19.01.2026

Euro droższe niż się spodziewano. Bułgaria zderza się z „efektem cappuccino”

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Wprowadzenie euro miało być dla Bułgarii symbolem stabilności, dojrzałości gospodarczej i pełnej integracji z Unią Europejską. Tymczasem pierwsze dni po zmianie waluty przyniosły zjawisko dobrze znane z doświadczeń innych państw strefy euro - nagłe, często nieuzasadnione podwyżki cen, które uderzyły bezpośrednio w konsumentów. Ekonomiści i organizacje konsumenckie mówią wprost: Bułgaria padła ofiarą „efektu cappuccino”.

Gwałtowne skoki cen zamiast spokojnego przejścia

Już w pierwszych dniach stycznia 2026 roku do bułgarskich mediów zaczęły napływać skargi obywateli. Wzrosty cen nie miały nic wspólnego z inflacją kosztową czy zmianami na rynkach surowców – pojawiły się niemal z dnia na dzień, dokładnie w momencie przejścia na euro.

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów był popularny chleb sprzedawany w dużej sieci handlowej. W ciągu dwóch dni jego cena wzrosła o ponad 30 procent. Jeszcze większe kontrowersje wywołał przypadek restauracji, w której cena pizzy po przeliczeniu na euro była niemal dwukrotnie wyższa od tej wynikającej z oficjalnego kursu walutowego. Choć właściciel tłumaczył to błędem technicznym, dla konsumentów stało się to symbolem chaosu i braku kontroli.

Podobne historie dotyczyły handlu internetowego – niektóre produkty gospodarstwa domowego „podwajały” swoją cenę z dnia na dzień. Firmy tłumaczyły się aktualizacjami systemów informatycznych, jednak skala zjawiska wzbudziła poważne obawy.

Banki też pod lupą

Problemy nie ograniczyły się wyłącznie do sklepów i restauracji. Pojawiły się również sygnały o nieprawidłowych przeliczeniach walutowych w bankach. W jednym z przypadków klientowi zastosowano kurs wyższy niż oficjalny, co – zgodnie z obowiązującymi przepisami – nie powinno mieć miejsca. Po wprowadzeniu euro wszystkie środki w lewach miały być automatycznie konwertowane według jednego, ściśle określonego kursu.

Eksperci ostrzegają, że nawet niewielkie odchylenia w takich przeliczeniach, powielone na masową skalę, mogą oznaczać realne straty dla obywateli.

Czym jest „efekt cappuccino”?

Zjawisko obserwowane w Bułgarii nie jest nowe. Ekonomiści określają je mianem „efektu cappuccino” – od historii włoskich kawiarni, w których po wprowadzeniu euro ceny kawy zostały „zaokrąglone” w górę. Produkt kosztujący równowartość kilkudziesięciu eurocentów nagle kosztował pełne 1 euro, co oznaczało kilkudziesięcioprocentową podwyżkę.

Mechanizm jest prosty: konsumenci słabiej odczuwają drobne zmiany cen wyrażone w nowej walucie, a sprzedawcy wykorzystują moment zmiany systemu cenowego do zaokrągleń i „korekty” cenników. Efekt dotyczy głównie produktów kupowanych często i impulsywnie – pieczywa, kawy, drobnych usług.

We Francji mówiono o „efekcie bagietki”, w Niemczech o „teuro” – drogim euro. Teraz do tej listy dołącza Bułgaria.

Prawo kontra praktyka

Bułgarskie prawo przewiduje surowe kary za nieuzasadnione podwyżki cen – grzywny mogą sięgać nawet 100 tysięcy lewów. Organizacje konsumenckie zapowiadają kontrole i zachęcają obywateli do zgłaszania nieprawidłowości.

Jednocześnie eksperci podkreślają, że takie praktyki są krótkowzroczne również z punktu widzenia przedsiębiorców. Utrata zaufania klientów może okazać się znacznie kosztowniejsza niż jednorazowy zysk z zawyżonej ceny.

Euro: sukces polityczny, test społeczny

Bułgaria spełniła rygorystyczne kryteria konwergencji i formalnie dołączyła do elitarnego grona państw strefy euro. Jednak pierwsze tygodnie pokazują, że techniczne przygotowanie to jedno, a społeczne zaufanie – drugie.

Obawy obywateli przed wzrostem cen, wcześniej często bagatelizowane, dziś znajdują realne potwierdzenie w codziennych doświadczeniach zakupowych. To, czy „efekt cappuccino” okaże się jedynie krótkotrwałym zjawiskiem przejściowym, czy długotrwałym problemem, zależy od skuteczności kontroli, reakcji instytucji i odpowiedzialności biznesu.

Jedno jest pewne: dla wielu Bułgarów euro już na starcie okazało się droższe, niż obiecywano.

Komentarze (0)