Jedno z najważniejszych porozumień chroniących Puszczę Amazońską przechodzi do historii. Po blisko dwóch dekadach brazylijskie firmy handlujące soją zaczęły oficjalnie wycofywać się z tzw. moratorium sojowego - dobrowolnej umowy, która miała powstrzymywać wylesianie największego lasu deszczowego świata. Decyzja branży wywołała alarm wśród ekologów i stawia pod znakiem zapytania klimatyczne ambicje Brazylii.
Moratorium, obowiązujące od 2008 roku, zakazywało zakupu soi pochodzącej z terenów Amazonii wylesionych po tej dacie. Przez lata uznawano je za jeden z najskuteczniejszych mechanizmów hamujących ekspansję rolnictwa kosztem lasów. Teraz jednak fundament tego systemu zaczyna się kruszyć.
Branża wycofuje się z obietnic
Brazylijskie Stowarzyszenie Producentów Olejów Roślinnych (ABIOVE), reprezentujące największych światowych graczy na rynku soi, poinformowało władze stanu Mato Grosso, że część firm rezygnuje z udziału w porozumieniu. Mato Grosso to kluczowy region – właśnie tam koncentruje się największa produkcja soi w Brazylii.
Decyzja ta w praktyce oznacza, że moratorium może przestać funkcjonować. Przedstawiciele brazylijskiego ministerstwa środowiska nie kryją, że sytuacja jest krytyczna.
To jak małżeństwo, w którym został tylko jeden z partnerów
– skomentował Andre Lima, sekretarz ds. kontroli wylesiania.
Jego zdaniem oznacza to faktyczny koniec porozumienia.
Podatki zamiast ochrony lasów
Bezpośrednim impulsem do zmiany stanowiska okazały się reformy podatkowe. Od początku roku firmy uczestniczące w moratorium straciły ulgi podatkowe w stanie Mato Grosso. Dla producentów był to sygnał, że ochrona lasów przestaje się opłacać ekonomicznie.
Rolnicy od dawna krytykowali moratorium jako bardziej restrykcyjne niż brazylijskie prawo. Zgodnie z krajowymi przepisami właściciele gruntów w Amazonii mogą legalnie wykarczować do 20 proc. swojego terenu. Moratorium szło znacznie dalej, wprowadzając całkowity zakaz wycinki pod uprawy soi.
To porozumienie było wymierzone w rolników i stworzone głównie na potrzeby rynku europejskiego
– argumentuje Lucas Beber, szef stowarzyszenia producentów soi w Mato Grosso.
Tymczasem Europa odpowiada za mniej niż 14 proc. brazylijskiego eksportu soi, podczas gdy kluczowym odbiorcą pozostają Chiny.
Ekologiczny alarm
Organizacje ekologiczne biją na alarm. Greenpeace ostrzega, że wycofanie się z moratorium może gwałtownie przyspieszyć tempo wylesiania Amazonii i zwiększyć emisję gazów cieplarnianych. WWF określa decyzję branży jako „poważne osłabienie jednego z najskuteczniejszych narzędzi walki z deforestacją w Brazylii”.
Stawka jest ogromna. Amazonia odgrywa kluczową rolę w regulacji globalnego klimatu, magazynując olbrzymie ilości dwutlenku węgla. Jej dalsza degradacja może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza Amerykę Południową.
Presja gospodarki kontra cele klimatyczne
Decyzja firm sojowych uderza również w deklaracje prezydenta Luiza Inacio Luli da Silvy, który zapowiadał całkowite zatrzymanie deforestacji do 2030 roku. Brazylia, odpowiadająca za około 40 proc. światowej produkcji soi, znajduje się dziś na rozdrożu między ambicjami klimatycznymi a potężnymi interesami agrobiznesu.
W 2025 roku kraj wyeksportował rekordowe 108 mln ton soi o wartości 43,5 mld dolarów. Te liczby pokazują skalę presji ekonomicznej, jaka ciąży na władzach i producentach.
Koniec moratorium sojowego może okazać się momentem przełomowym – pytanie tylko, czy będzie to zwrot w stronę krótkoterminowych zysków, czy początek nowego, skuteczniejszego modelu ochrony Amazonii. Na razie jednak sygnały płynące z Brazylii nie napawają optymizmem.

Komentarze (0)