20 grudnia telewizja polska przeszła pod nowe zarządy, a to oznaczało znaczące zmiany w ramówce, w tym przerwanie emisji jednego z najbardziej rozpoznawalnych programów informacyjnych - Teleexpressu. Niezależnie od tego, czy ta zmiana była zgodna z prawem, czy nie, jedno jest pewne: wielu widzów z utęsknieniem oczekiwało na powrót tego programu.
Po ujawnieniu wysokich zarobków "gwiazd" z poprzedniej kadencji Telewizji Polskiej, wybuchła istna fala kontrowersji. Sprawą zainteresowało się także Prawo i Sprawiedliwość, które w odpowiedzi przygotowało specjalną infografikę prezentującą zarobki osób takich jak Tomasz Lis, Piotr Kraśko czy Maciej Orłoś, którzy pełnili funkcje w mediach publicznych przed objęciem władzy przez PiS.
W ostatnich dniach stacje Telewizji Polskiej stały się areną politycznych spięć, a ich niespodziewane wyłączenie 20 grudnia wywołało lawinę kontrowersji. Nowy rząd Donalda Tuska, przejmując stacje natychmiast spotkał się z oskarżeniami ze strony polityków PiS (obecnej opozycji), którzy nazwali to zamachem stanu i próbą bezprawnego przejęcia mediów publicznych.
W Polskim Sejmie szykują się istotne zmiany w finansowaniu mediów publicznych, zgodnie z projektem ustawy okołobudżetowej. Autopoprawka, zakładająca przyznanie mediom publicznym niemal 3 mld zł z kasy państwa w 2024 roku, jest obecnie przedmiotem dyskusji. Warto przyjrzeć się szczegółom tego planu oraz jego potencjalnym konsekwencjom.
Prawo i Sprawiedliwość straszy swój elektorat możliwością odebrania mu mediów publicznych przez Donalda Tuska, lidera Platformy Obywatelskiej i kandydata na nowego Premiera. Tymczasem na konferencji prasowej Tusk sprawnie rozprawił się z dziennikarzem Telewizji Polskiej, Miłoszem Kłeczkiem.