Rzecznik MSZ Maciej Wewiór skomentował nadanie przez Zełenskiego ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA. Polska zapowiada podniesienie sprawy w rozmowach z Kijowem.
Polska dyplomacja reaguje na kontrowersyjną decyzję ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Chodzi o nadanie jednej z jednostek ukraińskich sił zbrojnych imienia Bohaterów UPA – organizacji, której działania w czasie II wojny światowej pochłonęły dziesiątki tysięcy polskich istnień. Sprawa wraca do polityki jak bumerang.
Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór zabrał głos w mediach społecznościowych, nie owijając w bawełnę. „Ta decyzja rani pamięć o ofiarach tej organizacji i uderza w dialog między naszymi narodami” – napisał wprost. To nie dyplomatyczna uprzejmość, lecz wyraźny sygnał niezadowolenia Warszawy z kierunku, w którym poszedł Kijów.
Wewiór zapewnił jednocześnie, że Polska zamierza podnieść tę kwestię bezpośrednio w rozmowach ze stroną ukraińską. To oznacza, że sprawa nie skończy się na wpisie w mediach społecznościowych – polska dyplomacja wpisuje ten temat na agendę dwustronnych kontaktów. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę wrażliwość historyczną tej kwestii dla milionów Polaków, zwłaszcza dla rodzin ofiar rzezi wołyńskiej.
UPA – dlaczego to słowo wciąż boli
Ukraińska Powstańcza Armia to temat, który w relacjach polsko-ukraińskich pojawia się cyklicznie i za każdym razem wywołuje gorące emocje. Dla Ukraińców UPA jest częścią narodowej narracji o walce o niepodległość, symbolem oporu. Dla Polaków – i tu nie ma łagodnego ujęcia – organizacja ta odpowiada za masowe zbrodnie na polskiej ludności cywilnej, przede wszystkim na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943-1945. Ofiar były dziesiątki tysięcy.
Ta przepaść interpretacyjna nie znikła, mimo że oba kraje przez lata budowały sojusznicze relacje. Decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia nawiązującego do UPA to krok, który – niezależnie od intencji – musiał wywołać reakcję Warszawy. I wywołał.
Relacje polsko-ukraińskie pod presją historii
Polska od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę należy do najbardziej aktywnych sojuszników Kijowa – przyjęła ogromną liczbę uchodźców, dostarcza wsparcie humanitarne i polityczne, wspiera ukraińskie aspiracje europejskie i atlantyckie. Ta sojusznicza postawa nie zwalnia jednak żadnej ze stron z konieczności rozmawiania o trudnej historii.
Właśnie dlatego gesty takie jak ten – nadanie jednostce wojskowej imienia organizacji, która w polskiej pamięci zbiorowej nierozerwalnie łączy się ze zbrodniami – są tak wrażliwe. Nie chodzi o negowanie ukraińskiej tożsamości narodowej ani o podważanie ukraińskiego prawa do własnej historii. Chodzi o to, że pewne symbole mają po polskiej stronie jednoznaczny i bolesny ładunek emocjonalny.
Polska dyplomacja od lat stara się prowadzić ten dialog – wymagający i nieraz niewygodny. Zapowiedź Wewiórá, że kwestia zostanie podniesiona w rozmowach dwustronnych, wpisuje się w tę strategię: nie eskalować publicznie, ale nie milczeć. Jak ten wątek zostanie rozegrany przy kolejnym stole negocjacyjnym – zobaczymy.

Komentarze (0)