Miedwiediew znów straszy Europę. Tusk odpowiada: czas przestać udawać, że tego nie słyszymy
30.05.2026

Miedwiediew znów straszy Europę. Tusk odpowiada: czas przestać udawać, że tego nie słyszymy

Redakcja
Redakcja
Newsy
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Były prezydent Rosji zagroził krajom UE, że same weszły w stan wojny z Rosją. Donald Tusk wzywa NATO do poważnego traktowania rosyjskich słów i działań.

Dmitrij Miedwiediew znów sięgnął po retorykę groźb wobec Europy – tym razem nawiązując do incydentu z rosyjskim dronem w Rumunii. Donald Tusk nie zostawił tego bez odpowiedzi i wprost zaapelował do sojuszników z NATO: czas skończyć z bagatelizowaniem.

W piątkowym wpisie w mediach społecznościowych były prezydent Rosji i bliski współpracownik Kremla stwierdził, że władze krajów unijnych jednostronnie weszły w stan wojny z Rosją. Pretekstem do tych słów był incydent z rosyjskim dronem, który pojawił się nad terytorium Rumunii – kraju należącego do NATO. To nie pierwszy raz, gdy Miedwiediew używa podobnego języka wobec zachodnich partnerów, ale kontekst tym razem jest szczególnie poważny.

Premier Donald Tusk zareagował krótko, ale dobitnie. „Wszyscy w NATO powinni w końcu zacząć traktować te fakty i słowa poważnie” – napisał szef polskiego rządu. Tusk od dłuższego czasu należy do tych europejskich przywódców, którzy najgłośniej alarmują, że zagrożenie ze strony Rosji jest realne i bezpośrednie – nie hipotetyczne czy odległe.

Dron nad Rumunią – incydent, który nie powinien być zignorowany

Rumunia to nie przypadkowy kraj na tej mapie – to wschodnia flanka NATO z bezpośrednim dostępem do Morza Czarnego. Pojawienie się rosyjskiego drona nad jej terytorium to poważne naruszenie przestrzeni powietrznej państwa sojuszniczego. Podobne incydenty miały już miejsce wcześniej – między innymi w Polsce, gdzie szczątki dronów znajdowano po atakach na ukraińską infrastrukturę. Każdy taki przypadek jest przez Kreml testowaniem granic – dosłownie i w przenośni.

Miedwiediew doskonale wie, co robi, publikując tego rodzaju wpisy. To klasyczna rosyjska gra informacyjna: siać niepewność, sugerować eskalację, sprawdzać, jak zareaguje Zachód. Przez lata część europejskich stolic wolała takie komunikaty traktować jako przesadzoną retorykę. Polska – i Tusk osobiście – konsekwentnie twierdzi, że to błąd.

Warto przypomnieć, że Miedwiediew od czasu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę regularnie publikuje wpisy, w których grozi krajom zachodnim – mówił między innymi o możliwości użycia broni jądrowej, o rozpadzie Ukrainy czy o nieuchronnej konfrontacji z NATO. Część analityków traktuje go jako swoisty „głos Kremla bez filtra” – mówiącego wprost to, o czym inni rosyjscy politycy mówią ostrożniej.

Polska głośno, Europa – różnie

Postawa Tuska wpisuje się w szerszy obraz: Polska od miesięcy jest jednym z najbardziej aktywnych głosów wzywających NATO i UE do zwiększenia wydatków obronnych oraz traktowania Rosji jako realnego, a nie potencjalnego agresora. Warszawa konsekwentnie podnosi budżet obronny i naciska na sojuszników, by robili to samo.

Nie wszystkie stolice europejskie podzielają ten sam poziom czujności. Część krajów Europy Zachodniej wciąż balansuje między chęcią wsparcia Ukrainy a obawą przed eskalacją – co Polska regularnie krytykuje jako myślenie życzeniowe. Słowa Tuska po wpisie Miedwiediewa to kolejny sygnał w tym samym kierunku: lepiej reagować za wcześnie niż za późno.

Komentarze (0)