Przez ostatnie dwa lata sztuczna inteligencja była przedstawiana jako nieunikniona przyszłość. AI miało usprawnić pracę, zrewolucjonizować wyszukiwarki, zastąpić żmudne obowiązki i otworzyć nową erę kreatywności. Tymczasem użytkownicy zaczynają mówić coś zupełnie innego. I mówią to bardzo wyraźnie.
DuckDuckGo – wyszukiwarka znana z nacisku na prywatność – zapytała swoich użytkowników wprost: czy chcesz AI w wyszukiwaniu? Odpowiedź okazała się druzgocąca dla całej branży. Spośród ponad 110 tysięcy głosujących aż 93 proc. odpowiedziało „nie”. Gdy ankieta została powtórzona na platformie X, wynik był niewiele łagodniejszy – 85 proc. również odrzuciło AI.
To nie jest drobny sygnał niezadowolenia. To masowy sprzeciw.
Konsumenci kontra wizja Big Techów
W tym samym czasie największe firmy technologiczne świata – Nvidia, Alphabet, Meta, Amazon czy OpenAI – inwestują biliony dolarów w rozwój AI i infrastruktury pod sztuczną inteligencję. Centra danych, chipy, modele językowe, narzędzia generatywne – wszystko to powstaje w tempie, jakiego branża technologiczna dawno nie widziała.
Problem polega na tym, że inwestorzy i użytkownicy zaczynają żyć w dwóch różnych rzeczywistościach.
Z perspektywy korporacji AI to przyszłość produktywności i zysków. Z perspektywy wielu konsumentów – to narzędzie, które:
- zalewa internet treściami niskiej jakości,
- wypiera ludzką twórczość,
- kradnie dorobek artystów,
- upraszcza przekaz kosztem sensu,
- i coraz częściej działa zamiast człowieka, a nie dla człowieka.
AI miało sprzątać, a zaczęło pisać wiersze
Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów krytyków AI jest paradoks, który coraz trudniej zignorować. Sztuczna inteligencja miała automatyzować to, co nudne i powtarzalne. Tymczasem pierwszymi ofiarami stały się zawody i obszary najbardziej ludzkie: pisanie, sztuka, ilustracja, muzyka, film.
AI nie umyje naczyń.
AI nie posprząta mieszkania.
AI nie zrobi prania ani nie zajmie się dziećmi.
Ale potrafi:
- streścić artykuł bez jego przeczytania,
- wygenerować obraz „w stylu” konkretnego artysty,
- napisać tekst, który wypiera oryginalnego autora z obiegu.
To dokładne przeciwieństwo wizji, o której mówił Sam Altman, twierdząc, że w erze AI „to, co głęboko ludzkie, pozostanie nietknięte”. Dla wielu użytkowników to właśnie te obszary zostały zaatakowane jako pierwsze.
Internet pełen „AI-slopu”
Media społecznościowe i wyszukiwarki coraz częściej przypominają zamknięty obieg, w którym AI generuje treści dla innych algorytmów AI. Boty komentują boty, streszczenia zastępują artykuły, a oryginalne źródła giną pod warstwą automatycznych odpowiedzi.
Efekt? Spadek zaufania i rosnące zmęczenie użytkowników. Coraz więcej osób świadomie bojkotuje filmy, gry czy projekty kreatywne, które otwarcie przyznają się do używania AI. Dla nich to nie innowacja – to obniżenie jakości i odebranie wartości pracy ludziom.
Co to oznacza dla spółek AI?
Wyniki ankiety DuckDuckGo nie oznaczają końca sztucznej inteligencji. Ale są poważnym ostrzeżeniem. Jeśli konsumenci nie chcą AI w wyszukiwarkach, treściach i kulturze, to:
- monetyzacja AI może okazać się trudniejsza niż zakładano,
- presja regulacyjna będzie rosła,
- a narracja „AI jako dobro absolutne” przestaje działać.
Dla firm takich jak Nvidia czy Alphabet kluczowe pytanie brzmi dziś nie „jak szybko rozwijać AI”, lecz gdzie i w jakiej formie użytkownicy są w stanie ją zaakceptować.
Nie bunt przeciw technologii, lecz przeciw jej użyciu
To nie jest masowy sprzeciw wobec samej technologii. To bunt przeciwko sposobowi jej wdrażania. Użytkownicy nie odrzucają narzędzi, które realnie pomagają. Odrzucają te, które:
- zastępują zamiast wspierać,
- upraszczają zamiast pogłębiać,
- i niszczą zaufanie do treści w sieci.
Ankieta DuckDuckGo pokazuje jedno: AI może być przyszłością, ale nie w każdej formie i nie za każdą cenę. Jeśli Big Techy tego nie zrozumieją, mogą odkryć, że miliardy zainwestowane w sztuczną inteligencję nie gwarantują ani sympatii użytkowników, ani długoterminowej przewagi.
A bez użytkowników nawet najmądrzejszy algorytm zostaje tylko… algorytmem.

Komentarze (0)