Podatek od mięsa w UE
05.02.2026

Podatek od mięsa, czyli jak kotlet niszczy planetę, a awokado z Peru już nie

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyZdrowie
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Unia Europejska znów wzięła się za ratowanie klimatu. Tym razem na celowniku znalazł się wróg publiczny numer jeden: schabowy. Według naukowców europejskie mięso emituje za dużo CO₂, więc należy je opodatkować, zniechęcić, a najlepiej - zawstydzić. Bo przecież nic tak nie zabija planety jak niedzielny rosół u babci.

Nowe analizy pokazują, że wołowina jest niemal jak samochód bez katalizatora. 100 gramów steku to, w przeliczeniu na emisje, prawie 80 kilometrów jazdy autem. Dramat. Katastrofa. Apokalipsa na talerzu. Rozwiązanie? Podatek. Oczywiście podatek. Bo jeśli coś podrożeje, to automatycznie staje się ekologiczne – albo przynajmniej ideologicznie poprawne.

Ale spokojnie. Problemem nie są warzywa i owoce, nawet jeśli:

  • awokado leci samolotem z Ameryki Południowej,
  • mango przypływa statkiem z Azji,
  • borówki zimą pojawiają się w sklepie szybciej niż polska kapusta latem.

To wszystko jest eko, bo jest zielone. A zielone = dobre. Logiczne.

Lokalna krowa zła, globalny banan dobry

Krowa spod Łomży? Tragedia klimatyczna.
Jabłko z Chile? Wspaniały symbol zrównoważonego rozwoju.

Mięso z lokalnej hodowli, zjadane od pokoleń, nagle okazuje się zagrożeniem dla przyszłości ludzkości. Za to sałatka z produktów, które zwiedziły pół świata, jest już absolutnie w porządku – bo nie muczy i nie ma oczu.

Co więcej, unijni eksperci uspokajają: przeciętna rodzina zapłaci „tylko” kilkadziesiąt euro więcej rocznie. A jeśli państwo odda część pieniędzy w formie świadczeń, to właściwie wszyscy będą szczęśliwi. Poza tymi, których nie stać na eksperymenty dietetyczne, ale to już szczegół statystyczny.

Podatek jako narzędzie wychowawcze

Podatek od mięsa ma nie tylko ratować klimat, ale też wychowywać obywatela. Masz jeść mniej mięsa, więcej roślin i najlepiej nie zadawać pytań:

  • skąd te rośliny przyjechały,
  • ile paliwa zużyto na ich transport,
  • i dlaczego ślad węglowy kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się ideologia.

Bo przecież emisje z produkcji mięsa są problemem, ale emisje z globalnego handlu żywnością? To już temat zbyt skomplikowany, żeby psuć nim narrację.

Klimat uratowany, sumienie czyste

W długiej perspektywie wszyscy na tym skorzystamy: klimat, zdrowie, dobrobyt społeczny. A jeśli przy okazji zniknie tradycyjna kuchnia, lokalni producenci i część rolników – cóż, postęp zawsze ma swoje ofiary. Ważne, że na Instagramie talerz wygląda ekologicznie.

Bo w nowoczesnej Europie najbardziej nieekologiczne jest to, co bliskie, znane i lokalne. A najbardziej eko – to, co przyjechało z drugiego końca świata, najlepiej w plastikowym opakowaniu z napisem „BIO”.

Smacznego. I pamiętaj: kotlet szkodzi planecie. Ale quinoa z Boliwii już nie

Komentarze (0)