19.03.2026

1636 nadgodzin i zero zapłaty. Sąd mówi „dość” praktykom pracodawcy

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
Newsy
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Ponad półtora tysiąca nadgodzin, praca siedem dni w tygodniu i brak wynagrodzenia za dodatkowy wysiłek. Ta historia mogłaby być kolejną opowieścią o cichej eksploatacji pracownika - gdyby nie fakt, że zakończyła się w sądzie. Sąd Okręgowy w Łodzi przyznał pracownikowi 120 tys. zł wraz z odsetkami. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, ale już teraz rzuca światło na skalę problemu.

Praca bez końca

Sprawa dotyczy łodzianina zatrudnionego jako kierownik sprzedaży w firmie kredytowej. Przez 32 miesiące pracy wypracował aż 1636 nadgodzin.

Jak wyglądała jego codzienność?

  • od poniedziałku do piątku – około 3 godziny nadliczbowe dziennie,
  • w weekendy – po 4 godziny pracy,
  • stała dostępność pod telefonem, także poza standardowymi godzinami.

To oznaczało pracę praktycznie bez przerwy. Od wczesnych godzin porannych – gdy zaczynały napływać pierwsze zgłoszenia – aż po późny wieczór.

„To kwestia zarządzania czasem”

Pracownik wielokrotnie zgłaszał przełożonym, że zakres obowiązków przekracza możliwości jednego człowieka. Odpowiedź była jednak zawsze podobna: problem leży w organizacji pracy, nie w systemie.

Sąd ocenił to inaczej.

W uzasadnieniu wskazano, że liczba zadań i sposób ich narzucenia sprawiały, że wykonanie pracy w ustawowym czasie było nierealne. Co więcej, pracodawca miał mieć pełną świadomość tej sytuacji – mimo to priorytetem pozostawały wyniki sprzedażowe.

Zadaniowy czas pracy tylko na papierze

Formalnie pracownik był zatrudniony w systemie zadaniowego czasu pracy. W praktyce oznaczało to brak ewidencji godzin i większą swobodę… ale tylko teoretycznie.

Bo gdy:

  • lista obowiązków stale rosła,
  • pojawiały się nowe cele sprzedażowe,
  • a do tego dochodziła konieczność zarządzania zespołem i rekrutacji,

„elastyczność” zamieniała się w niekończący się dzień pracy.

Sąd jednoznacznie uznał, że taki model nie może być pretekstem do omijania przepisów o czasie pracy i wynagrodzeniu za nadgodziny.

System presji zamiast systemu pracy

Dodatkowym elementem był system kar za niewyrobienie planów. Kierownicy – w tym powód – funkcjonowali pod stałą presją wyników.

Nie chodziło już tylko o sprzedaż kredytów. Dochodziły kolejne zadania:

  • sprzedaż ubezpieczeń,
  • oferowanie pakietów medycznych,
  • promowanie kursów językowych.

W praktyce oznaczało to ciągłe dokładanie obowiązków bez realnego zwiększenia czasu pracy.

Jak ustalił sąd, sytuacja nie była odosobniona. W firmie dochodziło do sporów zbiorowych ze związkami zawodowymi dotyczących pracy w nadgodzinach.

To sugeruje, że problem miał charakter systemowy, a nie jednostkowy.

Wyrok, który może mieć konsekwencje

Sąd zasądził na rzecz pracownika około 120 tys. zł wraz z odsetkami. To wyraźny sygnał, że nawet w zadaniowym systemie pracy obowiązują konkretne granice.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny – pracodawca zapowiedział odwołanie. Niezależnie od dalszego przebiegu sprawy, już teraz ma ona znaczenie szersze niż jeden spór.

Komentarze (0)