05.02.2026

Kobiety mobbingują częściej. Niewygodna prawda, której nie chcemy usłyszeć

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyZdrowie
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

To nie jest teza, która dobrze się klika. To nie jest też narracja, którą lubią organizacje, działy HR ani media społecznościowe karmione hasłami o siostrzeństwie i empatii. A jednak dane są bezlitosne: w Polsce to kobiety częściej dopuszczają się mobbingu niż mężczyźni. I nie jest to marginalna różnica - według raportu „Pracować po ludzku” aż 61 proc. sprawców mobbingu to kobiety, najczęściej przełożone wobec innych kobiet.

To fakt. Niewygodny, drażliwy i konsekwentnie wypierany.

Przemoc w białych rękawiczkach

Jeśli ktoś spodziewa się krzyków, rękoczynów i jawnej agresji – będzie rozczarowany. W kobiecym wydaniu mobbing rzadko wygląda „filmowo”. To przemoc relacyjna i strukturalna:
wykluczanie z obiegu informacji, podważanie kompetencji, ironia, „życzliwe” uwagi, gaslighting, systematyczne odbieranie sprawczości.

To właśnie dlatego ten rodzaj mobbingu bywa niewidoczny. Trudny do udowodnienia. A jednocześnie niszczący psychicznie – prowadzący do depresji, zaburzeń lękowych, wycofania zawodowego, a bardzo często do odejścia z pracy. Ofiara znika. Problem znika razem z nią.

Mit empatycznej liderki

Przez lata karmiono nas przekonaniem, że kobiety zarządzają „lepiej”, „łagodniej”, „bardziej po ludzku”. Że mają naturalną empatię, lepszą komunikację i większą wrażliwość społeczną. Tymczasem rzeczywistość pokazuje coś zupełnie innego: kobiety władzy wcale nie oznaczają końca przemocy – czasem są jej nową formą.

Dlaczego?

Bo kobiety wchodzą w system zaprojektowany przez logikę rywalizacji, hierarchii i dominacji, a nie współpracy. Żeby w nim przetrwać, często internalizują jego najgorsze wzorce. „Muszę być twardsza niż oni”. „Nie mogę okazać słabości”. „Jeśli ona podskoczy, to ja spadnę”.

W efekcie kobieta staje się największym zagrożeniem dla innej kobiety.

Kobieta kobiecie wilkiem – nie z natury, z systemu

Nie chodzi o to, że kobiety są „gorsze” albo bardziej agresywne biologicznie. Wręcz przeciwnie – to system produkuje kobiecą agresję, bo:

  • uczy uległości, a nie zdrowej asertywności,
  • karze za emocje, więc wypycha je w pasywną agresję,
  • promuje rywalizację zamiast współpracy,
  • nagradza dominację, nie empatię.

Kiedy przez lata słyszysz, że musisz być miła, grzeczna i niewidoczna, a potem nagle dostajesz władzę – część osób używa jej jak broni. Nie dlatego, że chce. Dlatego, że nigdy nie nauczono ich, jak z niej korzystać bez przemocy.

Dlaczego ofiary milczą?

Tylko 31 proc. mobbingowanych zgłasza przemoc. Reszta odchodzi. Zmienia branżę. Znika z rynku pracy. Czasem z życia społecznego. Bo nie wierzy w procedury, w komisje, w HR, w „otwartą kulturę feedbacku”.

Bo przemoc jest miękka, rozmyta, a sprawczyni często ma dobrą reputację, pozycję i narrację:
„Ja tylko wymagam”, „ona była za wrażliwa”, „to nie był mobbing”.

To nie wojna płci. To diagnoza

Nazwanie faktu, że kobiety częściej dopuszczają się mobbingu, nie jest atakiem na kobiety. Jest próbą przerwania ciszy. Bo dopóki będziemy udawać, że przemoc ma tylko męską twarz, dopóty tysiące osób będą dalej niszczone przez „niewidzialne” liderki, menedżerki i dyrektorki.

Problemem nie jest płeć.
Problemem jest system, który nagradza przemoc i karze wrażliwość.

Ale żeby go zmienić, trzeba najpierw przestać udawać, że nie widzimy, kto najczęściej trzyma nóż – nawet jeśli jest on uśmiechnięty, elegancki i owinięty w język troski.

Bo mobbing nie przestaje być mobbingiem tylko dlatego, że sprawczynią jest kobieta.

Komentarze (18)