Meta Platforms - właściciel m.in. Facebooka, Instagramu i WhatsAppa - od lat przekonuje, że jej priorytetem jest inwestowanie w sztuczną inteligencję oraz bezpieczeństwo użytkowników. Najnowsze doniesienia medialne podważają jednak ten wizerunek. Jak ujawniają wewnętrzne dokumenty opisane przez Reuters, tylko w 2024 roku firma miała zarobić nawet 16 mld dolarów na reklamach uznanych za „wysokiego ryzyka” - często związanych z oszustwami finansowymi.
Wartość ta stanowić miała ok. 10% przychodów reklamowych całego koncernu, który w tym samym czasie wydawał dziesiątki miliardów na rozwój modeli AI Llama oraz budowę infrastruktury chmurowej.
Jeśli regulatorzy nie tolerują, że banki zarabiają na oszustwach finansowych, nie powinni tolerować tego także w branży technologicznej
– komentuje Sandeep Abraham, były ekspert ds. bezpieczeństwa w Meta.
„Kary cenowe” zamiast realnych działań
Z dokumentów wynika, że Meta nie usuwała automatycznie reklam uznawanych za podejrzane. Zamiast tego stosowała system tzw. „kar cenowych” – reklamodawcy, których kampanie miały poniżej 95% prawdopodobieństwa oszustwa, mogli wciąż je emitować, płacąc po prostu wyższą stawkę.
Niektóre konta reklamowe oznaczane jako „high value accounts” miały zgromadzić ponad 500 naruszeń zasad, zanim podjęto wobec nich jakiekolwiek kroki.
Co gorsza, algorytmy personalizujące treści działały jak pułapka: użytkownik klikający w oszukańczą reklamę – np. dotyczącą kryptowalut – miał następnie dostawać więcej podobnych treści, bo system interpretował to jako zainteresowanie.
Zwolnienia w działach bezpieczeństwa
W 2023 roku Meta miała znacząco ograniczyć zasoby przeznaczone na bezpieczeństwo reklam, przekierowując je na projekty z obszaru AI i metaverse. Kolejne cięcia nastąpiły w 2025 r., kiedy działalność antysabotażowa miała zostać budżetowo limitowana do 135 mln dolarów na pół roku.
Brytyjskie dane regulatorów miały wykazać, że w 2023 roku ponad połowa oszustw płatniczych w Wielkiej Brytanii (ok. 54%) była powiązana z platformami Meta.
Wyścig technologiczny napędzany klikami w scam
Choć Mark Zuckerberg zapowiedział inwestycje w infrastrukturę AI o wartości 72 mld dolarów, wewnętrzne analizy z 2024 roku miały ostrzegać, że zbyt szybkie ograniczenie przychodów z podejrzanych reklam „mogłoby negatywnie wpłynąć na prognozy biznesowe”.
W skrócie: koncern doskonale wiedział o problemie – lecz ograniczenie zysków miało nie wchodzić w grę bez szkody dla wyników.
Co z tego wynika dla użytkowników?
W praktyce oznacza to, że jeśli reklama wygląda zbyt dobrze, by mogła być prawdziwa – bardzo możliwe, że jest oszustwem. A platforma na jej wyświetlaniu zarabia.
Każde kliknięcie wzmacnia tylko sytuację, bo algorytmy dopasowujące treści zwiększają szanse na to, że użytkownik zobaczy kolejne, podobne reklamy.
Meta miała planować zmniejszanie udziału tego typu reklam o około 13 punktów procentowych rocznie – co oznaczałoby realne ograniczenie problemu dopiero w okolicach 2027 roku.
Wezwania do przejrzystości
Byli pracownicy Meta powołali inicjatywę CollectiveMetrics.org, która ma domagać się większej transparentności i niezależnych audytów. Sam koncern – jak podają źródła – miał dotąd odmawiać ujawnienia skali wpływów z reklam związanych z oszustwami.

Komentarze (0)