Karol Tadeusz — te dwa imiona prezydenta znają wszyscy.
Trzecie, wybrane samodzielnie przy bierzmowaniu, Karol Nawrocki ujawnił po raz pierwszy w wywiadzie-rzece prof. Andrzeja Nowaka „Skąd się wziął Karol Nawrocki”: to Josemaría, na cześć św. Josemaríi Escrivy de Balaguera — hiszpańskiego kapłana i założyciela Opus Dei. Prezydent od razu uciął spekulacje: do Opus Dei nigdy nie należał. A samo imię nosi w Polsce, według oficjalnych danych, zaledwie dwudziestu kilku mężczyzn.
Karol po papieżu, Tadeusz po dziadku, Josemaría — z wyboru
Jak opowiada prezydent w książce wydawnictwa Biały Kruk, dwa pierwsze imiona nadali mu rodzice: Karol — na cześć Karola Wojtyły, Tadeusz — po dziadku ze strony ojca. Trzecie wybrał sam, jako nastolatek przystępujący do bierzmowania.
Trzecie imię wybrałem już całkowicie świadomie i jest ono dość egzotyczne – to Josemaría
— wyznaje Nawrocki w rozmowie z prof. Nowakiem, zaznaczając, że nigdy wcześniej nie mówił o tym publicznie. Wybór patrona tłumaczy fascynacją duchowym tryptykiem Escrivy — książkami „Droga”, „Bruzda” i „Kuźnia” — oraz postawą hiszpańskiego kapłana, który niósł ludziom duchowe wsparcie w czasie wojny domowej w Hiszpanii.
Kim był św. Josemaría Escrivá
Josemaría Escrivá de Balaguer (1902–1975) to jedna z najbardziej wpływowych postaci Kościoła XX wieku. W 1928 roku założył Opus Dei (łac. „Dzieło Boże”) — instytucję opartą na prostej, a wówczas rewolucyjnej idei: do świętości powołani są wszyscy, nie tylko duchowni, a drogą do niej może być zwykła, codzienna praca wykonywana jak najlepiej. Jego najsłynniejsza książka, „Droga” — zbiór 999 duchowych maksym — rozeszła się na świecie w milionach egzemplarzy. Escrivá zmarł w 1975 roku, a w 2002 roku Jan Paweł II ogłosił go świętym podczas jednej z najliczniej obserwowanych kanonizacji w historii.
Czym jest — a czym nie jest — Opus Dei
Wokół Opus Dei narosło prawdopodobnie więcej mitów niż wokół jakiejkolwiek innej instytucji Kościoła — do czego walnie przyczynił się „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna z jego fikcyjnym mnichem-zabójcą (nawiasem: w Opus Dei w ogóle nie ma mnichów). W rzeczywistości to prałatura personalna Kościoła katolickiego — struktura zatwierdzona przez Jana Pawła II w 1982 roku — zrzeszająca głównie ludzi świeckich: lekarzy, prawników, nauczycieli, przedsiębiorców, którzy chcą łączyć zwykłe życie zawodowe i rodzinne z pogłębioną formacją duchową. Na świecie należy do niej ok. 90 tys. osób. Krytycy zarzucali organizacji hermetyczność i rygoryzm, zwolennicy widzą w niej jedną z najskuteczniejszych szkół duchowości ludzi świeckich. Jedno jest pewne: od sensacyjnych legend o „tajnej władzy” znacznie bliżej jej do codziennej pracy formacyjnej.
„Nie jestem członkiem Opus Dei”
Prezydent, świadom ładunku skojarzeń, sam rozbraja temat w książce:
Nie jestem członkiem Opus Dei i nigdy nie uczestniczyłem w tej formacji
— zastrzega Nawrocki. Wybór patrona bierzmowania to w Kościele akt czysto duchowy — wybiera się świętego, którego droga inspiruje, nie organizację, którą założył. Miliony Polaków noszą imiona po św. Franciszku, nie będąc franciszkanami. W przypadku głowy państwa ciekawostka pozostaje więc tym, czym jest: rzadkim w polskich realiach imieniem — nosi je u nas zaledwie dwudziestu kilku mężczyzn — i świadectwem młodzieńczej fascynacji, o której opinia publiczna dowiedziała się po latach z kart książki.
Źródło: „Skąd się wziął Karol Nawrocki” (Biały Kruk) za: Dziennik.pl, WP, Interia

Komentarze (0)