68. ceremonia rozdania nagród Grammy przejdzie do historii nie tylko jako noc wielkich triumfów Kendricka Lamara i Bad Bunny’ego, ale także jako jedna z najbardziej politycznych gal w dziejach Akademii Fonograficznej. Przez siedem godzin - od popołudniowej części branżowej po ponad trzyipółgodzinną transmisję telewizyjną - muzyka mieszała się z komentarzem społecznym, a scena Grammy stała się miejscem otwartego sprzeciwu wobec polityki administracji Donalda Trumpa.
Ostatni raz z Trevorem Noah
Gospodarzem gali był Trevor Noah – po raz szósty i, jak zapowiedziano, ostatni. Południowoafrykański komik po raz kolejny udowodnił, że potrafi balansować między rozrywką a ostrą satyrą polityczną. Jego monolog otwierający pełen był celnych, momentami bezlitosnych żartów, uderzających zarówno w amerykańską elitę, jak i samego prezydenta.
Noah kpił z obsesji Donalda Trumpa na punkcie władzy i symboli, porównywał galę do „wesela Jeffa Bezosa, tylko z większą liczbą czarnych gości” i zderzał popkulturową nostalgię z brutalną teraźniejszością. Jego komentarze – od Diddy’ego po Lauryn Hill – wywoływały śmiech, ale też jasno sygnalizowały ton wieczoru: Grammy 2026 nie zamierzało być apolityczne.
„ICE OUT” – solidarność zamiast ciszy
Najmocniejszym motywem gali okazał się sprzeciw wobec działań Urzędu Celno-Imigracyjnego (ICE). Na czerwonym dywanie i wśród publiczności masowo pojawiły się przypinki z hasłem „ICE OUT”, a ze sceny wielokrotnie padały słowa solidarności z migrantami.
Najgłośniejszym momentem była przemowa Bad Bunny’ego, który odbierając statuetkę za najlepszy album musica urbana, rozpoczął wystąpienie krótkim, ale wyraźnym: „ICE OUT”. Portorykański artysta mówił o dehumanizacji migrantów, przypominając, że są oni częścią amerykańskiej tożsamości. Jego apel o walkę „z miłością, a nie z nienawiścią” został nagrodzony owacją na stojąco.
Podobny ton wybrzmiał w wypowiedziach Olivii Dean, która mówiła o swoich imigranckich korzeniach, oraz Billie Eilish, która po odebraniu Grammy za piosenkę roku „Wildflower” wypowiedziała zdanie, które błyskawicznie obiegło media: „Nikt nie jest nielegalny na skradzionej ziemi”.
Kendrick Lamar: rekord, który zamyka epokę
Muzycznym bohaterem wieczoru był bezdyskusyjnie Kendrick Lamar. Już na początku transmisji telewizyjnej raper przeszedł do historii, zdobywając 27. statuetkę Grammy i wyprzedzając tym samym Jay-Z jako najczęściej nagradzany raper w dziejach.
Album GNX zapewnił mu zwycięstwo w kategorii najlepszego albumu rapowego, a utwór „Luther” – nagrany wspólnie z SZA – okazał się jednym z największych wygranych wieczoru, triumfując zarówno jako nagranie roku, jak i najlepszy rapowy występ melodyjny. Lamar zakończył galę z pięcioma statuetkami, potwierdzając swoją pozycję nie tylko jako artysty, ale jako kulturowego punktu odniesienia.
Bad Bunny i globalna zmiana paradygmatu
Drugim wielkim zwycięzcą był Bad Bunny. Jego album Debí Tirar Más Fotos zdobył Grammy za album roku, czyniąc z portorykańskiego artysty jedną z najważniejszych postaci globalnej sceny muzycznej. Co więcej, już same nominacje uczyniły go pierwszym hiszpańskojęzycznym artystą w historii, który w jednym roku rywalizował w głównych kategoriach: album, nagranie i piosenka roku.
Ten sukces potwierdził to, co od lat było widoczne: angloamerykańska dominacja w popkulturze słabnie, a Grammy coraz wyraźniej otwiera się na świat poza anglojęzycznym mainstreamem.
K-pop wchodzi do kanonu
Historyczne momenty należały również do k-popu. Piosenka „Golden” z filmu K-popowe łowczynie demonów została pierwszym k-popowym utworem nagrodzonym Grammy w kategorii najlepszej piosenki napisanej dla mediów wizualnych. Z kolei Rosé z Blackpink zapisała się w historii jako pierwsza solowa artystka k-popowa, która wystąpiła na gali – otwierając ją wspólnie z Bruno Marsem.
To już nie flirt Akademii z k-popem, lecz jego pełnoprawna akceptacja.
Spielberg domyka amerykański „wielki szlem”
Na zupełnie innym biegunie historii znalazł się Steven Spielberg. Jako jeden z producentów filmu dokumentalnego Muzyka filmowa: John Williams zdobył Grammy za najlepszy film muzyczny, dołączając tym samym do elitarnego grona twórców posiadających komplet czterech najważniejszych amerykańskich nagród: Emmy, Oscara, Tony i Grammy.
To symboliczne domknięcie kariery, która od dekad definiuje amerykańską kulturę masową.

Komentarze (0)