23.03.2026

W urzędach krócej pracują za te same pieniądze, a ministerstwo za to dopłaca

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
Tech
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Godzina mniej pracy dziennie, a pensja bez zmian. Brzmi jak luksus? Dla części urzędów w Polsce to już rzeczywistość - i to rzeczywistość dofinansowana z publicznych pieniędzy. Pilotaż skróconego czasu pracy ruszył z początkiem 2026 roku i już teraz zbiera entuzjastyczne opinie uczestników. Trudno się dziwić.

Eksperyment, który trudno przegrać

Program obejmuje około 5 tysięcy pracowników i 90 instytucji w całej Polsce. Na Dolnym Śląsku udział bierze pięciu pracodawców – głównie jednostki publiczne i samorządowe. Każdy z nich otrzymał konkretne środki na wdrożenie „innowacyjnych rozwiązań”.

I tak oto za setki tysięcy złotych – a czasem ponad milion – urzędy uczą się, jak pracować mniej.

Nie chodzi przecież o byle co. To „optymalizacja procesów”, „filozofia Kaizen” i „nowoczesne zarządzanie czasem”. W praktyce? Krótszy dzień pracy, więcej wolnego i brak obniżek wynagrodzeń.

Zaskoczenie: pracownicy są zadowoleni

Pierwsze efekty? Jak można się było spodziewać – pozytywne. Pracownicy są zadowoleni, widzą sens zmian i chwalą sobie nowy model pracy.

Trudno o inny scenariusz, gdy ktoś oferuje mniej obowiązków za te same pieniądze. To trochę jak testowanie, czy ludzie lubią dodatkowy urlop.

Co ciekawe, instytucje podkreślają, że mieszkańcy „nie zauważyli różnicy”. To zapewne największy sukces całego programu – krócej pracujemy, ale przynajmniej nie jest gorzej niż było.

Technologia jako alibi

Żeby jednak nie było zbyt prosto, w tle pojawia się poważna narracja o cyfryzacji i automatyzacji. Biblioteki inwestują w książkomaty i systemy samoobsługowe, urzędy wdrażają nowe oprogramowanie.

Oficjalnie chodzi o odciążenie pracowników. Nieoficjalnie – o znalezienie sposobu, żeby skrócony czas pracy dało się jakoś uzasadnić.

Bo przecież ktoś musi wykonać tę samą pracę w krótszym czasie. Albo… po prostu wykona się jej mniej.

Jeszcze mniej pracy? Proszę bardzo

Najciekawsze dopiero przed nami. W drugim etapie pilotażu czas pracy ma zostać skrócony jeszcze bardziej – nawet do 6 godzin dziennie lub czterech dni w tygodniu.

A jeśli komuś to nie odpowiada, zawsze można wybrać alternatywę: dodatkowe dni wolne. W jednym z urzędów pracownicy mogą liczyć nawet na 40 extra dni urlopu rocznie.

Oczywiście przy zachowaniu pełnej pensji.

Prawdziwy test dopiero przed nami

Pilotaż potrwa do końca 2026 roku, a jego podsumowanie zaplanowano na 2027. Dopiero wtedy okaże się, czy skrócony czas pracy to realna reforma, czy raczej kosztowny eksperyment.

Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z jednym z najbardziej popularnych „testów” w historii administracji.

Bo jeśli państwo dopłaca do tego, żeby pracować mniej – to pytanie nie brzmi, czy to się sprawdzi.

Pytanie brzmi: kto by się na to nie zgodził?

Komentarze (1)