07.01.2026

Podwójne standardy na polskich drogach. Ukraińskie auta jeżdżą bez przeglądu

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Polskie prawo drogowe w 2026 roku coraz częściej budzi frustrację wśród kierowców. Nie chodzi już nawet o same wysokie mandaty, ale o narastające poczucie rażącej niesprawiedliwości i podwójnych standardów, które trudno logicznie wytłumaczyć. Z jednej strony - bezwzględna surowość wobec polskich właścicieli samochodów, z drugiej -daleko idąca pobłażliwość wobec pojazdów zarejestrowanych za granicą, głównie na Ukrainie.

Jeden dzień spóźnienia i finansowa katastrofa

Wystarczy jeden dzień opóźnienia w badaniu technicznym, by polski kierowca znalazł się w poważnych tarapatach. Mandaty sięgające od 1500 do nawet 5000 zł, odebranie dowodu rejestracyjnego, a w skrajnych przypadkach odholowanie pojazdu na lawetę na koszt właściciela – to dziś realne konsekwencje. I nie ma znaczenia, czy samochód faktycznie porusza się po drogach.

Auto stoi w garażu, jest niesprawne, czeka na części w warsztacie? To bez znaczenia. W świetle przepisów pojazd musi mieć ważny przegląd, nawet jeśli fizycznie nie uczestniczy w ruchu. Zdrowy rozsądek? Elastyczność? Indywidualna ocena sytuacji? Tego w systemie brakuje. Jest za to automatyzm i bezwzględność.

Ukraińskie tablice – inny świat przepisów

Na tym tle szczególnie mocno rzuca się w oczy sytuacja samochodów na ukraińskich numerach rejestracyjnych. Od 2011 roku na Ukrainie nie istnieje obowiązek okresowych badań technicznych dla prywatnych samochodów osobowych. Obowiązują one jedynie pojazdy firmowe i taksówki. W praktyce oznacza to, że wiele aut wjeżdżających do Polski nigdy nie było sprawdzanych pod kątem stanu technicznego.

Mimo to, na mocy Konwencji wiedeńskiej, Polska nie może wymagać od takich pojazdów wykonania polskich przeglądów. Wystarczy ukraiński dowód rejestracyjny oraz:

  • Zielona Karta (jeśli ją posiadają),
  • albo ubezpieczenie graniczne OC.

Co więcej, zgodnie z informacją publikowaną na rządowych i branżowych stronach, 30-dniowe ubezpieczenie graniczne dla obywateli Ukrainy jest bezpłatne i oferowane przez duże polskie firmy ubezpieczeniowe. Tymczasem polski kierowca za brak OC – nawet nieumyślny – otrzymuje kary sięgające kilku tysięcy złotych z UFG.

Bez kontroli, bez terminów, bez konsekwencji

Efekt? Tysiące samochodów poruszających się po polskich drogach:

  • bez jakiegokolwiek badania technicznego,
  • często bez długoterminowego ubezpieczenia,
  • użytkowanych przez lata bez obowiązku rejestracji w Polsce.

Hamulce, zawieszenie, oświetlenie, stan ogumienia – nikt tego realnie nie sprawdza. A przecież mówimy o bezpieczeństwie na drogach, które politycy tak chętnie stawiają na sztandarach przy każdej nowelizacji przepisów.

Zapowiedzi zmian… ale tylko na papierze

Resort infrastruktury już w 2025 roku zapowiadał zmiany, według których pojazdy przebywające w Polsce dłużej niż 12 miesięcy miałyby zostać zarejestrowane w kraju i poddane polskim badaniom technicznym. Problem w tym, że na styczeń 2026 roku są to w dużej mierze zapowiedzi bez realnych efektów. Luka prawna wciąż istnieje, a egzekwowanie przepisów praktycznie nie funkcjonuje.

Kierowcy dwóch kategorii

W efekcie mamy do czynienia z sytuacją, w której:

  • polski kierowca musi być perfekcyjnie zgodny z przepisami, bo każdy błąd grozi finansową ruiną,
  • zagraniczny pojazd może poruszać się po tych samych drogach bez porównywalnych obowiązków i kontroli.

To nie jest już zwykła nierówność. Dla wielu kierowców to jawna kpina z prawa i elementarnego poczucia sprawiedliwości. Jeśli bezpieczeństwo rzeczywiście ma być priorytetem, to powinno dotyczyć wszystkich uczestników ruchu – bez wyjątku, bez taryfy ulgowej i bez politycznego zamiatania problemu pod dywan.

Pytanie brzmi: jak długo jeszcze polscy kierowcy będą traktowani jak obywatele drugiej kategorii na własnych drogach?

Komentarze (0)