W Tatrach zagościła zima. Śnieg, mróz i pocztówkowe widoki przyciągają turystów jak magnes. Razem z zimową aurą powróciło jednak zjawisko, które każdego roku przyprawia ratowników o dreszcze: masowe wchodzenie na zamarznięte tatrzańskie stawy. W ostatnich dniach media społecznościowe obiegły nagrania z Morskiego Oka, gdzie dziesiątki osób - w tym dzieci - beztrosko ślizgają się po cienkiej tafli lodu. Problem w tym, że ta „atrakcja” może zakończyć się tragedią.
Lodowisko? Nie – wysokogórskie jezioro
W ciągu kilku dni od nadejścia mrozów tatrzańskie jeziora pokryły się lodem. Jednak to dopiero początek zimy – pokrywa jest cienka, niestabilna i bardzo nieprzewidywalna. Mimo to wielu turystów zachowuje się tak, jakby znaleźli się na miejskim lodowisku.
Na filmach publikowanych w sieci widać ludzi biegających po lodzie, robiących zdjęcia, tańczących, a nawet kładących się na tafli. Wśród nich dzieci, które – prowadzone przez dorosłych – nieświadomie uczestniczą w skrajnie niebezpiecznej „zabawie”.
TPN i TOPR apelują: „Nie ryzykujcie życiem ratowników”
Tatrzański Park Narodowy oraz TOPR co roku alarmują: lód na górskich stawach NIGDY nie jest bezpieczny. Nawet jeśli wygląda solidnie, w rzeczywistości może pęknąć pod jednym niefortunnym krokiem. Wysokogórskie jeziora nie zamarzają w taki sposób jak jeziora na nizinach — duże różnice temperatur, mocne słońce, opady śniegu i ruch wody sprawiają, że struktura lodu jest niejednorodna i podatna na załamania.
Ratownicy zwracają też uwagę na coś, o czym turyści zwykle nie myślą: każdy wypadek to zagrożenie nie tylko dla ofiary, ale i dla tych, którzy ruszą na pomoc. Wyciąganie ludzi spod lodu to jedna z najbardziej ryzykownych operacji, wymagająca błyskawicznej reakcji i narażająca ratowników na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Bardzo niebezpieczna zabawa #Tatry pic.twitter.com/LkGqfu8xSL
— Tygodnik Podhalański (@24tp_pl) November 30, 2025

Komentarze (0)