Wiedeńska terapia komórkowa po przeszczepie nerki: obiecujący krok naprzód, ale droga do kliniki jeszcze długa
25.06.2026

Wiedeńska terapia komórkowa po przeszczepie nerki: obiecujący krok naprzód, ale droga do kliniki jeszcze długa

Redakcja
Redakcja
Zdrowie
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Wiedeński zespół z MedUni Wien po raz pierwszy w badaniu klinicznym połączył dwa rodzaje terapii komórkowej po przeszczepie nerki: regulatoryczne limfocyty T i komórki szpiku kostnego dawcy. Po roku obserwacji wyniki są obiecujące – lepsza kontrola immunologiczna i możliwa redukcja leków. Metoda nie wymaga napromieniowania. To jednak wciąż etap pilotażowy, a droga do rutynowego leczenia wiedzie przez kolejne lata badań.

Przeszczep nerki to nie koniec walki z chorobą, to początek życia z lekami tłumiącymi odporność. Zespół z Medycznego Uniwersytetu Wiedeńskiego (MedUni Wien) opublikował wyniki badania pilotażowego, w którym po raz pierwszy połączono dwa rodzaje terapii komórkowej: podanie regulatorycznych limfocytów T i komórek szpiku kostnego od dawcy. Efekty po roku obserwacji są zachęcające, ale warto zachować proporcje: to wciąż wstępny etap badań, a nie gotowa terapia.

Najważniejsze:

Czytaj także: Psylocybina i medytacja w jednym badaniu klinicznym – USC sprawdza, czy to połączenie rewolucjonizuje psychiatrię

  • Zespół z MedUni Wien połączył dwa rodzaje terapii komórkowej: podanie regulatorycznych limfocytów T oraz komórek szpiku kostnego od dawcy nerki.
  • U wszystkich pacjentów wystąpił chimeryzm, czyli przez pewien czas we krwi biorcy wykryto leukocyty dawcy.
  • Po dwunastu miesiącach kontrola odpowiedzi immunologicznej była wyraźnie lepsza niż w grupie kontrolnej, a u części pacjentów udało się zmniejszyć dawki leków immunosupresyjnych.
  • Metoda nie wymaga napromieniowania pacjenta, co odróżnia ją od wcześniejszych podejść.
  • Badanie jest na etapie pilotażowym, przed ewentualnym wdrożeniem konieczne są kolejne, większe próby kliniczne.

Dlaczego dotychczasowe terapie T-regulatoryczne zawodziły?

Regulatoryczne limfocyty T są od lat uznawane za jeden z najbardziej obiecujących kierunków w medycynie transplantacyjnej. Te wyspecjalizowane komórki odpornościowe mają zdolność hamowania ataku układu immunologicznego na przeszczepiony narząd. Problem w tym, że, jak wprost zaznaczają autorzy badania z MedUni Wien, dotychczasowe próby kliniczne z udziałem samych limfocytów T przynosiły jedynie umiarkowane efekty. Innymi słowy: komórki działają, ale same w sobie nie wystarczają, by zapewnić trwałą tolerancję przeszczepu.

Czytaj także: Pierwsze odmładzanie komórek nerwowych u człowieka: przełom czy ryzykowny eksperyment?

Hipoteza wiedeńskiego zespołu kierowanego przez Thomasa Wekerle i Rainera Oberbauera była prosta: jeśli do regulatorycznych limfocytów T dołożymy komórki szpiku kostnego od tego samego dawcy, układ odpornościowy biorcy może nauczyć się rozpoznawać obce komórki jako „swoje”, trwalej i skuteczniej. Bezpośrednio po zabiegu transplantacji każdy uczestnik badania pilotażowego otrzymał obie terapie jednocześnie.

Czytaj także: Przemysłowe fałszerstwo naukowe: jak działa system, który niszczy wiarygodność badań

Chimeryzm: układ odpornościowy, który nie atakuje

Według informacji opublikowanych przez MedUni Wien, u wszystkich pacjentów objętych badaniem doszło do wytworzenia chimeryzmu. To zjawisko, w którym leukocyty dawcy są przez pewien czas wykrywalne we krwi biorcy. Sam ten fakt świadczy o tym, że układ odpornościowy pacjenta przynajmniej częściowo zaakceptował obce komórki, zamiast je natychmiast zniszczyć.

Po dwunastu miesiącach obserwacji wyniki były wyraźnie lepsze niż w grupie kontrolnej, która nie otrzymała żadnej terapii komórkowej. Badacze zanotowali poprawę kontroli odpowiedzi immunologicznej na przeszczepioną nerkę oraz korzystne zmiany w tak zwanym repertuarze receptorów limfocytów T. U kilku uczestników możliwe było zmniejszenie dawek leków immunosupresyjnych, a to w praktyce oznacza mniejsze ryzyko infekcji, uszkodzenia nerek przez same leki czy innych długoterminowych powikłań.

Bez napromieniowania, i dlaczego to ważne

Protokół opracowany przez zespół Wekerle’a wyróżnia się jeszcze jedną cechą: w przeciwieństwie do wszystkich wcześniejszych podejść tego typu nie wymaga napromieniowania pacjenta. Jak wynika z komunikatu MedUni Wien, właśnie połączenie regulatorycznych limfocytów T z komórkami szpiku kostnego dawcy pozwoliło wyeliminować ten krok. Napromieniowanie wiąże się z poważnymi działaniami niepożądanymi i stanowiło dotąd istotną barierę we wdrożeniu podobnych terapii na szerszą skalę. Usunięcie tej przeszkody czyni nowy protokół znacznie lepiej tolerowanym, co jest równie istotne jak sama skuteczność.

Badanie pilotażowe, nie przełom: co mówią liczby i czego nie mówią

Tu warto zwolnić. Badanie opisywane przez MedUni Wien ma charakter pilotażowy, co w medycynie oznacza małą grupę uczestników i przede wszystkim cel sprawdzenia bezpieczeństwa oraz wstępnej skuteczności, nie ostatecznego potwierdzenia działania metody. Źródło nie podaje dokładnej liczby pacjentów, jednak tego rodzaju próby obejmują zazwyczaj kilka do kilkunastu osób. To zdecydowanie za mało, by mówić o pewności klinicznej.

Dwunastomiesięczna obserwacja jest też stosunkowo krótkim horyzontem w transplantologii, gdzie wyniki ocenia się często w perspektywie wielu lat funkcjonowania przeszczepu. Autorzy sami zaznaczają, że wyniki są „obiecujące” i mają stanowić punkt wyjścia do dalszych, większych badań. Droga do rutynowego zastosowania w szpitalach, w Polsce czy gdziekolwiek indziej, wiedzie przez kolejne fazy prób klinicznych, co realnie oznacza wiele lat pracy.

Co dalej: kiedy można spodziewać się kolejnych badań?

Autorzy publikacji w „Science Translational Medicine” deklarują, że zdobyta wiedza ma posłużyć jako podstawa do kolejnych, bardziej rozległych prób klinicznych. Źródło nie podaje konkretnych dat ani harmonogramu planowanych badań II lub III fazy. Oznacza to, że choć kierunek jest wyznaczony, pytanie o to, kiedy metoda trafi do standardowej praktyki klinicznej, pozostaje otwarte. W transplantologii droga od obiecującego pilotażu do refundowanej terapii trwa zwykle od kilku do ponad dekady.

Skąd wzięły się środki i kto współpracował przy badaniu

Badanie było finansowane przez Wiedeński Fundusz Naukowy i Technologiczny (WWTF). Do jego realizacji potrzebna była ścisła współpraca wielu oddziałów MedUni Wien, a także Instytutu Leibniza ds. Immunoterapii w Ratyzbonie oraz Uniwersytetu Alberty w Kanadzie. Wyniki opublikowano w czerwcu 2026 roku w czasopiśmie „Science Translational Medicine”.

Najczęściej zadawane pytania

Na czym polega nowa terapia komórkowa po przeszczepie nerki?

Polega na jednoczesnym podaniu pacjentowi regulatorycznych limfocytów T oraz komórek szpiku kostnego od dawcy nerki, bezpośrednio po zabiegu transplantacji. Celem jest lepsza i trwalsza kontrola odpowiedzi immunologicznej biorcy, tak by jego układ odpornościowy atakował przeszczepioną nerkę słabiej lub wcale.

Dlaczego wcześniejsze terapie regulatorycznymi limfocytami T nie działały wystarczająco dobrze?

Jak przyznają sami badacze z MedUni Wien, dotychczasowe próby kliniczne z udziałem samych regulatorycznych limfocytów T przynosiły jedynie umiarkowane efekty. Nowe podejście zakłada, że dopiero połączenie tych komórek z komórkami szpiku kostnego dawcy daje wystarczający sygnał układowi odpornościowemu biorcy, by wykształcił trwalszą tolerancję przeszczepu.

Czy metoda wymaga napromieniowania pacjenta?

Nie, i to jedna z jej kluczowych zalet. Wszystkie wcześniejsze podobne podejścia wymagały napromieniowania, które wiąże się z poważnymi skutkami ubocznymi. Nowy protokół z MedUni Wien jako pierwszy eliminuje ten krok.

Czy ta metoda będzie dostępna dla polskich pacjentów i kiedy?

Nie wiadomo. Badanie jest na etapie pilotażowym, a przed ewentualnym wdrożeniem do rutynowej praktyki konieczne są kolejne, większe próby kliniczne. Autorzy nie podali konkretnego harmonogramu. Realnie terapia mogłaby trafić do klinik, w Polsce i na świecie, dopiero po wielu latach dalszych badań i procedur rejestracyjnych.

Jakie były wyniki po dwunastu miesiącach obserwacji?

U pacjentów zaobserwowano wyraźnie lepszą kontrolę odpowiedzi immunologicznej w porównaniu z grupą kontrolną, korzystne zmiany w repertuarze receptorów limfocytów T oraz możliwość redukcji leków immunosupresyjnych u kilku uczestników. Wszyscy pacjenci rozwinęli chimeryzm, czyli przez pewien czas we krwi biorcy wykrywalne były leukocyty dawcy.

Fot. Tima Miroshnichenko / Pexels


Komentarze (0)