Umowa handlowa Unii Europejskiej z krajami Mercosur jeszcze nie weszła w życie, a już wywołuje w Polsce silne emocje. Z analiz opinii publicznej i komentarzy w mediach społecznościowych wyłania się obraz powszechnej nieufności - zwłaszcza wśród rolników, którzy obawiają się skutków otwarcia rynku na produkty rolne z Ameryki Południowej. Rząd przekonuje jednak, że w ostatniej fazie negocjacji udało się zabezpieczyć polskie interesy.
W piątek w Warszawie odbędzie się kolejny protest rolników. Demonstracja ma przejść od Pałacu Kultury i Nauki pod Sejm i Kancelarię Premiera. Rolnicy sprzeciwiają się porozumieniu UE z Argentyną, Brazylią, Paragwajem, Boliwią i Urugwajem, które przewiduje preferencje celne m.in. dla wołowiny, drobiu, cukru, nabiału i etanolu. To właśnie te sektory uznawane są w UE za szczególnie wrażliwe.
Społeczny sprzeciw wyraźny w danych
Z analizy kolektywu Res Futura wynika, że aż 78 proc. komentarzy w polskich mediach społecznościowych dotyczących umowy UE–Mercosur ma wydźwięk negatywny. Badanie objęło ponad 200 tys. wzmianek z okresu miesiąca, publikowanych m.in. na Facebooku, X, TikToku i portalach internetowych. Dominują obawy przed zalewem tańszej żywności, produkowanej według standardów mniej restrykcyjnych niż unijne – zwłaszcza w zakresie stosowania pestycydów, antybiotyków i dobrostanu zwierząt.
Nieufność wobec umowy potwierdza także sondaż Ibris. 63 proc. respondentów deklaruje, że obawia się żywności z krajów Mercosur, a niemal 90 proc. uważa, że importowane produkty powinny spełniać takie same normy jak te obowiązujące w UE. Podobny odsetek oczekuje, że rząd będzie aktywnie bronił interesów polskich rolników.
Polityczny spór i sprzeczne narracje
W obozie rządzącym widać wyraźne podziały. Polska należy do grupy państw zgłaszających zastrzeżenia wobec umowy – obok Francji i częściowo Włoch. Jednocześnie przedstawiciele rządu zapewniają, że w finalnym kształcie dokumentu znalazły się zapisy korzystne dla naszego kraju. Chodzi m.in. o tzw. klauzule ochronne, które pozwolą ograniczyć import, jeśli ceny wrażliwych produktów w UE spadną o co najmniej 5 proc.
Część polityków, zwłaszcza z PSL i KO, bagatelizuje zagrożenia, porównując obawy rolników do strachu przed wejściem Polski do UE dwie dekady temu. Inni – jak Konfederacja – ostrzegają, że skutki liberalizacji handlu będą odczuwalne dopiero po latach, ale mogą być dla polskiego rolnictwa druzgocące.
Głos branży i chłodna analiza ekonomistów
Przedstawiciele sektora mięsnego podchodzą do umowy znacznie bardziej sceptycznie. Ich zdaniem nawet niewielkie kontyngenty importowe mogą poważnie zachwiać rynkiem wołowiny wysokiej jakości, który w UE jest relatywnie niewielki. Problemem nie jest więc tylko skala importu, ale jego struktura i wpływ na ceny na rynku europejskim.
Ekonomiści zwracają uwagę na bardziej złożony obraz. Umowa z Mercosur może być korzystna dla unijnego przemysłu i eksporterów, w tym polskich firm z branży maszynowej czy chemicznej. Jednocześnie sektor rolno-spożywczy rzeczywiście może znaleźć się pod presją. Dochodzi do tego argument bezpieczeństwa żywnościowego – w niestabilnych czasach geopolitycznych własna produkcja żywności zyskuje na znaczeniu.
Mercosur jako temat polityczny
Analiza Res Futura pokazuje również, jak silnie temat Mercosur został upolityczniony. Wśród internautów za „obrońców polskiego rolnictwa” najczęściej uznawani są politycy Konfederacji oraz prezydent Karol Nawrocki. Z kolei odpowiedzialnością za zagrożenia wynikające z umowy częściej obarczane są środowiska związane z PiS, które negocjowały porozumienie w poprzednich latach.
Jedno jest pewne: umowa UE–Mercosur stała się symbolem szerszego sporu o przyszłość rolnictwa, globalizację handlu i granice liberalizacji rynku. Niezależnie od ostatecznego głosowania w Radzie UE, społeczny opór wobec porozumienia już dziś jest faktem, z którym politycy będą musieli się liczyć.

Komentarze (0)