Tego chyba nikt się nie spodziewał.
Southern Poverty Law Center (SPLC), jedna z najbardziej wpływowych instytucji tropiących ekstremizm w USA, została oskarżona przez federalny Departament Sprawiedliwości o oszustwa finansowe. Według prokuratury organizacja przez dekady potajemnie przekazywała miliony dolarów informatorom, którzy byli aktywnymi liderami grup rasistowskich, w tym Ku Klux Klanu.
Mechanizm finansowania radykalizmu
Według aktu oskarżenia ogłoszonego przez pełniącego obowiązki prokuratora generalnego USA, Todda Blanche’a, SPLC miało wprowadzać w błąd swoich darczyńców. Śledczy twierdzą, że pieniądze zebrane na walkę z nienawiścią w rzeczywistości zasilały portfele liderów organizacji ekstremistycznych. Program ten, działający od lat 80., opierał się na sieci ponad dziewięciu informatorów, którym wypłacono łącznie ponad 3 miliony dolarów.
Szczegóły śledztwa wskazują na skomplikowany system kamuflażu. SPLC miało zakładać konta bankowe na nieistniejące firmy, takie jak „Fox Photography” czy „Rare Books Warehouse”, aby ukryć przed bankami i opinią publiczną faktyczny cel przelewów. Prokuratura podkreśla, że jeden z informatorów powiązanych z neonazistowskim ugrupowaniem National Alliance otrzymał w ciągu niespełna dekady ponad milion dolarów, a inne opłacane źródło pomagało koordynować transport na brutalny wiec białych suprematystów w Charlottesville w 2017 roku.
Finansowanie ekstremizmu zamiast jego zwalczania?
Prokuratura stawia niezwykle poważną tezę dotyczącą etyki i sensu działań organizacji z Alabamy. Zdaniem Todda Blanche’a działania SPLC nie służyły osłabianiu radykalnych grup, lecz wręcz ich podtrzymywaniu poprzez stymulowanie napięć społecznych za pieniądze pochodzące z donacji.
SPLC nie zajmowało się demontażem tych grup. Zamiast tego „produkowało” ekstremizm, któremu rzekomo się sprzeciwia, płacąc źródłom za podsycanie nienawiści rasowej.
— powiedział Todd Blanche, pełniący obowiązki prokuratora generalnego USA.
Zarzuty obejmują oszustwa bankowe, elektroniczne oraz spisek w celu prania brudnych pieniędzy. Zgodnie z amerykańskim prawem organizacje non-profit mają obowiązek pełnej przejrzystości w informowaniu darczyńców o tym, na co przeznaczane są ich środki, czego SPLC miało nie dopełnić.
SPLC broni swych działań
Władze Southern Poverty Law Center kategorycznie odpierają zarzuty, nazywając je fałszywymi i politycznie motywowanymi. Tymczasowy prezes organizacji, Bryan Fair, argumentuje, że infiltrowanie brutalnych grup nienawiści to jedna z najniebezpieczniejszych, ale i najważniejszych prac w Ameryce, a tajność programu była niezbędna dla ochrony informatorów.
Nie ma wątpliwości, że to, czego dowiedzieliśmy się od informatorów, uratowało życie. Praca z nimi zaczęła się w czasach, gdy ruch na rzecz praw obywatelskich zmagał się z zamachami bombowymi na kościoły i morderstwami aktywistów, na które system sprawiedliwości nie odpowiadał.
— wyjaśnił Bryan Fair, tymczasowy dyrektor generalny SPLC.
Organizacja zapowiedziała „energicznie bronienie swojego personelu i dorobku”, podkreślając, że informacje pozyskane od źródeł wielokrotnie pozwalały uprzedzać akty przemocy i były przekazywane organom ścigania.
Zarzuty federalne to kolejny cios w wizerunek organizacji, która w ostatnich latach stała się obiektem ostrej krytyki ze strony amerykańskiej prawicy. Republikanie zarzucają SPLC stronniczość i wykorzystywanie statusu „strażnika moralności” do stygmatyzowania konserwatywnych środowisk. Jeszcze przed ogłoszeniem aktu oskarżenia dyrektor FBI, Kash Patel, ogłosił całkowite zerwanie współpracy z centrum.
Patel oskarżył organizację o przekształcenie się w „partyjną machinę oszczerczą”, która poprzez swoje publikacje – m.in. słynne mapy grup nienawiści – bezpodstawnie atakuje zwykłych Amerykanów o konserwatywnych poglądach. Śledztwo federalne wpisuje się w szerszy spór o to, czy instytucje państwowe w USA nie są wykorzystywane do walki z przeciwnikami politycznymi, co czyni sprawę SPLC jednym z najbardziej polaryzujących procesów nadchodzących miesięcy.
Źródło: NPR

Komentarze (0)