Mundial w USA, Kanadzie i Meksyku rozpoczyna się już za trzy dni, jednak dla kibiców nad Wisłą oficjalna lista 48 finalistów przynosi bolesne rozczarowanie – w zestawieniu zabrakło reprezentacji Polska.
Mundial w USA, Kanadzie i Meksyku rozpoczyna się już za trzy dni, jednak dla kibiców nad Wisłą oficjalna lista 48 finalistów przynosi bolesne rozczarowanie – w zestawieniu zabrakło reprezentacji Polski. W tej trudnej sytuacji geopolityczno-sportowej fani znad Wisły nie muszą jednak pogrążać się w turniejowej apatii. Z pomocą przychodzi słynny algorytm teologiczny, który pozwala bezbłędnie wybrać zastępczych faworytów i z czystym sumieniem przetrwać nadchodzące tygodnie przed telewizorem.
Brak Biało-Czerwonych na liście startowej oznacza, że pierwszy i najważniejszy punkt polskiego programu kibicowania odpada już przed premierowym gwizdkiem. Zamiast jednak śledzić zawiłe analizy ekspertów czy suche rankingi bukmacherskie, warto odwołać się do klasycznej już instrukcji selekcji narodowych sympatii, którą przed laty sformułował znany polityk konserwatywny – Marian, nomen omen, Piłka:
Najpierw kibicujemy Polakom, potem krajom katolickim, wreszcie chrześcijańskim. I tu wolimy prawosławie niż heretyków. Jeśli nie grają chrześcijanie, kibicujemy monoteistom. A na końcu wszystkim, byle nie Niemcom
Ta przejrzysta i rygorystyczna instrukcja nabiera wyjątkowego znaczenia właśnie teraz, gdy oficjalny skład uczestników mistrzostw zmusza nas do natychmiastowego uruchomienia awaryjnych procedur kibicowskich i wzmożonych poszukiwań reprezentacji którym będziemy kibicować.
Chorwacja jako naturalny wybór numer jeden
Skoro Polaków brakuje w stawce, cała nasza uwaga, zgodnie z zaprezentowaną hierarchią, przenosi się automatycznie na kraje katolickie. Choć na liście finalistów znajdują się teoretycznie tacy europejscy potentaci jak Francja czy Czechy, to w praktyce państwa te są dziś głęboko zsekularyzowane i znacznie bardziej ateistyczne niż katolickie. W tym kontekście absolutnym faworytem numer jeden dla każdego Polaka staje się Chorwacja, za którą przemawia potężna seria niepodważalnych argumentów.
Po pierwsze, to kraj jednoznacznie rzymskokatolicki. Po drugie, to naród słowiański, co automatycznie buduje poczucie bliskości kulturowej. Po trzecie, większość z nas ma z tym krajem wyłącznie pozytywne skojarzenia – to w końcu jeden z najpopularniejszych kierunków naszych wakacyjnych wyjazdów, gdzie wielu Polaków spędza beztroskie chwile nad Adriatykiem. Czwartym argumentem jest urokliwa demografia. Chorwacja to stosunkowo mało liczebny naród, liczący niespełna cztery miliony mieszkańców. Każdy ich mecz na wielkich amerykańskich stadionach będzie więc de facto klasyczną walką Dawida z Goliatem. Mimo tak skromnego potencjału ludnościowego, Chorwacja to absolutny piłkarski gigant – na poprzednim mundialu zdobyli brązowy medal, a w 2018 roku wywalczyli wicemistrzostwo świata.
Jeśli chorwacki temperament nie wystarczy, w pogotowiu czeka reszta katolickiego bloku, głównie z Ameryki Łacińskiej. Swoje sportowe kciuki możemy z czystym sumieniem zacisnąć za Argentynę, Brazylię, Kolumbię, Ekwador, Urugwaj czy Paragwaj, a także za Hiszpanię, Portugalię, Belgię i Austrię. Co do tej ostatniej można jednak mieć wątpliwości, w związku z silnymi związkami tego kraju z Niemcami.
Oficjalna teologiczna tier lista na mundial
Aby ułatwić nawigację po pełnej liście 48 zespołów i uniknąć pomyłek podczas fazy grupowej, przygotowaliśmy kompletną hierarchię opartą na klasycznym cytacie. Ponieważ zasady zabraniają nam tworzenia tabel, przedstawiamy ten podział w najbardziej przejrzystej, tekstowej formie.
Tier S (Absolutny szczyt): Polska. Niestety, ta pozycja pozostaje w tym roku wyłącznie w sferze niespełnionych marzeń.
Tier A (Kraje katolickie – pierwszy krąg wyboru): Chorwacja (niekwestionowany lider), Argentyna, Brazylia, Meksyk, Kolumbia, Ekwador, Urugwaj, Paragwaj, Panama, Haiti, Curacao, Republika Zielonego Przylądka, Demokratyczna Republika Konga, Hiszpania, Portugalia, Belgia oraz Austria.
Z kronikarskiego obowiązku dopisujemy tu Francję i Czechy, choć z mocnymi wątpliwościami w związku z daleko posuniętą laicyzacją.
Tier B (Chrześcijańskie prawosławie): Brak przedstawicieli. Żaden kraj z tego kręgu nie zdołał wywalczyć awansu, co zmusza nas do bolesnego przeskoczenia tego poziomu.
Tier C (Protestanci i azjatyckie niespodzianki): USA, Kanada, Anglia, Szkocja, Holandia, Szwajcaria, Norwegia, Szwecja, Australia, Nowa Zelandia, Ghana oraz Republika Południowej Afryki. Do tego koszyka ląduje również Korea Południowa. Chrześcijanie stanowią tam około 30% populacji, z czego katolicy około 11%.
Tier D (Muzułmańscy monoteiści):Egipt (10 proc. to chrześcijańscy Koptowie), słowiańska Bośnia i Hercegowina, Maroko, Tunezja, Algieria, Senegal, Wybrzeże Kości Słoniowej, Arabia Saudyjska, Katar, Jordania, Irak, Iran, Turcja, Uzbekistan. Cóż, najważniejsze, że nie są Niemcami.
Tier E (Poza schematem): Japonia. Jako jedyna ocalała w tym zestawieniu, trudna do jednoznacznego sklasyfikowania w algorytmie ze względu na dominację szintoizmu i buddyzmu. Oglądamy wyłącznie dla walorów czysto sportowych.
Tier Z (Odwieczni wrogowie): Niemcy. Tutaj dodatkowy komentarz nie jest potrzebny.

Komentarze (0)