Grupa Agora po raz kolejny sięga po najprostsze narzędzie cięcia kosztów - redukcję zatrudnienia. Zapowiedź zwolnień grupowych obejmujących nawet 166 osób wywołała ostrą reakcję związków zawodowych. Tym razem jednak spór nie dotyczy wyłącznie skali zwolnień, lecz przede wszystkim pytania o odpowiedzialność kierownictwa spółki i realną solidarność w czasach kryzysu.
Najbardziej dotkliwe redukcje mają objąć redakcje „Gazety Wyborczej” i Gazeta.pl — filary medialnego biznesu Agory. Dla wielu pracowników to déjà vu. Zaledwie dwa lata temu firma przeprowadziła podobną operację, żegnając się z około 180 osobami.
„Dream Team”, który nie przyniósł wyników
Szefowa działającej w Agorze „Solidarności” Aleksandra Szyłło przypomina, że poprzednie zwolnienia były uzasadniane koniecznością zbudowania silniejszego, lepiej opłacanego zespołu. Mniejsza liczba pracowników miała oznaczać wyższe wynagrodzenia, lepszą jakość dziennikarstwa i poprawę wyników finansowych.
Ten scenariusz się jednak nie zrealizował. Jak podkreśla Szyłło, po zwolnieniach nie doszło do porozumienia w sprawie podwyżek, a spółki medialne Agory zakończyły 2025 rok stratami. Teraz redukcje mają objąć kolejnych pracowników – w tym osoby, które jeszcze niedawno miały tworzyć „Dream Team” zdolny odwrócić niekorzystne trendy.
Kto ponosi konsekwencje złych decyzji?
Związkowcy stawiają pytanie, które w wielu firmach pozostaje niewygodne: czy odpowiedzialność za słabe wyniki powinni ponosić wyłącznie pracownicy? Zwolnienia, brak podwyżek i rosnąca niepewność zatrudnienia kontrastują z sytuacją na najwyższych szczeblach spółki.
Aleksandra Szyłło apeluje o przejrzystość i solidarność także po stronie zarządu. Jej zdaniem uczciwą odpowiedzią na kryzys byłoby ujawnienie, jakie premie i dodatki otrzymali menedżerowie za rok zakończony stratą, oraz czy planowane są kolejne bonusy w roku zwolnień grupowych. Pada też postulat, by członkowie zarządu – przynajmniej czasowo – poddali się ograniczeniom finansowym, podobnie jak oczekuje się tego od pracowników.
Wysokie zarobki na górze, oszczędności na dole
Formalnie wynagrodzenia władz Agory są jawne – spółka giełdowa publikuje je w raportach rocznych. Dane te tylko podgrzewają emocje. W 2024 roku członkowie zarządu zarobili łącznie 6,8 mln zł, ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej, głównie dzięki wypłatom z programu motywacyjnego.
Dla pracowników, którzy od lat nie doczekali się nawet regularnych podwyżek inflacyjnych, te liczby są trudne do zaakceptowania. Jak wskazują związkowcy, realna wartość pensji wielu osób spada, a perspektywy awansu finansowego w firmie są iluzoryczne.
Krytyka dotyczy także modelu zatrudnienia. Wieloletnia praca na umowach cywilnoprawnych, brak stabilizacji i konieczność dochodzenia swoich praw przed sądem to – zdaniem „Solidarności” – doświadczenie wielu pracowników Agory. To wszystko składa się na obraz firmy, która wymaga elastyczności i lojalności, ale nie zawsze oferuje je w zamian.
Biznes rośnie, redakcje maleją
Paradoksalnie, problemy kadrowe pojawiają się w momencie, gdy cała grupa kapitałowa notuje wzrost przychodów. W trzecim kwartale 2025 roku Agora zwiększyła je o ponad 10 procent, głównie dzięki kinom Helios i dystrybucji filmowej. Strata netto zmalała niemal o połowę.
Oznacza to, że cięcia personalne koncentrują się przede wszystkim w segmentach medialnych – tam, gdzie koszty są najłatwiejsze do zredukowania, ale też tam, gdzie konsekwencje mogą być najbardziej dotkliwe dla jakości treści i zaufania odbiorców.
Związkowcy nie kwestionują potrzeby trudnych decyzji w czasach kryzysu. Pytają jednak, czy ciężar tych decyzji musi zawsze spadać na najsłabszych. Bez symbolicznych choćby gestów ze strony zarządu – ograniczenia premii, większej transparentności, realnego dialogu – kolejne zwolnienia mogą okazać się nie tylko problemem społecznym, ale też strategicznym błędem.
Bo media, nawet w czasach cyfrowych, wciąż tworzą ludzie. A ich motywacji nie da się zbudować wyłącznie tabelą kosztów.

Komentarze (0)