Na ekspresowej trasie S3, tuż przy Gorzowie, inspektorzy ITD zatrzymali rumuńską ciężarówkę, która – delikatnie mówiąc – nie powinna była w ogóle wyjechać na polskie drogi. Kolce w oponach, przekroczone wymiary, złamany zakaz ruchu i brak odpowiednich zezwoleń. To nie była drobna nieścisłość – to była jazda wbrew wszystkim możliwym przepisom.
I chociaż zatrzymanie odbyło się sprawnie i zgodnie z procedurami, pozostaje jedno, bardzo nieprzyjemne pytanie: jakim cudem ten pojazd przejechał przez pół Polski, zanim ktoś go zatrzymał?
Kolce w oponach jak w Skandynawii. Ale to przecież Polska
W wielu krajach północy Europy stosowanie opon z kolcami to norma – zimą. Ale u nas to po prostu zagrożenie. Takie ogumienie niszczy asfalt, stwarza niebezpieczeństwo na mokrej nawierzchni i jest zwyczajnie nielegalne. Polskie prawo mówi wprost: żadnych elementów przeciwślizgowych w oponach.
Przewoził drewno
Ładunek – 24 tony drewna – był przewożony bez wymaganych zezwoleń, a sama ciężarówka przekraczała dopuszczalną wysokość i długość. Mało tego – poruszała się w godzinach objętych zakazem dla pojazdów powyżej 12 ton. Zwykły polski przewoźnik w takiej sytuacji miałby już dawno zabrany dowód, mandat i kontrolę inspektora w firmie.
Ale w tym przypadku ciężarówka z obcą rejestracją jechała spokojnie, aż dotarła pod Gorzów.
To nie jest pierwszy taki przypadek i zapewne nie ostatni. I trudno nie odnieść wrażenia, że Polska stała się krajem, przez który można przejechać „byle jak”, łamiąc przepisy, o ile tylko numery na tablicy rejestracyjnej są odpowiednio egzotyczne.
Rodzimi kierowcy i firmy transportowe muszą przestrzegać każdego szczegółu, bo kontrole są dla nich normą. Ale zagraniczni przewoźnicy często jadą „na ryzyko”, licząc, że nikt się nie przyczepi. I – jak widać – często mają rację.



zdjęcia: Wojewódzki Inspektorat Transportu Drogowego w Gorzowie Wielkopolskim

Komentarze (0)