09.02.2026

Zamiana tablic, która wymazuje pamięć o polskich ofiarach

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Podmienienie tablicy pamiątkowej z 1979 roku, upamiętniającej polskie kobiety zamęczone w filii obozu Gross-Rosen, na nową - mówiącą wyłącznie o „żydowskich więźniarkach” - nie jest żadnym uzupełnieniem pamięci historycznej. Jest jej świadomym zawężeniem, a w praktyce: wymazaniem polskiego kontekstu ofiar.

To fakt, którego nie wolno relatywizować.

Kim były ofiary?

Kobiety, które zginęły w tym miejscu, były w ogromnej większości Żydówkami pochodzącymi z Sosnowca i innych miast przedwojennej Polski. Były obywatelkami II Rzeczypospolitej. Ginęły jako Polki pochodzenia żydowskiego – ofiary niemieckiego obozu koncentracyjnego działającego na okupowanych ziemiach polskich. Stara tablica ten fakt oddawała. Nowa – już nie.

Redukowanie ich tożsamości wyłącznie do kategorii religijno-etnicznej i całkowite pomijanie obywatelstwa jest nie tylko uproszczeniem, ale poważnym zniekształceniem historii. To zerwanie z prawdą o tym, kim były ofiary i w jakim państwie się urodziły. Historia nie zaczyna się w 1939 roku i nie kończy na jednym wymiarze tożsamości.

Symboliczna decyzja władzy

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że nie zdecydowano się na dodanie nowej tablicy obok starej. Zamiast tego dokonano demontażu i zastąpienia. To zasadnicza różnica. Dodawanie – poszerza pamięć. Zastępowanie – ją selekcjonuje. A selekcja pamięci zawsze jest aktem politycznym.

Decyzja władz Zielonej Góry, podjęta za prezydentury Marcina Pabierowskiego (KO), wpisuje się w szerszy i niepokojący trend. To nie jest pojedynczy incydent, lecz element długofalowego przesuwania akcentów narracyjnych, w którym polskie doświadczenie ofiary II wojny światowej jest stopniowo marginalizowane.

Nie chodzi tu o rywalizację cierpienia. Jedne ofiary nie wykluczają drugich. Żydowskie ofiary były jednocześnie ofiarami polskimi – i odwrotnie. Problem zaczyna się w momencie, gdy pamięć jednych jest eksponowana kosztem wymazywania drugiego wymiaru ich tożsamości. To nie jest dialog historii, to jej amputacja.

Od Gross-Rosen do Fryderyka II. Ten sam mechanizm

Podobny mechanizm obserwowaliśmy wcześniej w Kostrzynie nad Odrą, gdzie fetowano pruskiego króla Fryderyka II – jednego z głównych architektów rozbiorów Polski. Gloryfikowanie postaci odpowiedzialnej za upadek Rzeczypospolitej na ziemiach, które dziś są częścią Polski, to symboliczny gest o ogromnym ciężarze. To także przykład narracyjnej zmiany: od polskiej perspektywy ku obcym narracjom, które rozmywają sens polskiej obecności na Ziemiach Zachodnich.

Właśnie tam – na ziemiach piastowskich, odzyskanych po II wojnie światowej – pamięć historyczna powinna być szczególnie chroniona. Tymczasem obserwujemy proces odwrotny: osłabianie polskiego dziedzictwa, rozmywanie odpowiedzialności sprawców i redukowanie polskich ofiar do przypisu.

Prawda, a nie manipulacja

Historia nie znosi próżni. Jeśli zaczyna się ją „porządkować” poprzez usuwanie niewygodnych elementów, szybko przestaje być historią, a staje się ideologiczną konstrukcją. Takie działania nie budują szacunku ani pojednania. Budują nieufność i poczucie krzywdy.

To, co wydarzyło się w Zielonej Górze, nie jest neutralne. To akt symboliczny – a symbole w polityce pamięci znaczą więcej niż deklaracje. Zastępowanie zamiast uzupełniania, wymazywanie zamiast dopowiadania, selekcja zamiast pełnej prawdy – to droga donikąd.

Komentarze (0)