, ale także wspierając zbiórkę prowadzoną w internecie: siepomaga.pl/julka-speiser.

Dla Julki każdy dzień ma znaczenie. Każda złotówka też. Możemy pomóc przybliżyć ją do operacji, która może odmienić jej życie.

Komentarze (0)