Polski sport pogrążył się w żałobie. W nocy z poniedziałku na wtorek napłynęła wiadomość o śmierci Mariana Kasprzyka - jednego z najwybitniejszych pięściarzy w historii polskiego boksu. Złoty medalista igrzysk olimpijskich w Tokio z 1964 roku zmarł 2 lutego 2026 roku w wieku 86 lat. Dla wielu był legendą ringu, dla innych symbolem siły charakteru i walki, która nie kończy się wraz z ostatnim gongiem.
Olimpijska legenda z charakterem
Marian Kasprzyk zapisał się na kartach historii jako dwukrotny medalista olimpijski. W 1960 roku w Rzymie sięgnął po brąz, a cztery lata później w Tokio zdobył złoty medal, stając na najwyższym stopniu podium. Był jednym z filarów słynnej szkoły trenerskiej Feliksa „Papy” Stamma i pięściarzem, którego bali się rywale.
Droga do olimpijskiego triumfu nie była jednak prosta. Przed igrzyskami w Tokio Kasprzyk zmagał się nie tylko z kontuzją – złamanym kciukiem – ale także z problemami pozasportowymi. Krótko przed wyjazdem wyszedł z więzienia po konflikcie z milicjantami. Mimo tego zdołał pojechać do Japonii i dokonać czegoś, co na zawsze uczyniło go nieśmiertelnym w historii polskiego sportu.
„Nikogo się nie bałem. To mnie mieli się bać”
Kasprzyk był uosobieniem twardości i bezkompromisowości. Stoczył łącznie 270 walk, z których wygrał aż 232, zremisował 10 i przegrał 28. Na koncie miał także brązowy medal mistrzostw Europy z Belgradu (1961). Reprezentował m.in. Górnika Wesoła i Górnika Pszów, pozostając do końca wierny boksowi amatorskiemu.
Jeszcze w 2025 roku, w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Historia”, mówił bez cienia fałszywej skromności:
Nikogo się nie bałem. To mnie mieli się bać.
Te słowa najlepiej oddają jego ringowy charakter i mentalność wojownika.
Najtrudniejsza walka – ta o życie
Najważniejsze zwycięstwo Marian Kasprzyk odniósł jednak poza ringiem. W 1992 roku usłyszał dramatyczną diagnozę – nowotwór. Przeszedł niezwykle ciężką operację, podczas której usunięto mu przełyk, żołądek i śledzionę. To wtedy, jak sam wielokrotnie podkreślał, nastąpił w jego życiu przełom duchowy.
Dziękuję Bogu za chorobę, bo właśnie po operacji się nawróciłem. Dostałem w tyłek i dopiero wtedy zacząłem się zastanawiać nad własnym życiem
– wspominał.
Wiara stała się dla niego źródłem siły, która pomogła mu przetrwać kolejne trudne doświadczenia, w tym śmierć żony chorującej na stwardnienie rozsiane.
Odznaczenia i dziedzictwo
Za swoje zasługi Marian Kasprzyk został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim (2004) oraz Orderem Odrodzenia Polski (2021). Jednak jego prawdziwym dziedzictwem pozostaje inspiracja, jaką dawał kolejnym pokoleniom sportowców – nie tylko jako mistrz ringu, lecz także jako człowiek, który potrafił podnieść się po najcięższych ciosach losu.
Odszedł mistrz olimpijski, legenda polskiego boksu i człowiek wielkiej wiary. Marian Kasprzyk na zawsze pozostanie symbolem walki – tej sportowej i tej najważniejszej, o życie i sens.

Komentarze (0)