sum gigant
07.08.2026

Sumy-giganty opanowały jezioro Garda. Włosi płacą 100 tys. euro za ich odłowienie

Kamil
Kamil
CiekawostkiLifestyle
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Największe jezioro Włoch mierzy się z inwazją suma europejskiego – drapieżnika, który dorasta do trzech metrów długości i nie ma w Gardzie żadnych naturalnych wrogów.

Władze regionu Wenecja Euganejska przeznaczyły 100 tys. euro na wsparcie zawodowych rybaków, którzy podejmą się przetrzebienia populacji „superdrapieżnika” – informują włoski dziennik „Il Nordest Quotidiano” oraz RMF24. A czy sumy pływające w polskich wodach też powinny nas niepokoić? Sprawdzamy.

Najważniejsze:

  • Sum europejski to gatunek obcy dla włoskich wód – sprowadzono go kilkadziesiąt lat temu, a dziś jego populacja w Gardzie wymyka się spod kontroli
  • Władze regionu Wenecja Euganejska uruchomiły program o wartości 100 tys. euro; pojedyncza firma rybacka może dostać do 20 tys. euro na specjalne sieci i sprzęt
  • Rybacy wyławiają już osobniki przekraczające dwa metry długości, a problem jest najbardziej dotkliwy w południowej części jeziora
  • Sum zagraża lokalnym gatunkom ryb, m.in. koregonom, linom i szczupakom, a jego potężne szczęki niszczą rybackie sieci
  • W Polsce sum to gatunek rodzimy i dla człowieka praktycznie niegroźny – choć internet co jakiś czas straszy „atakami” w Wiśle i na kąpieliskach

Skąd wzięły się sumy w najsłynniejszym jeziorze Włoch?

Garda, ukochane jezioro turystów z całej Europy, ma problem, którego nie widać z leżaka. Sum europejski trafił do włoskich wód kilkadziesiąt lat temu i błyskawicznie zadomowił się w większości akwenów na północy kraju. W Gardzie znalazł warunki idealne: dużo pokarmu, ciepłą wodę i zero konkurencji. Dzięki rozmiarom – dorosłe osobniki osiągają około trzech metrów długości i ponad 100 kg wagi – od razu wskoczył na szczyt łańcucha pokarmowego. Władze regionu nazywają go wprost „superdrapieżnikiem”.

Skutki widać gołym okiem, zwłaszcza w południowej części jeziora, na pograniczu Wenecji Euganejskiej i Lombardii. To tam rybacy wyciągają z wody okazy przekraczające dwa metry. Sum żywi się przede wszystkim mniejszymi rybami i zagraża lokalnym gatunkom, m.in. koregonom, linom i szczupakom. Jego ofiarami padają też ptaki odpoczywające na powierzchni wody, a nawet niewielkie ssaki.

100 tys. euro na wojnę z drapieżnikiem. Kto może sięgnąć po pieniądze?

Lokalne władze uznały, że sytuacja dotyczy już nie pojedynczych połowów, lecz całego ekosystemu, i zatwierdziły program o wartości 100 tys. euro. Pieniądze nie trafią jednak do amatorów z wędką. Wsparcie przewidziano dla przedsiębiorstw rybackich działających na Gardzie, których właściciel lub przynajmniej jeden ze wspólników figuruje w rejestrze zawodowych rybaków uprawnionych do połowów na jeziorze.

Pojedyncza firma może otrzymać do 20 tys. euro na zakup specjalnych sieci i sprzętu przystosowanego do walki z gigantem. To nie fanaberia – potężne szczęki suma regularnie niszczą tradycyjne sieci, a nieliczni zawodowi rybacy pracujący na jeziorze muszą je stale naprawiać. Region liczy też na efekt uboczny całej akcji: stworzenie rynku zbytu na mięso suma, dzięki czemu walka z inwazją mogłaby się po prostu opłacać.

A co z sumami w Wiśle? Czy polski „król rzek” jest groźny?

Widok dwumetrowej ryby budzi respekt, ale w polskich realiach sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż nad Gardą. U nas sum europejski to gatunek rodzimy – największa ryba słodkowodna naturalnie występująca w polskich wodach, obecna w Wiśle, Odrze i wielu jeziorach od zawsze. Nie jest inwazyjnym przybyszem, tylko stałym elementem ekosystemu, w którym pełni ważną rolę drapieżnika porządkującego populacje innych ryb.

Co kilka sezonów internet obiega historia o sumie „atakującym” kąpiących się. W praktyce takie incydenty to rzadkość i zwykle dotyczą okresu tarła, gdy ryba broni gniazda – kończy się najwyżej otarciem lub siniakiem, bo sum nie ma zębów zdolnych zranić człowieka. Dla pływaka realniejszym zagrożeniem jest zimna woda niż największy nawet sum. Wędkarze traktują go zresztą jako trofeum życia: polskie okazy przekraczające dwa metry trafiają na czołówki serwisów wędkarskich, a nie kronik wypadków.

Często zadawane pytania

Dlaczego sum jest problemem w jeziorze Garda, skoro w Polsce nie jest?

Wszystko rozbija się o pochodzenie gatunku. W Polsce sum występuje naturalnie i ekosystem jest do niego przystosowany. We Włoszech to gatunek obcy, sprowadzony przez człowieka – lokalne ryby nie wykształciły mechanizmów obronnych, a sum nie ma tam naturalnych wrogów, więc jego populacja rośnie w niekontrolowany sposób.

Czy każdy może złowić suma w Gardzie i dostać pieniądze?

Nie. Program regionu Wenecja Euganejska jest skierowany wyłącznie do przedsiębiorstw rybackich wpisanych do rejestru zawodowych rybaków uprawnionych do połowów na jeziorze. Pieniądze – do 20 tys. euro na firmę – przeznaczone są na sprzęt i sieci, a nie wypłacane „od sztuki”.

Jak duży może być sum europejski?

To największa słodkowodna ryba Europy. Dorosłe osobniki osiągają około trzech metrów długości i mogą ważyć ponad 100 kg. W Gardzie rybacy regularnie wyławiają okazy przekraczające dwa metry.

Czy sum atakuje ludzi?

Przypadki „ataków” na kąpiących się są sporadyczne i dotyczą głównie okresu tarła, gdy ryba broni gniazda. Sum nie ma uzębienia zdolnego poważnie zranić człowieka, więc takie spotkanie kończy się co najwyżej otarciem i dużym strachem.

Źródło: „Il Nordest Quotidiano”, RMF24

Komentarze (0)