12.01.2026

Śmieci droższe niż prąd? Polskie miasta podnoszą opłaty, a mieszkańcy płacą coraz więcej

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Polskie samorządy stoją dziś przed jednym z najbardziej niewdzięcznych zadań: muszą podnosić opłaty za wywóz śmieci, choć doskonale wiedzą, że uderzy to bezpośrednio w mieszkańców. Skala zjawiska jest ogólnokrajowa, a podwyżki - często drastyczne. W wielu miastach i gminach stawki rosną o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent, a roczne koszty dla przeciętnej rodziny zaczynają konkurować z rachunkami za energię czy ogrzewanie.

W niektórych regionach opłata za gospodarowanie odpadami komunalnymi sięga już 50 zł od osoby miesięcznie. Dla czteroosobowego gospodarstwa domowego oznacza to wydatek rzędu 2400–2500 zł rocznie. Jeszcze kilka lat temu takie kwoty wydawały się nie do pomyślenia.

System, który musi się bilansować

Podstawowym problemem jest konstrukcja samego systemu. Zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, system gospodarki odpadami musi się samofinansować. Samorządy nie mogą dokładać do niego środków z innych źródeł, a każda luka w budżecie musi zostać pokryta podwyżką opłat dla mieszkańców.

Tymczasem koszty rosną niemal w każdym obszarze. Drożeje energia elektryczna, paliwa oraz usługi transportowe. Systematycznie rośnie płaca minimalna, co bezpośrednio przekłada się na koszty pracy kierowców, sortowaczy i pracowników instalacji przetwarzania odpadów. Do tego dochodzi tzw. opłata marszałkowska za składowanie odpadów, która od lat jest stopniowo podnoszona, by wymuszać większy poziom recyklingu.

Samorządy podkreślają, że w tej sytuacji pole manewru jest minimalne. Jeśli wpływy z opłat nie pokrywają wydatków, system przestaje działać, a gmina naraża się na chaos logistyczny i sankcje finansowe.

Podwyżki w całej Polsce

Bielsko-Biała to jeden z wielu przykładów. Tamtejsi radni zdecydowali o podniesieniu stawki o około 25 procent – z 28 do 35 zł od osoby. Podobne decyzje zapadły w Rybniku, gdzie opłata wzrośnie z 31 do 38 zł. W obu przypadkach władze miast argumentują, że dotychczasowe stawki nie pokrywają już kosztów zagospodarowania odpadów w regionalnych instalacjach.

Mniejsze gminy również nie unikają problemów. W regionie limanowskim odnotowano wyraźny wzrost ilości wytwarzanych śmieci, co przy niezmienionych stawkach generowało rosnący deficyt. Wejherowo tłumaczy podwyżki koniecznością spełnienia coraz bardziej restrykcyjnych norm recyklingu – ich niedotrzymanie grozi wysokimi karami, które finalnie i tak zapłaciliby mieszkańcy.

Granica 40 zł od osoby, która jeszcze niedawno wydawała się psychologicznym maksimum, jest dziś regularnie przekraczana. Coraz więcej gmin otwarcie mówi o stawkach rzędu 45–53 zł miesięcznie.

Rodzinne budżety pod presją

Dla mieszkańców oznacza to realne, odczuwalne obciążenie. W skrajnych przypadkach miesięczny rachunek za odpady dla jednego gospodarstwa domowego sięga nawet 180–185 zł. To kwota, która szczególnie dotkliwie uderza w rodziny wielodzietne, seniorów i osoby o niskich dochodach.

Co istotne, opłata śmieciowa jest daniną sztywną – nie da się jej „oszczędzić” poprzez mniejsze zużycie, jak w przypadku energii czy wody. Nawet osoby prowadzące bardzo oszczędny tryb życia muszą płacić pełną stawkę.

Kontrowersje i lokalne absurdy

Rosnące koszty uwypuklają również wady niektórych lokalnych systemów naliczania opłat. W Lublinie głośno było o przypadku mieszkanki, której opłata wzrosła z 36 do 130 zł miesięcznie ze względu na posiadanie tzw. zielonego tarasu. Takie sytuacje rodzą pytania o sprawiedliwość i proporcjonalność obciążeń.

Inne samorządy próbują eksperymentować. W Tomaszowie Mazowieckim wprowadzono podział: mieszkańcy domów jednorodzinnych zapłacą więcej od osoby, natomiast w blokach opłata została powiązana ze zużyciem wody. To rozwiązanie ma ograniczyć zjawisko „zaniżania” liczby mieszkańców w deklaracjach, ale jednocześnie budzi sprzeciw części lokatorów.

Podobne zmiany zapowiadają m.in. Świdnik i inne średnie miasta, szukając sposobu na uszczelnienie systemu i zmniejszenie deficytu.

Samorządowcy między młotem a kowadłem

Nie wszyscy włodarze podnoszą stawki bez oporu. W Otwocku prezydent miasta zapowiedział walkę o utrzymanie obecnych cen poprzez optymalizację systemu i szukanie oszczędności. Gmina Jaworze z kolei planuje utrzymać dotychczasowe stawki, korzystając z wcześniejszych nadwyżek i korzystnych kontraktów. To jednak wyjątki potwierdzające regułę.

Większość samorządowców przyznaje nieoficjalnie, że obawia się społecznego niezadowolenia, ale jeszcze bardziej boi się załamania systemu odbioru odpadów. Bez pieniędzy zakłady komunalne nie będą w stanie realizować usług, a to grozi kryzysem sanitarnym.

Co dalej?

Na horyzoncie nie widać szybkiej poprawy. Nawet tam, gdzie dziś obowiązują niższe stawki, są one często efektem wykorzystania nadpłat z lat ubiegłych. Warszawa zapowiada, że ten bufor wyczerpie się w 2026 roku, co oznacza powrót do wyższych cen.

Eksperci od lat wskazują na systemowy problem: brak realnej rozszerzonej odpowiedzialności producentów. Gdyby firmy wprowadzające opakowania na rynek w większym stopniu partycypowały w kosztach ich utylizacji, presja na mieszkańców byłaby mniejsza. Dopóki jednak ciężar finansowania systemu spoczywa niemal wyłącznie na obywatelach, każda podwyżka kosztów paliwa, energii czy pracy automatycznie przełoży się na wyższe rachunki.

Jedno jest pewne: opłata za śmieci przestaje być marginalnym wydatkiem. Dla wielu rodzin staje się jednym z poważniejszych obciążeń domowego budżetu – i wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec podwyżek.

Komentarze (0)