16.01.2026

„Nawet nie potrzeba wojny”. Bezpieczeństwo lekowe Polski to tykająca bomba

Rafał Dobrzyński
Rafał Dobrzyński
NewsyPolityka
Udostępnij:
facebook twitter
Skomentuj

Nie potrzeba bomb, rakiet ani czołgów, by państwo znalazło się w sytuacji zagrożenia egzystencjalnego. Wystarczy przerwać dostawy leków - antybiotyków, insuliny, leków kardiologicznych czy anestezjologicznych. Efekt byłby natychmiastowy: setki zgonów dziennie, bez jednego wystrzału. To nie publicystyczna przesada, lecz realny scenariusz, przed którym ostrzegają polscy producenci leków.

Podczas pierwszego posiedzenia Rady Zdrowia, powołanej przez prezydenta Karola Nawrockiego, bezpieczeństwo lekowe zostało nazwane wprost jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa państwa. Prezes Krajowych Producentów Leków Krzysztof Kopeć zwrócił uwagę na brutalny fakt: dziś jedynie około 20 procent leków z listy krytycznej jest w całości produkowanych w Polsce.

Europa uzależniona od Azji

Europa w 80 procentach zależy od azjatyckich dostaw substancji czynnych, a w co najmniej 50 procentach od gotowych leków. To oznacza, że wystarczy konflikt wokół Tajwanu, wojna handlowa, blokada transportowa czy nawet awaria w kilku fabrykach, by system ochrony zdrowia w Europie – także w Polsce – znalazł się na granicy załamania.

Problem nie polega na braku świadomości. Ta już jest. Problemem są pieniądze. Produkcja leków w Polsce jest droższa niż w Indiach czy Chinach – ze względu na koszty energii, norm środowiskowych i pracy. Oczekiwanie, że krajowy producent sprzeda antybiotyk w tej samej cenie co azjatycki gigant, jest ekonomicznie nierealne.

Drożej dziś, żeby nie umierać jutro

Jeśli państwo chce mieć gwarancję dostaw leków w sytuacjach kryzysowych, musi pogodzić się z wyższą ceną w czasach pokoju. To nie jest zwykła podwyżka, lecz inwestycja w bezpieczeństwo. Bez antybiotyków zakażenia bakteryjne szybko staną się śmiertelne, bez insuliny umrą cukrzycy, a bez leków kardiologicznych wzrośnie liczba nagłych zgonów.

Producenci leków wskazują jasno: konieczne jest powołanie pełnomocnika rządu ds. bezpieczeństwa lekowego, który skoordynuje działania kilku resortów. Bez takiego centrum decyzyjnego odpowiedzialność nadal będzie się rozmywać, a realne działania będą odkładane.

Bezpieczeństwo lekowe przestało być tematem technicznym czy sektorowym. To fundament bezpieczeństwa państwa – tak samo istotny jak wojsko czy energetyka. Im dłużej będziemy udawać, że tanie leki z drugiego końca świata wystarczą, tym bliżej będziemy dnia, w którym lekarze będą wiedzieli, jak ratować ludzi – ale nie będą mieli czym.

Komentarze (0)