Billboardy w centrach miast, spoty w telewizji i radiu, reklamy w internecie oraz specjalna strona www. Pod koniec roku rząd ruszył z szeroko zakrojoną kampanią informacyjną pod hasłem „Robimy, nie gadamy”, której celem jest - jak przekonują przedstawiciele władzy - pokazanie konkretnych działań obecnego gabinetu. Skala przedsięwzięcia robi jednak wrażenie nie tylko wizualnie, ale przede wszystkim finansowo.
Z ustaleń medialnych wynika, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów przeznaczyła na kampanię ponad 7,8 mln zł. Całość została sfinansowana ze środków publicznych, czyli z budżetu KPRM.
Billboardy, spoty i polityczne hasła
W grudniu w całej Polsce pojawiły się wielkoformatowe reklamy z hasłami podkreślającymi wybrane działania rządu. Na billboardach można zobaczyć m.in.:
- pędzący pociąg na tle zielonych pól z podpisem: „Ten rząd przywraca połączenia kolejowe”,
- rodziców trzymających niemowlę z hasłem: „Ten rząd odblokował in vitro”,
- żołnierza na tle zapory granicznej i komunikat: „Ten rząd chroni polskie granice”.
Jak tłumaczył 11 grudnia rzecznik rządu Adam Szłapka, kampania ma wypełnić lukę komunikacyjną: rząd – jego zdaniem – zbyt rzadko chwali się własnymi osiągnięciami, skupiając się na działaniu zamiast narracji medialnej.
234 nośniki i ponad milion złotych
Z odpowiedzi Centrum Informacyjnego Rządu wynika, że na same billboardy wydano ponad 1,22 mln zł, a reklamy zawisły łącznie na 234 nośnikach w całym kraju. To jednak tylko część kosztów.
Kolejne 585 tys. zł pochłonęła produkcja spotów reklamowych przeznaczonych do emisji w telewizji, radiu i internecie. Ich realizację powierzono konsorcjum dwóch prywatnych firm wyłonionych w przetargu – EUVIC Media oraz ARTCORE.
Do tego dochodzą koszty emisji reklam, czyli wykup czasu antenowego w mediach. Choć rząd nie podał jeszcze dokładnej kwoty, można przypuszczać, że to jedna z największych pozycji w całym budżecie kampanii, skoro łączna wartość przedsięwzięcia przekroczyła 7,8 mln zł.
Strona za pięć tysięcy i polityczny przekaz
Najmniejszym wydatkiem okazała się dedykowana strona internetowa kampanii. Jej stworzenie kosztowało 5220 zł. Na witrynie można obejrzeć rządowe spoty, zapoznać się z hasłami kampanii oraz przeczytać deklaracje o „realizowaniu konkretów zamiast pustych obietnic”. Pojawia się tam również cytat premiera Donalda Tuska, odnoszący się m.in. do pozycji Polski w światowej gospodarce.
Informowanie czy autopromocja?
Choć rząd konsekwentnie określa akcję mianem kampanii informacyjnej, jej skala i koszt ponownie rozpalają debatę o granicy między informowaniem obywateli a polityczną autopromocją finansowaną z publicznych pieniędzy. Krytycy wskazują, że środki te mogłyby zostać przeznaczone na cele społeczne, infrastrukturalne lub ochronę zdrowia. Zwolennicy odpowiadają, że państwo ma prawo komunikować swoje działania, szczególnie w obliczu dezinformacji i ostrej walki politycznej.
Jedno jest pewne: hasło „Robimy, nie gadamy” okazało się kosztowne. Pytanie, czy dla obywateli bardziej przekonujące będą billboardy i spoty, czy realne efekty polityki rządu widoczne w ich codziennym życiu.

Komentarze (0)