Tysiące Albańczyków protestuje przeciwko budowie luksusowego kurortu powiązanego z Jaredem Kushnerem. W tle – flamingi, korupcja i marzenie o UE.
Tysiące ludzi na ulicach Tirany, flamingi jako symbol oporu i miliardowa inwestycja zięcia Donalda Trumpa w środku chronionego parku narodowego. Albania przeżywa gorące tygodnie, a to, co dzieje się nad Adriatykiem, może zaważyć na przyszłości całego kraju – i jego drodze do Unii Europejskiej.
Od przełomu maja i czerwca albańska stolica żyje protestami. Ich bezpośrednim powodem jest plan budowy wielkiego nadmorskiego kompleksu turystycznego, który ma powstać na bezludnej wyspie Sazan oraz na terenach chronionych w rejonie Vjosa-Narta. Projekt wyceniany jest na około 1,4 miliarda euro i realizowany przez firmę powiązaną z Jaredem Kushnerem – zięciem prezydenta USA. Jak podaje Interia, rząd popiera inwestycję, co tylko dolewa oliwy do ognia.
Raj dla flamingów czy dla deweloperów?
Laguna Narta, która znalazłaby się w centrum zabudowy, wchodzi w skład Parku Narodowego Dzikiej Rzeki Vjosa – jednego z najbardziej bioróżnorodnych miejsc w Europie. Według materiału źródłowego żyje tam ponad tysiąc gatunków dzikich zwierząt, w tym gatunki krytycznie zagrożone wyginięciem. Sama laguna to dom dla około trzech tysięcy flamingów, które stały się żywym symbolem całego ruchu protestacyjnego. Trudno o bardziej wymowny obrazek: różowe ptaki kontra betonowe hotele.
Czytaj takze: Armenia mówi 'nie’ Moskwie? Paszynian triumfuje w wyborach z proeuropejskim kursem
Protestujący nie ograniczają się jednak wyłącznie do obrony przyrody. Jak zauważa w rozmowie z Interią Tomasz Żornaczuk, analityk ds. Bałkanów Zachodnich w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, demonstracje mają znacznie szerszy charakter. Ekspert podkreśla, że zmieniono prawo, nie zadbano o ochronę środowiska ani interesów lokalnych mieszkańców – i to wszystko razem wywołało społeczną eksplozję.
Czytaj takze: Protesty w Minnesocie po śmierci kobiety. Pentagon stawia żołnierzy w stan gotowości
Czytaj takze: Babisz chce wysłać Merza do Moskwy. Czechy mają plan na zakończenie wojny
Rama rządzi od lat – i to też jest problem
Według analityka PISM to nie tylko protest przeciwko konkretnej inwestycji, ale wyraz głębszego niezadowolenia z rządów premiera Ediego Ramy, który sprawuje władzę od kilkunastu lat. Na transparentach pojawiają się hasła o korupcji elit, a samo zgromadzenie ma wyraźny wymiar pokoleniowy. Żornaczuk zwraca uwagę na głos jednej z protestujących, która wskazała, że po upadku komunizmu wielu Albańczyków po prostu wyjechało na Zachód – i dlatego wtedy nikt nie wychodził na ulice. Teraz ci, którzy zostali lub wrócili, mówią głośno: dość.
Unia Europejska w tle – i to nie przypadkowo
Albania stara się o członkostwo w UE od 2009 roku. Status oficjalnego kandydata uzyskała w 2014 roku, a formalne negocjacje akcesyjne ruszyły dopiero w 2020 roku – i długo były zablokowane przez spory wokół Macedonii Północnej oraz sprzeciw Bułgarii. Jak podaje Interia, pełne tempo rozmów udało się osiągnąć dopiero w połowie 2024 roku, a w grudniu 2025 Albania miała otwarte już wszystkie sześć klastrów negocjacyjnych – co Żornaczuk określa jako tempo rekordowe.
Problem w tym, że szybkie otwieranie rozdziałów to jedno, a realne reformy to drugie. Analityk wskazuje, że w kluczowych dla Unii obszarach – wymiarze sprawiedliwości, walce z korupcją na najwyższych szczeblach i zwalczaniu przestępczości zorganizowanej – postępy są wciąż niewystarczające. Rząd obiecywał, że droga do Brukseli będzie szybka, a rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana.
Kushner, Trump i dyplomatyczny dylemat
Inwestycja Kushnera komplikuje całą sytuację w nieoczekiwany sposób. Albania buduje swoje relacje zarówno z USA, jak i z UE – i teraz obie te osi zaczęły kolidować. Jak zaznacza Żornaczuk w rozmowie z Interią, Komisja Europejska raczej nie powie wprost, że projekt powiązany z zięciem Trumpa blokuje albańskie aspiracje unijne. Ale milcząca presja i pytania o praworządność mogą okazać się równie skuteczne.
Protesty nad Adriatykiem to więc nie tylko lokalna sprawa o plażę i flamingi. To test dla albańskiej demokracji, sprawdzian dla rządzących i sygnał dla Brukseli – że obywatele potrafią upomnieć się o swoje prawa, nawet gdy w grę wchodzą pieniądze z najwyższych politycznych sfer.

Komentarze (0)