08.10.2025

Uniwersytet Warszawski rusza z kierunkiem „Płeć i seksualność”. Ideologia wchodzi na uczelnię

Dorian Skrzypnik
Dorian Skrzypnik
Newsy
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Na Uniwersytecie Warszawskim rusza nowy kierunek o nazwie „Płeć i seksualność”. Władze uczelni zapowiadają, że ma to być nowoczesny, interdyscyplinarny program analizujący kwestie „gender”, „tożsamości płciowej” czy „równości narracyjnej”. Jednak w praktyce wygląda to jak kolejny etap wprowadzania ideologii do świata akademickiego – tym razem pod płaszczykiem nauki.

Z programu kierunku wynika, że studenci będą uczyć się o „dekonstrukcji norm kulturowych”, „przeciwdziałaniu opresji heteronormy” i „reprodukcyjnych prawach kobiet”. Brzmi naukowo? Na papierze może tak, ale w rzeczywistości to zajęcia mające na celu kwestionowanie podstawowych prawd o człowieku.
Płeć biologiczna – fakt, który przez wieki był oczywisty – staje się tu jedynie „kontekstem kulturowym”. Kobieta i mężczyzna przestają być rzeczywistością, a zaczynają być „społeczną narracją”.

To już nie nauka, lecz kurs dekonstrukcji człowieka. Studenci mają nauczyć się „krytycznie odczytywać rzeczywistość”, co w praktyce oznacza podważanie wszystkiego, co uznawano dotąd za naturalne: rodziny, macierzyństwa, ojcostwa czy różnic płci.

Od biologii do ideologii

Trudno nie zauważyć, że kierunek „Płeć i seksualność” wpisuje się w szerszy trend obecny w zachodnich uniwersytetach – gdzie fakty biologiczne ustępują miejsca narracjom kulturowym i teoriom gender. Zamiast poznania rzeczywistości mamy tu tworzenie alternatywnej wizji świata, w której człowiek jest oderwany od natury i od zakorzenienia w swojej płci.

Dla wielu środowisk konserwatywnych i rodziców to niepokojący sygnał. Uniwersytet, który powinien uczyć logiki, historii i faktów, zaczyna wychowywać nowe pokolenie w duchu ideologii, która rozbija podstawowe pojęcia o człowieku i społeczeństwie.

Nauka czy indoktrynacja?

Trudno mówić o nauce tam, gdzie biologiczna rzeczywistość zostaje zastąpiona „płynną tożsamością”. Gdzie kobieta nie jest już kobietą, a mężczyzna – mężczyzną, lecz wszyscy są „wyrazem spektrum płci”. W teorii brzmi to „postępowo”, ale w praktyce prowadzi do chaosu, w którym nikt nie ma prawa nazwać rzeczy po imieniu.

Uniwersytet Warszawski, najstarsza i najważniejsza uczelnia w kraju, decyduje się tym samym na eksperyment społeczny, który zamiast edukować – może zdezorientować młodych ludzi. To, co jeszcze kilka lat temu uznano by za skrajny aktywizm, dziś staje się częścią programu studiów.

Kiedy uczelnia przestaje być miejscem nauki

Nie ma nic złego w analizowaniu zjawisk społecznych. Problem pojawia się wtedy, gdy jedna ideologia staje się dogmatem, a każda próba jej zakwestionowania – herezją. Właśnie tak wygląda współczesna „edukacja genderowa”. Zamiast otwartej debaty mamy tylko jeden słuszny punkt widzenia: płeć to konstrukcja, normy kulturowe są opresją, a tradycyjne wartości – problemem.

Czy naprawdę po to powstał Uniwersytet Warszawski – by uczyć młodych ludzi, że natura się myli, a rzeczywistość można „zdekodować”?

Nowe pokolenie wychowane na ideologii

Na naszych oczach tworzy się pokolenie studentów, którzy nie mają już wierzyć w prawdę, lecz w teorię. Nie mają rozumieć świata, lecz go „dekodować”. To nie jest neutralna nauka – to świadome formowanie nowego sposobu myślenia, w którym tradycja, religia i biologia są przeszkodą.

Komentarze (0)