23 lutego - w Ogólnopolskim Dniu Walki z Depresją - w przestrzeni publicznej powinny wybrzmiewać słowa wsparcia, odpowiedzialności i elementarnej wiedzy. Depresja to choroba cywilizacyjna, która dotyka milionów ludzi. Wymaga leczenia, zrozumienia i destygmatyzacji. Tymczasem w samym środku tej narracji pojawił się tekst autorstwa Jaceka Nizinkiewicza opublikowany na łamach Rzeczpospolita, w którym wątek depresji został spleciony z aktywnością polityczną Szymona Hołowni. I to spleciony w sposób budzący poważne wątpliwości natury etycznej.
Empatia w teorii, insynuacja w praktyce
Z jednej strony czytamy deklaracje: „depresja nikogo nie przekreśla”, „nie powinniśmy się jej wstydzić”, „politycy mogą zwiększać świadomość społeczną”. To język, pod którym trudno się nie podpisać. Z drugiej – pojawia się sugestia, że znane autorowi „z kilku niezależnych źródeł” informacje o leczeniu psychiatrycznym polityka mogą tłumaczyć jego „ograniczoną aktywność”, „zmienność” czy „niektóre decyzje”.
Tu właśnie zaczyna się problem.
Bo jeśli zdrowie psychiczne staje się kontekstem do interpretowania decyzji politycznych, to nawet przy najlepszych intencjach powstaje niebezpieczna sugestia: że działania publiczne wynikają nie z kalkulacji politycznej, sporu programowego czy błędów strategicznych, lecz z choroby. A to już krok od stygmatyzacji.
Czym jest odpowiedzialność mediów?
Media mają prawo opisywać polityków, zadawać pytania o ich kompetencje, konsekwencję, wiarygodność. Ale zdrowie – zwłaszcza psychiczne – należy do najbardziej wrażliwych sfer prywatności. Owszem, w pewnych sytuacjach stan zdrowia osoby pełniącej wysoką funkcję publiczną może mieć znaczenie dla opinii publicznej. Jednak wymaga to najwyższych standardów rzetelności, proporcjonalności i jednoznacznego interesu publicznego.
Anonimowe „niezależne źródła” w sprawie leczenia psychiatrycznego? To brzmi bardziej jak sensacyjny chwyt niż jak misja informacyjna.
Jeszcze poważniejszy problem pojawia się wtedy, gdy między chorobą a decyzjami politycznymi buduje się związek przyczynowo-skutkowy – nawet jeśli zastrzega się, że „nie chce się ich tłumaczyć ani usprawiedliwiać”. W praktyce taki zabieg retoryczny działa jak sugestia podsunięta czytelnikowi: „może to dlatego”.
Depresja nie odbiera sprawczości
W debacie publicznej wciąż pokutuje mit, że osoba lecząca się psychiatrycznie jest mniej racjonalna, mniej przewidywalna, mniej zdolna do odpowiedzialnych decyzji. Tymczasem depresja – choć bywa chorobą ciężką – jest schorzeniem, które można i należy leczyć. Miliony ludzi pracują, zarządzają firmami, wychowują dzieci, pełnią funkcje publiczne, równocześnie mierząc się z kryzysami psychicznymi.
Sugerowanie, że czyjeś decyzje polityczne wynikają z faktu leczenia, uderza nie tylko w jednego polityka. Uderza w każdego, kto kiedykolwiek skorzystał z pomocy psychiatry lub psychologa. Wysyła sygnał: „Twoja choroba może zostać użyta przeciwko tobie”.
Dzień Walki z Depresją – sprawdzian dla nas wszystkich
Jeśli naprawdę chcemy traktować depresję jak chorobę, a nie jak epitet, musimy konsekwentnie oddzielać ją od bieżącej walki politycznej. Krytykujmy decyzje. Analizujmy strategie. Rozliczajmy z obietnic. Ale nie budujmy politycznych narracji na domysłach dotyczących zdrowia psychicznego.
Bo wtedy każde wzniosłe zdanie o empatii i destygmatyzacji staje się pustą deklaracją.
W świecie, w którym coraz więcej osób odważa się mówić o swoich kryzysach, odpowiedzialność słowa ma szczególne znaczenie. Zwłaszcza wtedy, gdy pada z łamów opiniotwórczego medium. Depresja nie powinna być ani tarczą, ani pałką. Ani usprawiedliwieniem, ani oskarżeniem. Jest chorobą – i tak powinna być traktowana.

Komentarze (0)